Wziąłem i napisałem książkę

Jak spełniać marzenia?

Już za kilka dni wbijam się ze swoimi przygodami na półki księgarni. Dziś zdradzę Wam, o czym jest moja książka, jak szło mi z pisaniem i dlaczego jest to takie trudne.

Jestem podekscytowany, ale też trochę zestresowany. Książka „Jak spełniać marzenia?” poszła do druku i na dniach trafi w Wasze ręce.

O czym napisałem?

Ta książka jest trochę taka jak ja. Pisząc, wyobrażałem sobie, że rozmawiam z bliskim kumplem i opowiadam mu swoje przygody z podróży. Mam nadzieję, że czytając kolejne strony, poczujecie się właśnie tak, jakbyśmy byli dobrymi znajomymi. Jest luźno, wesoło i bez tej całej poważnej „napinki”, przez którą podróżowanie uchodzi za wielki wyczyn. Jestem pewien, że czytając moje opowieści, będziecie siedzieć z bananem na twarzy : )

Zamawiam

Nie znajdziecie w tej książce szczegółowych opisów przyrody i zabytków – znajdziecie tam masę osobistych przeżyć. Czuję, że przelałem na papier dużą część siebie. Nie wiem, czy wszystkim się to spodoba, ale w sumie potrzebowałem takiego „oczyszczenia”.

Jak spełniać marzenia?

Zamiast tradycyjnego spisu treści w książce jest… spis marzeń. Każdy rozdział dotyczy jakiegoś spełnionego marzenia. Opisałem historie z moich pierwszych podróży: na Alaskę, do USA i Indii – te wyjazdy są niemal całkowicie pominięte na blogu, dzielę się więc wieloma historiami, które nigdy jeszcze nie były publikowane. W książce opowiadam też o podróżach, o których pisałem na blogu, ale robiłem to w sposób chaotyczny i nieuporządkowany, jak np. podróż koleją transsyberyjską do Chin czy stopem do Maroka.

Przy okazji odkryłem w sobie pewną cechę charakteru, której do tej pory nie dostrzegałem, a z której jestem dumny: jestem wytrwały. Jeżeli czegoś naprawdę chcę, to prędzej czy później to osiągnę. Czas płynie, a ja powoli idę sobie po swoje i w końcu „udaje mi się”. Właśnie to chciałem przekazać w mojej książce – pokazałem na własnym przykładzie, że warto określić sobie cel w życiu i po prostu iść po swoje.

Więcej na temat mojej publikacji opowiem Wam w środę (2 listopada), gdy ruszy przedsprzedaż.

Jak spełniać marzenia?

Dlaczego tak trudno jest napisać książkę?

Tytuł dzisiejszego wpisu sugeruje, że stworzenie książki było dla mnie bułką z masłem: siadłem i napisałem. Nic z tych rzeczy! To cholernie ciężka praca i walka z wieloma „demonami”.

Pomysł spisania moich historii w wersji papierowej chodził za mną od dawna. Pierwsze prace rozpocząłem jakieś… 2 lata temu! Dlaczego tak trudno jest napisać książkę?

Po pierwsze – nie masz konkretnego deadline`u. Nie stoi nad Tobą szef, który będzie zły, gdy nie skończysz pracy na czas, nie ma klienta, który pospiesza – nie ma obowiązku pisania. Chcesz, to piszesz, nie – to nie. Poza tym pojawiają się codzienne obowiązki i pilne sprawy, które nie mogą czekać. Pisanie więc ciągle odwleka się w czasie, bo nigdy nie ma idealnego momentu. W końcu jednak postanowiłem, że muszę siąść i po prostu to zrobić.

Po drugie – wydawnictwo. Założyłem, że nie chcę wydawać książki sam, potrzebowałem więc wydawnictwa. Gdy napisałem już sporo tekstu, zdecydowałem się uderzyć do kilku z nich – rozesłałem kilka(naście) maili. Opisałem pomysł na książkę, załączyłem to, co powstało dotychczas, wskazałem zalety wynikające z nawiązania ze mną współpracy, pokazałem, że nie jestem człowiekiem „z nikąd” (prowadzę bloga, który zrzesza wokół siebie sporą społeczność) i że duża część pracy została już wykonana. Jaki był efekt? Większość wydawnictw odpisywała mi po… miesiącu/dwóch. Rekordzista po 3 miesiącach odpowiedział, że wstępnie jest zainteresowany – no i teraz powiedzcie mi, jak ja mam pracować z taką firmą? Nie jestem maniakiem odpisywania na maile z dnia na dzień, ale przecież można wysłać krótką wiadomość w stylu: „Nie jesteśmy zainteresowani.”, albo „Zerkniemy i damy znać w ciągu X dni, co o tym myślimy”.

Jak spełniać marzenia?

Kilka firm zareagowało dość szybko, ale nie było między nami chemii, jakoś się nie kleiło i coś mi nie pasowało. Zdecydowałem więc, że nic na siłę i książka musi poczekać na lepsze czasy. Z drugiej strony – trochę podcięło mi to skrzydła. Odłożyłem temat i wizja odrodziła się po kilku miesiącach dzięki Julce, która zgadała mnie z wydawnictwem Pascal. No i w końcu zadziałało! W ciągu tygodnia ustaliliśmy wszystkie szczegóły, a potem rozpoczęliśmy prace.

Po trzecie – pojawiają się demony. Takie jak: „to nie ma sensu”, „nie spodoba się ludziom”, „kim ja jestem, żeby pisać książkę?” itp. Tych demonów jest naprawdę bardzo dużo. Znajomy zasugerował, że pisanie książki jest pewnie szybsze i łatwiejsze niż pisanie pracy magisterskiej – nic z tych rzeczy. Magisterkę przeczytają maksymalnie 4 osoby: ty, promotor i być może rodzice. Książkę – trochę większe grono. Pojawiają się więc naturalne obawy, np. czy czytelnik zrozumie, co chcę przekazać, i czy zostanie to dobrze odebrane.

Największe demony przyszły do mnie wtedy, gdy książka została skończona i poszła do druku. W nocy miałem koszmary i przez 2 dni chodziłem przybity. Analizowałem, czy może da się to wszystko jeszcze odkręcić, może cofnąć druk? Zdałem sobie sprawę, że podzieliłem się wieloma osobistymi historiami, cząstką swojego życia…

Na szczęście teraz już trochę się uspokoiłem. Przypomniałem sobie, ile pracy włożyłem w tę książkę. Zrobiłem to najlepiej, jak potrafię.

Jak spełniać marzenia?

Dlaczego nie self-publishing?

W ostatnim czasie popularne jest wydawanie książek samemu, bez wydawnictwa. Mimo że z finansowego punktu widzenia byłoby to bardziej opłacalne, to jednak z kilku powodów nie zdecydowałem się na takie rozwiązanie.

Powodem najważniejszym była ilość pracy. Kwoty, jakie zarabiają blogerzy wydając samemu, często robią wrażenie i wszyscy „biją brawo”, ale mało kto bierze pod uwagę, ile jest przy tym pracy. Oprócz samego napisania książki musisz zadbać o skład, płatności, wystawianie ewentualnych faktur, druk, wysyłkę czy ewentualne zwroty. Oczywiście część spraw można zautomatyzować, a inne oddelegować, ale w praktyce to ja byłbym mózgiem wszystkiego. Oprócz bloga mam też różne, inne plany na życie i po prostu na tę chwilę nie byłem w stanie pozwolić sobie na wylogowanie się z życia np. na 2-3 miesiące i pracę tylko nad książką.

W głębi ducha zrozumiałem też, że jednak… chciałbym, żeby ta książka trafiła do tradycyjnych księgarni – ten argument ostatecznie wygrał. Na self-publishing przyjdzie jeszcze czas.

Zamawiam

Niestety, część komentarzy w tym wpisie zostały przez przypadek usunięte w trakcie zmiany wyglądu strony :( Postaramy się je przywrócić jak najszybciej.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Co zrobić z dniem, kiedy nic nam się nie chce?