Jak było na Orlej Perci? Relacja z mojej mikoprzygody [DUŻO ZDJĘĆ!]

Ciągle w kolejce na publikację czeka relacja z mojego wakacyjnego wypadu w Tatry. Wybrane zdjęcia widzieliście już na moim Instagramie, ale duża część nadal czeka na publikacje. Wykorzystując jesienną pogodę wreszcie udało mi się wszystko zebrać razem i zapisać to wspomnienie.

A jest to wspomnienie, które bardzo lubię. Od wyjazdu minęło niecałe 2 miesiące, a mi już się ciepło robi na sercu, jak sobie oglądam i wspominam jak było ciekawie i przygodowo. Na wyjazd wybrałem się z moim Tatą.

Wyprawa na Orlą Perć była jedną z mikroprzygód, króre realizuje. O idei mikroprzygód dowiedziałem się kilka lat temu i bardzo mi się ona spodobała. Zresztą, nie raz wspominałem o niej na blogu i kilkukrotnie opublikowałem relację z takich szybkich wyjazdów (przykłady poniżej). Mikroprzygody to świetna sprawa dla tych, którzy nie mają hajsu lub czasu na wyjazd „na drugi koniec świata”. Masz wolny weekend? Zrób sobie mikroprzygodę! Spakuj plecak i wyjedź gdzieś w ciemno. Rozbij namiot w lesie i spędź tam noc. Wypij kawę z termosu o wschodzie słońca w jakimś nietypowym miejscu. Zrób sobie piknik gdzieś na szczycie góry. Pomysły można mnożyć.

Na takie wypady nie potrzeba dużo pieniędzy, nie wymagają one też brania urlopu czy rezygnacji z pracy. W moim przypadku to często wyjazd w piątkowe popołudnie lub w sobotę rano, aktywnie spędzone dwa dni i powrót do domu w niedzielę wieczorem.

Zobacz moje inne mikroprzygody

Plany na ten rok mieliśmy inne (marzyła nam się wyprawa do Gruzji), ale covidowe życie zweryfikowało wszystko. Została nam Polska i szlak, który obu nam chodził po głowie – Orla Perć. Do ekipy dołączył jeszcze mój znajomy – Eddy, z którym też zrobiliśmy już niejedną przygodę (maratony czy np. Mordownika).

Na początku takie krótkie przemyślenia, porady i wnioski, a poniżej tradycyjna relacja „minuta po minucie”:

  • Orlą Perć uważana jest za jeden z najtrudniejszych szlaków górskich w Polsce i faktycznie taki jest. Powiem uczciwie: myślałem, że będzie łatwiej. Nie przerażała mnie wysokość, drabinki i łańcuchy, bo nie mam lęku wysokości, ale fizycznie po prostu zmęczyła mnie bardziej, niż tego się spodziewałem.
  • My zrobiliśmy jednodniowy wypad z Krakowa. To na pewno wpłynęło na nasze siły i jednak myślę, że lepiej przyjechać dzień wcześniej i przespać się gdzieś u górali.
  • Mieliśmy idealną pogodę, ale myśle, że w deszczu czy np. wietrze poziom trudności od razu rośnie jak krzywa zachorowań w Polsce.
  • Warto wychodzić wcześnie rano, bo w ciągu dnia będą robić się kolejki w miejscach „newralgicznych” typu drabinki. A nie po to idzie się w góry, żeby czekać w kolejce jak w markecie.
  • Przed wyjazdem próbowałem oszacować jak trudny jest szlak, w porównaniu do jakiegoś innego, który robiłem. Znajomy powiedział mi, że Rysy ocenia na 3, a Orlą Perć na 9. No i w sumie chyba jest coś na rzeczy :) Mimo to, to też nie jest to jakaś śmiercionośna trasa, jeżeli nie masz lęku wysokości. Trzeba też po prostu liczyć się z tym, że nas to porządnie wymęczy.
  • Nie zrobiliśmy całego szlaku. Przy Skrajnym Granacie musieliśmy zejść szlakiem do Czarnego Stawu i Schroniska na Hali Gąsienicowej, bo przejście z przełęczy Krzyżne było tego dnia zamknięte (teoretycznie można było przejść, ale skoro taki był komunikat Tatrzańskiego Parku Narodowego to nie pchaliśmy się).
  • Przepiękna trasa. Naprawdę, widoki po prostu najwyższej jakości. Absolutne 10/10

A jak było? Przejdźmy do szybkiej relacji „minuta po minucie”:

Orla Perć

Orla Perć – relacja z przygody

Godzina 01.30
Dzwoni budzik. Szczęśliwie udaje się, że obudziłem się bez niego, dosłownie kilka minut wcześniej. Nie jestem więc zmulony, po krótkiej nocy. Tylko dlaczego wszystkie moje najlepsze przygody muszą zaczynać się tak wcześnie?

Godzina 02:00
Razem z moim Tatą jesteśmy po szybkim śniadaniu. Kubek kawy i schodzimy pod blok, bo Eddy już podjechał na moje osiedle. Wszyscy pakujemy się do samochodu i ruszamy z Krakowa do Zakopanego.

Godzina 04:30
Jest jeszcze szarówka, ale na parkingu „Brzeziny” robi się ruch. Pan parkingowy pobiera opłatę, a my szykujemy się do wyjścia. Postanowiliśmy ruszyć właśnie stąd (zamiast z Kuźnic). Za poradę dziękuje Jurkowi z GóryDlaCiebie.pl, bo był to strzał w dziesiątke – krótsza trasa i mniej uczęszczana przez turystów.

Godzina 05:05
No to ruszamy, bo powoli robi się jasno. Jak ja lubię wschody słońca! Czuć zew przygody!

Godzina 06:50
Jesteśmy przy Czarnym Stawie Gąsienicowym. Usiadamy na kamieniu i robimy przerwę na śniadanie. Patrzymy wzrokiem na strome podejście pod Zawrat.

Godzina 08:00
Docieramy na Przełęcz Zawrat. Podejście zmęczyło i liczymy, że teraz będzie już łatwiej (naiwniacy). Chwila odpoczynku, podziwianie widoków, zdjęcia. Pogoda jest wręcz idealna!

Godzina 8:00 – 10:57
Walczymy z Orlą Percią. Na początku idzie lekko, ale później zaczynamy rozumieć w czym tkwi trudność szlaku. Łańcuchy i drabinki są wyzwaniem, ale ja mocno odczuwam aspekt psychologiczny. Co chwilą schodzimy w dół, aby znów po łańcuchach wejść na tą samą wysokość. Góra, dół. Góra, dół. Co chwila mam przed sobą jakiś szczyt i przeczucie, że to już upragniony Kozi Wierch. Mam już trochę dosyć.

Widzę jednak przed sobą koniec. Wspinam się ostatniem sił. Na górze jest już mój tata, który mówi, że chyba nie tego się spodziewaliśmy. Usiadam na kamieniu, patrzę przed siebie i jestem …wkurzony. Przed nami owszem – jest Kozi Wierch, ale żeby na niego wejść trzeba zejść ostro w dół i zrobić ponowne podejście na podobną wysokość. Ostatecznie zmęczeni, ale szczęśliwi docieramy na nasz upragniony cel. Przerwa. Baton. Woda. Kanapka.

Godzina 11:15- 13:00
Walczymy dalej ze szlakiem. To już jest moment, w którym robie mniej zdjęć czy filmów, bo mniej mi się chce. Skupiam się na samej trasie.

Godzina 13:10
Docieramy na Skrajny Granat. Tutaj musimy podjąć decyzję co robimy. Jeżeli pójdziemy dalej do przełęczy Krzyżne nie wrócimy do schroniska na Hali Gąsienicowej, bo szlak jest zamknięty. Decydujemy się zejść szlakiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Godzina 14:15
Docieramy do schroniska. Cała nasza trójka padnięta. A przecież regularnie uprawiamy sport i jesteśmy raczej w dobrej formie. Orla Perć naprawdę nie należy do łatwych. Robimy przerwę na napoje i jedzenie. Po pogaduchach w schronisku z parą, do której dosiedliśmy się, wreszcie kierujemy się powrotem do Brzezin. Drogę do parkingu robimy praktycznie w ciszy, ale też wewnątrz siebie szczęśliwi.

Godzina 16:00
Docieramy do auta. Pakujemy plecami i buty. Wsiadam do samochodu i ruszamy w drogę powrotną do Krakowa.


Kurcze, było pięknie! To była świetna przygoda. Mimo, że nie zrobiliśmy 100% całej Orlej Perci to jednak satysfakcja jest ogromna. Widokowo, to była absolutnie najpiękniejsza moja trasa w polskich górach. To była świetna mikroprzygoda!

Na koniec podrzucam Wam mapkę naszej trasy ze Stravy. Przy okazji – założyłem „klub” w owym serwisie więc jeżeli posiadasz tam konto – zapraszam do dołączenia. Na razie będziemy mogli rywalizować w cotygodniowych treningach, a potem zobaczymy – może uda się zrobić jakieś wspólne wydarzenie lub trening? Zobaczymy co się wydarzy. Jedno jest pewne – Będzie nam łatwiej się motywować do treningów :)

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Weekend w Berlinie – Vlog z podróży