Szukam rytmu życia

– Maju, gdzie kolejna podróż? – to jedno ze standardowych pytań, które słyszę, gdy spotykam kogoś znajomego. Ludzie przyzwyczaili się, że zawsze mam jakiś plan i w głowie kolejną podróż.

Wielu osobom wydaje się, że prowadzę idealne życie. Dużo podróżuję. W ubiegłym roku byczyłem się nad Morzem Karaibskim, chodziłem po wulkanach, widziałem Machu Picchu, jeździłem na desce po pustyni.

Na swoje życie zawodowe też nie narzekam. Sam w 100% reguluję swój czas pracy. Nie muszę wstawać na konkretną godzinę, mogę sobie samemu dać wolne (przynajmniej w teorii). Gdy uznam, że chcę jechać na 3 miesiące do ciepłych krajów, wystarczy zaplanować wyjazd i spakować swoją firmę do plecaka. Mam stałych klientów, z którymi się lubimy. Pracowałem i pracuję zarówno dla tych mniejszych, jak i większych marek, które wyglądają naprawdę dobrze w moim portfolio. Dodatkowo co jakiś czas realizuję projekty blogowe, które – autentycznie – są pracą marzeń. Poniekąd podróże stały się moją pracą.

Udało mi się (to naprawdę właściwe słowa) też skończyć studia i dodatkowo w międzyczasie „machnąć” studia podyplomowe. Myślę, że mam poukładane w głowie i posiadam dużą wiedzę z branży, w której siedzę. Znam się trochę na tych internetach.

Towarzysko też jest dobrze. Mam wspaniałych znajomych, z którymi znam się od lat, z którymi przeżywam świetne chwile, a ilość nagromadzonych wspomnień ze spędzonego z nimi czasu jest po prostu nieziemska. Ludzie, którymi się otaczam, to jedna z największych wartości, jakie mam, i naprawdę sam sobie tego zazdroszczę. Podczas sylwestra doszedłem do wniosku, że spokojnie można by było zrobić o nas serial.

Ilość zgromadzonych przeze mnie dotychczas doświadczeń jest naprawdę imponująca. Patroszyłem łososie na Alasce, jeździłem autostopem na pace pick-upa, jadłem skorpiona, świnkę morską, wnętrzności konia… Ba, ja nawet żarówkę kiedyś do ust włożyłem, bo słyszałem, że ponoć się nie da, więc musiałem to sprawdzić. Ciekawość życia jest moją motywacją i pcha mnie do różnych działań.

Druga strona medalu

Brzmi super – i faktycznie tak jest. Uwielbiam swoje życie, ale zawsze jest jakaś druga strona medalu. Ludzie, obserwując z zewnątrz czyjeś sukcesy, widzą zwykle tylko tę ładną.

Gdy patrzymy na sportowca, który finiszuje na olimpiadzie i zdobywa złoto, to widzimy wielki sukces. Duma i radość. Nasz sportowiec udziela wywiadu i opowiada, jaki jest szczęśliwy. Nie widzimy tej ciemnej strony. Ciężkich treningów, często na granicy wytrzymałości, wstawania wcześnie rano czy np. samotności, która jest w jakiś sposób z tym związana. Kiedyś oglądałem fajny dokument o dniu z życia Justyny Kowalczyk i doszedłem do wniosku, że po prostu nie dałbym rady tak żyć. To jest ogromne poświęcenie, z którego zwykły człowiek, myśląc o życiu kogoś innego, nie zdaje sobie sprawy.

Podałem przykład sportowy, ale myślę, że każdy z nas na swoim „poziomie mikro” ma podobnie. Wchodzimy w nowy projekt, inwestujemy czas. Osiągamy cel i z zewnątrz wygląda to super – ale tylko my sami wiemy, ile pracy, emocji i wrażliwości włożyliśmy w daną rzecz. To ta nasza druga strona medalu.

To, co za chwilę napiszę, zabrzmi jak problem pierwszego  świata, ale od jakiegoś czasu nie daje mi to spokoju. W minionym roku byłem ponad 4 miesiące w rozjazdach. Prowadziłem dość nieregularny tryb życia. Były dni, gdy wstawałem o 4 lub 5 rano, a były takie, gdy odsypiałem do 11. Zaniedbałem sport. Przestałem biegać i ćwiczyć, zasłaniając się brakiem czasu. Tłumaczyłem się tym, że przecież właśnie przed chwilą wszedłem na górę, która ma 5000 m, więc z moją kondycją jest wszystko okej. Zaniedbałem też część relacji z ludźmi, bo siłą rzeczy nie da się spotkać ze wszystkimi. Do tego omijają Cię różne wydarzenia, które dzieją się w Polsce, gdy Ty np. robisz zdjęcia na pustyni w Peru. Krótko mówiąc: podróże dają bardzo dużo, ale czasem też coś zabierają. Ja przykładowo straciłem rytm życia.

Mój plan

Jestem typem człowieka, który umie realizować swoje plany. Mogę sobie rzucić dowolne zadanie i przy odpowiedniej ilości czasu jestem w stanie zrobić wszystko. Jak czegoś pragnę lub chcę zmienić, to siadam, przygotowuję plan i w swoim tempie, powoli idę po swoje.

W końcu postanowiłem wziąć się za ten swój rytm życia, bo po prostu jestem już nim (a właściwie jego brakiem) zmęczony. Potrzebuję kilku „stałych” punktów zaczepienia, pewnych nawyków, które będą powtarzalne każdego dnia. Oto mój plan na uporządkowanie życia:

  • Chcę ogarnąć swoje zdrowie. Zrobiłem już badania lekarskie, planuję jeszcze wybrać się do dentysty (co jest niepopularne, bo Polacy ponoć idą do niego dopiero wtedy, gdy ząb zacznie boleć). Chcę też trochę lepiej się odżywiać i gotować dobre jedzenie w domu. To takie banały, ale dla mnie bardzo ważne.
  • Oddzielenie pracy od życia osobistego. Coś, z czym borykam się od zawsze. Temat pojawiał się na blogu już nie raz. Mam z tym duży problem. Często w pracy zajmuję się sprawami prywatnymi (albo przynajmniej o nich myślę), a w czasie „wolnym” zdarza mi się odpisać na maila klienta lub po prostu pracować, choć powinienem wyłączyć komputer i iść na spacer. Przez jakiś czas to jeszcze działa, ale na dłuższą metę niszczy psychikę i sprawia, że jest się ciągle w pracy. Obecnie szukam miejsca do pracy poza domem. Testuję krakowskie coworking, żeby znaleźć swoje miejsce (UPDATE: Już znalazłem super biuro w centrum Krakowa). Lekki paradoks – będę płacił za pracę w biurze, podczas gdy większość zjadaczy chleba pracować w nim nie lubi.
  • Muszę ruszyć dupsko i wziąć się trochę za siebie. Nie mam skłonności do tycia, ale gdybym nie miał takich uwarunkowań, pewnie byłbym teraz wielkim grubasem. Po wyglądzie braku sportu nie odczuwam, ale konsekwencje bezruchu są także „psychiczne”. Pamiętam, jak regularne ćwiczenie porządkowało moje myśli. Pomagało mi nabrać dystansu, poprawiało pewność siebie i pozwalało odpocząć. Czas więc coś z tym zrobić. Najprawdopodobniej będzie to powrót do crossfitu, bo bieganie w Krakowie o tej porze roku jest trochę problematyczne. Choć w sumie jeszcze to przemyślę.
  • Finanse. Tutaj ostatnio też zrobił mi się bałagan. Ilość spraw na głowie pod koniec roku sprawiła, że nie zdążyłem zrobić rozliczenia finansowego w firmie. Pieniądze prywatne i firmowe trochę mi się pomieszały. Czekam jeszcze na podliczenie kwartału przez księgową i biorę się za wielkie porządki w portfelu.
  • Rozwój. W ostatnim czasie skupiałem się na „sprawach bieżących”. Pracowałem nad aktualnymi zleceniami i innymi tematami. Postanowiłem sobie, że w najbliższym czasie nauczę się czegoś nowego. Nie wiem jeszcze, co to będzie. Może jakieś nowe hobby? A może kurs, który podniesie moje skille graficzne lub blogowe? Na pewno coś znajdę.
  • Chcę więcej czasu poświęcać samemu sobie. Mieć go więcej dla moich myśli, emocji. Nauczyć się od nowa cieszyć małymi rzeczami, dostrzegać radość w prostych, codziennych czynnościach. Gdzieś mi to zaniknęło w ostatnich miesiącach.

Nie są to moje postanowienia noworoczne – te napiszę pewnie za kilka tygodni, gdy już mi się wyklarują. To raczej plan naprawczy na najbliższe tygodnie. Nie będę też tego wszystkiego robił na hurra. Nie będę się z tym spieszył. Chcę dać sobie czas, żeby nowe pomysły weszły odpowiednim tempem w moje życie. Czy to oznacza przerwę w wyjazdach…?

Nie : ) Nie chodzi o to, żeby rezygnować z czegoś, co bardzo się lubi. Ba, mam już nawet zaplanowany krótki wyjazd w pewne ulubione miejsce. Moja machina podróżnicza jest mocno rozkręcona i na pewno życie za chwilę rzuci mi pod nogi jakiś wyjazd. Nie rezygnuję z podróży, tylko muszę ogarnąć swoje życie na miejscu. Da się to wszystko pogodzić.

Gdy więc ktoś pyta mnie: – Maju, gdzie kolejna podróż?, odpowiadam, że do dobrej rutyny i nawyków. Tego w tej chwili potrzebuje mój organizm.

Fotki w dzisiejszym wpisie z Krakowa. Bo teraz chwilę chcę tu posiedzieć. Na koniec zacytuje tekst, na który kiedyś natknąłem się w Internecie i sobie go zapisałem:

Mniej Facebooka, więcej czytania,
mniej zakupów, więcej spacerów,
mniej bałaganu, więcej przestrzeni,
mniej pośpiechu, więcej spokoju,
mniej konsumpcji, więcej tworzenia,
mniej fastfoodów, więcej zdrowych posiłków,
mniej bycia zajętym, więcej efektów,
mniej hałasu, więcej samotności,
mniej pracy, więcej zabawy,
mniej zmartwień, więcej uśmiechów. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak działem się w 2017 r.?