Jachtem po wyspach Chorwacji – 6 rzeczy, które pokochałem nad Adriatykiem [DUŻO ZDJĘĆ]

Chorwacja

Słońce. Dużo słońca. Wiatr we włosach. Taki, że aż rozczochruje fryzurę. Wino. Dużo chorwackiego wina, bo wino daje uśmiech na twarzy. Świetni ludzie, bo jak pić wino w słońcu, to tylko w dobrym towarzystwie. No i jachty. Bo żagle oznaczają morską przygodę!

Skąd wziąłem się w Chorwacji?

Zacznijmy od tego, jak w ogóle znalazłem się w Chorwacji. Jeżeli czytacie regularnie mój blog, to wiecie, że w tym roku nie planowałem zagranicznych wyjazdów. Skupiam się na podróżach po Polsce i ogarnianiu swojego życia i firmy na miejscu. Nie nudzi mi się i lubię to, ale pewnego dnia napisała do mnie… Chorwacka Wspólnota  Turystyczna z zaproszeniem na tygodniowy rejs po Adriatyku.

No i takim okazjom mówi się oczywiście głośne „tak!” :) Bardzo szybko przekonałem sam siebie, że to strzał w dziesiątkę. Przecież należy mi się krótki urlop, bo od początku roku pracuję naprawdę dużo. Do tego jachty – a więc żeglarstwo! W liceum niezwykle mnie to kręciło i każde wakacje spędzałem na łajbie na Mazurach. Bardzo mnie ucieszyła wizja powrotu na łódź, zwłaszcza w wydaniu adriatyckim. I tak oto w ostatni weekend września wsiadłem do samolotu w Krakowie i poleciałem do Splitu!

Chorwacja- zachód słońca

Dlaczego Polacy kochają Chorwację?

Chorwacja jest ulubionym kierunkiem podróży Polaków. W 2017 r. prawie milion naszych rodaków wybrał właśnie ten kraj na swój wakacyjny cel. Muszę przyznać, że ja sam również mam ogromny sentyment do Dalmacji i była to już moja trzecia wizyta. Poprzednie dwa razy były iście przygodowe, bo pojechałem tam autostopem. Ten trzeci raz to dla mnie nie tylko inny typ wyjazdu, ale też zupełnie inny region. Mogłem więc zobaczyć ten kraj od zupełnie innej strony. Za co tak lubimy Chorwację? Czemu to właśnie za nią trzymaliśmy kciuki podczas finału mistrzostw świata w piłce nożnej? :)

  • Chorwaci są tacy jak my. To oczywiście subiektywna opinia poparta jedynie moimi własnymi kontaktami z nimi. Mimo że żyją w trochę innym miejscu, to jednak mentalnie są do nas podobni. Zawsze łapałem z nimi wspólny język. Podczas tego wyjazdu, jednego wieczoru poszliśmy na koncert i do klubu, żeby się lepiej poznać. Kto został do końca imprezy z całego międzynarodowego towarzystwa? Ja, Anna ze Szwecji i Petra – organizatorka z Chorwacji oraz kilku chorwackich skipperów. Wtedy właśnie stwierdziliśmy z Petrą, że Polacy i Chorwaci mają ze sobą wiele wspólnego.
  • Nie oszukujmy się, ale jak ktoś ma 2 tygodnie wolnego w roku i jedzie byczyć się nad morzem, to nie zadowoli się pogodą „barową”. Chciałby mieć słońce, a Chorwacja ze swoim śródziemnomorskim klimatem niemal mu je zapewnia.
  • Z południowej części Polski to kwestia kilkunastu godzin samochodem po autostradach. Lubimy jeździć na wakacje swoim autem. Po pierwsze dlatego, że nie obowiązuje nas wtedy limit bagażu, więc możemy wygodnie się spakować i zabrać wszystkie potrzebne rzeczy. Po drugie – bo będziemy mobilni na miejscu.
  • Śródziemnomorski klimat. Kto go nie lubi? Powiew morskiej bryzy. Wąskie uliczki pomiędzy stylowymi kamieniczkami, które latem dają cień. Tętniące życiem kawiarenki i restauracje. Uliczny grajek na zbiegu głównych ulic. Wino i owoce morza. Powiem tak: zwiedziłem kawał świata, ale zawsze, gdy trafiam do krajów śródziemnomorskich, to ponosi mnie ten klimat. Dzięki niemu wracam do Polski pełen nowej energii.
  • Chorwaci potrafią uprawiać turystykę. Z jednej strony to bardzo popularny kierunek podróży, a z drugiej – nie czuje się tam takiego „masowego zepsucia”. Nadal można znaleźć ciche i spokojne miejsca do chilloutu, a przy tym korzystać z wielu możliwości turystycznych. W Chorwacji nawet bankomaty mówią po polsku!

Maluch w Chorwacji

Jak poznałem fjakę?

Podczas pobytu nad Adriatykiem poznałem… fjakę. Powiedziała mi o tym Alicja z LosWiaheros.pl, która także była na tym wyjeździe. Po obiedzie siedziała na ławce w cieniu, wyciągnięta niczym lew na sawannie, i patrzyła w otchłań z błogim uśmiechem na twarzy. – Alicja, co to za lenistwo? – zagadałem dziarsko. – To nie lenistwo. To fjaka…

Szach-mat! Nie miałem nic do gadania.

Fjaka to umiejętność życia w takim tempie, które nam odpowiada – bez zbędnego pośpiechu, bez stresów i presji. Ktoś powiedziałby, że to odpowiednik hiszpańskiej sjesty, ale to zbyt duże uproszczenie. Fjaka to nie tylko odpoczynek po obiedzie, ale coś więcej. To robienie w danej chwili tego, na co masz ochotę, a nie tego, co wypada. Podróżując, zamiast gonić za kolejnymi atrakcjami i zabytkami, wrzucasz na luz. Nie gonisz, nie spieszysz się, bo wiesz, że nie chodzi o ilość, a jakość. Jesteś tu i teraz, żyjesz tak, jak Ci w duszy gra.

Podobno fjaki nie można się nauczyć – trzeba urodzić się w Dalmacji, żeby po prostu to czuć. Ja się z tym nie zgadzam, bo, mimo że urodziłem się w Polse, to fjakę mam we krwi (przynajmniej wtedy, gdy jestem w podróży). Kiedy uprawiam fjakę, to mówię, że jestem królem życia.

Polecam takie podejście do sprawy :)

Miejsca, które odwiedziłem podczas rejsu

Odwiedziliśmy kilka miejsc rozsianych na 5 wyspach. Możecie je zobaczyć na poniżej, poglądowej, pirackiej mapie :)

Milna – Moje pierwsze zetknięcie z wyspami Chorwacji. Przypłynęliśmy tu pierwszego dnia wieczorem, zostawiliśmy łodzie i pojechaliśmy na wypasioną kolację do pobliskiego Bol. Swoją drogą, zauważyłem na mapach Google’a, że niemal na każdej z wysp, na której byliśmy, jest miejscowość o takiej nazwie.

Milna w Chorwacji Stari Grad i Hvar – Dwie miejscowości na wyspie Hvar. Stari Grad to piękne, stare miasteczko z cudownymi kamieniczkami i wąskimi uliczkami. Trafiłem tam na bardzo ciekawy sklep muzyczny. Oprócz płyt znalazłem tam różne nietypowe instrumenty muzyczne z całego świata. Właściciel pokazał nam kilka z nich. Mój ulubiony to ten, którym gra się na nosie. Trudno to opisać, musicie tam pojechać i po prostu posłuchać. Ewentualnie obejrzeć vlog Martina – Norwega, z którym dzieliłem kajutę. Hvar natomiast jest miasteczkiem leżącym na południowej części wyspy. Do punktów, które trzeba tu zobaczyć, na pewno należy fort znajdujący się zaraz nad nim. Daje gwarancje genialnego widoku.

Hvar - widok z fortecy Palmižana – Najmniejsza z wysp, a dużo się na niej działo. Spędziliśmy tam dwie noce. Pierwszego wieczoru w jednym z barów odbywała się impreza z koncertem. Grał zespół, którego nazwę można przetłumaczyć jako Stare Jabłonie. Fajne klimaty i bardzo dobra zabawa. Co tu dużo mówić – pointegrowaliśmy się solidnie i skończyliśmy o 4 nad ranem :) Dla mnie to chyba też najpiękniejsza marina ze wszystkich, w których cumowaliśmy.

Vis – Moja ulubiona. Bardzo mi się tu podobało, być może dlatego, że byliśmy bardzo aktywni. Spaliśmy w dwóch pięknych miasteczkach: Vis oraz Komiža. Byliśmy też w miejscówce, która okazała się sztosem – Stiniva Beach. To plaża pomiędzy wspomnianymi miasteczkami, która wygląda jak z filmu. Odwiedziliśmy ją nawet dwa razy. Pierwszy raz wieczorem, chcieliśmy zrobić zdjęcia podczas skoków z klifu, ale było już za późno. Postanowiliśmy więc z chłopakami wrócić następnego dnia o wschodzie słońca. Plus całej sytuacji jest taki, że byliśmy tam praktycznie sami. Bardzo klimatyczne miejsce. À propos filmów! Na wyspie Vis nagrywano film „Mama Mia 2”. Sam nie oglądałem, ale wszyscy się tym jarali :) Chyba muszę nadrobić. Warto?

Na wyspie Vis zrobiliśmy sobie też wycieczkę samochodami terenowymi. Bardzo lubię takie klimaty. Z wyjazdu terenówkami zrobiłem „interaktywną” relację na Instastories, w której możecie poczuć się częścią wycieczki. Jest dostępna na moim instagramowym profilu, więc zapraszam, bo jestem dumny ze swojej małej kreatywności :)

Chorwacja Chorwacja Mama Mia 2 Skakanie z klifów Solta – To była nasza ostatnia wyspa. Powiem szczerze, że niewiele na niej zwiedziłem. Po pierwsze byłem już trochę zmęczony, bo poprzednie dni spędziliśmy intensywnie. Po drugie – miałem trochę obowiązków firmowych. Siedziałem więc na łajbie z laptopem i przygotowywałem odpowiedź na zapytanie ofertowe. Praca w podróży chyba mi służy, bo nasza firma wygrała i dzięki temu zgarnęliśmy naprawdę dobre zlecenie ;) A po trzecie – po prostu fjaka…


6 rzeczy, które pokochałem w Chorwacji

No dobrze, a czym Chorwacja tym razem skradła moje serce i jak wpłynęła na moje zmysły?

Słońce

Wylatywałem z Polski pod koniec września. Na lotnisku w Krakowie było szaro, ponuro i cholernie zimno, bo zaczęła się ta „zła część jesieni”. To jest jeden z moich ulubionych momentów w podróży. Zazwyczaj wyjeżdżam, gdy w Polsce niepogoda. Wychodzę z samolotu w Azji i ciepłe, ciężkie powietrze niemal uderza mnie w twarz. W Meksyku czy Peru zaatakował mnie po prostu upał. A w Splicie poczułem… przyjemne ciepło. Tego mi było trzeba!

Właśnie dlatego lubię wyjeżdżać poza sezonem. Gdy inni jadą na wakacje w okresie letnim, ja spędzam ten czas w Krakowie. Gdy wszyscy wracają, chowają walizki, a na drzewach pojawiają się jesienne kolory, wtedy ja rwę się do wyjazdów. Chorwacja o tej porze roku okazała się strzałem w dziesiątkę. Przez cały tydzień mieliśmy niemal perfekcyjną pogodę (padało tylko raz i to przez moment). Mimo że była to końcówka września, nad Adriatykiem świeciło słońce. Pogoda na T-shirt i jakąś bluzę wieczorową porą. Idealnie.

Lubiłem wstać rano trochę wcześniej niż pozostała część załogi. Zaparzyć sobie kawę, siąść na łodzi i wystawiać twarz do słońca, biorąc kolejne łyki. Czułem wtedy, jak mieszanka kofeiny i promieni słonecznych niespiesznie budzi mnie do życia :)

Wyspa Vis - Chorwacja Wiatr

Coś, co dla żeglujących ma duże znaczenie. Nie ma wiatru = nie ma żeglowania = nie ma zabawy. W czasie mojego pobytu wiało pięknie! Przyjemnie było znów pożeglować, przypomnieć sobie podstawowe węzły i chwilę potrzymać ster.

Ciekawostka: Chwilę po mnie (i to dosłownie, bo tego samego dnia) do Chorwacji przyjechał mój tata ze swoimi znajomymi. Też pod żagle i też na tydzień. Wymieniliśmy więc rodzinną wartę na Morzu Adriatyckim. Gdy spotkaliśmy się ponownie, tata potwierdził to, co sam odkryłem. Wrócił zachwycony. Cytuję: „Nie sądziłem, że przeżyję takie przygody na stare lata. Przywiązali mnie na linie dowiązanej do masztu i leciałem dosłownie nad falami!” :)

Ile kosztuje taka żeglarska przygoda? Dla mnie był to wyjazd zawodowy. Zapytałem jednak o wydatki mojego tatę. Na tygodniowy czarter jachtu + wyżywienie wydał 1500 zł. Przy czym jego ekipa nie musiała wynajmować skippera, bo sami są żeglarsko kumaci.

Żagle w Chorwacji Jacht Chorwacja Kolor wody

Jestem fotografem, więc bardzo dużą uwagę zwracam na kolory. Nie mogłem tego pominąć – woda w Dalmacji to coś niebywałego! Zostawię Was z tymi zdjęciami (to nie Photoshop, ona tak wygląda naprawdę):

Chorwacja jachtyChorwacja - żeglarstwo Żagle w Chorwacji Jedzenie

Kilka lat temu, właśnie podczas wyjazdu do Chorwacji, uknułem swoją teorię „smaków, do których trzeba dorosnąć”. W wielkim skrócie chodzi o to, że niektóre rzeczy zaczynamy lubić dopiero po pewnym czasie. Np. oliwki – nie przepadam za nimi, ale co jakiś czas je próbuję, bo wierzę, że kiedyś zaczną mi smakować. Podobnie miałem z owocami morza. To była trudna relacja. Na początku byłem na nie kompletnie zamknięty, stopniowo przełamywałem jednak swoją blokadę. Na początku zaczęły uwodzić mnie krewetki. Posmakowały mi. Z czasem zaczęły mi podchodzić kalmary – naprawdę okazały się dobre.

Podczas tego wyjazdu przekonałem się, że już lubię owoce morza. Dorosłem do tego smaku. Dojrzewałem do niego naprawdę długo. Nie zamykałem się, co jakiś czas odważnie podchodziłem do sprawy i mówiłem: „spróbujmy!”. Przyjdzie też dzień na oliwki.

Oczywiście Chorwacja to nie tylko owoce morza, ale także inne, pyszne potrawy.

Chorwacka kuchnia Kuchnia w Chorwacji Zabytki

Wszyscy postrzegamy Chorwację przez pryzmat typowo wakacyjnych wyjazdów – plaża, słońce, chillout. A Chorwacja to kawał historii i naprawdę grube zabytki. Przecież na tych terenach było kiedyś Cesarstwo Rzymskie! Na koniec wyjazdu, gdy zostawiliśmy już łódź, miałem jeszcze dzień do wylotu. Zwiedziłem więc na spokojnie Pałac Dioklecjana w Splicie. Ciekawe i bardzo rozległe miejsce. Na dobrą sprawę nie byłem w stanie wyczuć, gdzie zaczynają się ruiny pałacu, a gdzie jest starówka. Kilka lat temu zachwycałem się rzymskim amfiteatrem w Puli. Nie jestem specjalistą od historii, zazwyczaj poznaję nowe miejsca, spacerując i po prostu oglądając otoczenie, ale czasem lubię zwiedzić miejsce, w którym dotyka się historii. Wątek historyczny Chorwacji świetnie pokazały u siebie Wędrowne Motyle, więc odsyłam do nich, bo to ich specjalizacja.

Przy okazji zabytków nie mogę pominąć starych miasteczek. Uwielbiam śródziemnomorską architekturę. Wąskie uliczki, kamienice, okiennice… Nie ma nic lepszego niż wziąć aparat i pozwolić sobie zgubić się w takim miejscu.

Architektura w mieście HvarChorwackie uliczki Stari Grad Krajobrazy

Na koniec pozostawię krajobrazy. W trakcie wyjazdu wysłałem zdjęcie na facebookowej konwersacji, którą stworzyliśmy razem z kolegami. Zauważyli, że chorwackie wyspy różnią się kolorystycznie od lądowej części kraju. Jestem wzrokowcem. To mój główny zmysł, którym postrzegam świat, a dowodem na to niech będzie fakt, że w tym, czym zajmuję się zawodowo (a więc w grafice i fotografii) wykorzystuję w stu procentach ten właśnie zmysł.

W podróży zwracam więc mocno uwagę na to, co widzę. Potrafię godzinami patrzeć przez szybę autobusu lub usiąść w jakimś wyjątkowym miejscu i wpatrywać się przez długi czas w jeden punkt. Chorwacja ogromnie nacieszyła moje oczy. Zresztą, zobaczcie sami:

Wyspa Vis Wyspa Vis Stari Grad - miasto w Chorwacji Lada dzień opublikuję jeszcze drugi wpis z tego wyjazdu. Będzie to „Chorwacja od kuchni”. Wyjazd, w którym wziąłem udział jako jeden z kilkunastu uczestników z całej Europy, organizowany był dla blogerów. Zobaczyłem więc nie tylko ciekawy fragment świata, ale także dużo się nauczyłem. Nie ukrywam, że był to dla mnie mocno rozwojowy wypad. Poznałem influencerów z innych krajów i mogłem poobserwować, jak pracują nad swoimi materiałami. Przy okazji moich publikacji zobaczycie, jak wygląda tego typu wyjazd od zaplecza, bo zdjęcia na Instagramie to jedno, a to, co dzieje się w tle, to drugie :)

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zdałem prawko na „motor” – Jak wyglądał kurs i egzamin?