Jak zostać królem życia?

Dzisiaj opowiem Wam, jak niewiele trzeba, żeby zostać królem życia, i ile szczęścia może dać wolna, niezabrudzona żadnymi planami sobota.

Czasem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mam dwie osobowości. Tak jakby było dwóch Michałów. Pierwszy to ten ogarnięty, uporządkowany, odpowiedzialny i pracowity. To on ogarnia sprawy firmowe czy codziennie wieczorem wypisuje rzeczy do zrobienia kolejnego dnia. Pamięta o tym, żeby na czas zapłacić rachunki czy zatankować auto. A drugi Michał? On odpowiada za departament luzu, odpoczynku i dobrej zabawy. No i trzeba przyznać, że jest w tym bardzo dobry!

Co ciekawe, obie te postacie całkiem dobrze się dogadują. Na przestrzeni lat wypracowały sobie dobry system komunikacji. Lubię to, gdy np. po ciężkim tygodniu ogarniania życia pierwszy Michał (ten odpowiedzialny) przychodzi do drugiego Michała (tego od luzu). Wchodzi do jego zagraconego, nieposprzątanego gabinetu, a wyluzowany Michał siedzi sobie z nogami na stole i rękami – założonymi za głowę.

– Słuchaj, stary, ja zrobiłem swoje. Przyszedł weekend, teraz Twój czas  –  mówi ten odpowiedzialny.

Na co ten szalony zrywa się z fotela, puszcza muzykę i zaczyna tańczyć na stole.

No dobra, aż tak wyraziście to nie wygląda, ale serio – lubię w sobie to, że potrafię łączyć ciekawe życie, z życiem zwykłego, odpowiedzialnego człowieka. Potrafię solidnie wykonywać swoje obowiązki, ale mogę też wyjść na wylotówkę i łapać stopa do Afryki albo być niesionym na fali na dobrym koncercie. Są jednak momenty, kiedy przeginam. Czasem, wpadając w wir pracy, ten odpowiedzialny ja po prostu przesadza.

Wyolbrzymianie problemów

Łapię się na tym co jakiś czas. Pracuję i robię co raz więcej. Gonię, bo chcę załatwić wszystkie ważne sprawy, licząc na to, że już za moment uda mi się wszystko skończyć. Niestety, tak się nie dzieje, bo lista rzeczy do zrobienia ciągle rośnie. Do tego dochodzi jakiś dziwny niepokój i strach. A co, jeżeli nie zdążę? A co, jeżeli nie zrobię tej danej rzeczy? W ogóle zauważacie, jak wyolbrzymiamy swoje trudności? Przecież z perspektywy kosmosu jesteśmy małą jednostką, a nasz domniemany problem to jakiś absurd! To naiwne, bo wierzymy, że tak dużo od nas zależy i świat się zawali, jeśli na jeden dzień wyłączymy telefon…

Złapałem się na tym kilka tygodni temu, będąc u rodziców. Zdałem sobie sprawę, że właśnie kręcę się w kółko zupełnie bez sensu.

Dzień króla życia

Postanowiłem więc, że muszę odpocząć. Urządziłem sobie dzień prawdziwego króla. Jak mi było dobrze!

  • Wstałem o świcie, bo postanowiłem pojechać z tatą na giełdę do Sandomierza. Zawsze pyta, czy z nim pojadę, a ja… zawsze mówię, że mam ważniejsze sprawy na głowie niż łażenie po straganach. Albo że muszę odespać, bo jestem zmęczony po całym tygodniu.
  • Tego dnia miałem czas na to, by pojeździć sobie motorem. Ot tak, dla przyjemności.
  • Znalazłem też czas na poleżenie w hamaku. Leżałem i po prostu czytałem książkę. Wiecie, na czym się złapałem? Że bardzo dawno tego nie robiłem! Stało się to, czego obawiałem się kilka lat temu – że w przyszłości nie będę miał czasu na czytanie. Dożyłem wieku, w którym czas na książki to luksus. Nie powinno tak być.
  • Powiem więcej! Tego dnia miałem czas, żeby zasnąć w tym hamaku. Uciąłem sobie kilkudziesięciominutową drzemkę.
  • Pobiegałem!
  • Miałem też czas, żeby pójść z psem nad rzekę. Zobaczyć, jak zwierzę potrafi się cieszyć z małych rzeczy. Wystarczy kij i woda – połączenie idealne, które sprawia, że pies nigdy się nie nudzi, a na jego pysku jest wręcz wypisane: „Rzucaj, człowieku, tego patyka, bo nie wytrzymam!”.

Pod koniec dnia olśniło mnie. Mimo że nie wydarzyło się nic wielkiego, mimo że nie wszedłem na żaden wulkan, nie pokonałem żadnego maratonu ani nie kupiłem biletu lotniczego na drugi koniec świata, to TEN DZIEŃ BYŁ ŚWIETNY. Był świetny, bo nie był zaplanowany. Nie miałem nic do zrobienia, robiłem tylko to, na co w danym momencie miałem ochotę.

Czerpałem przyjemność z prostych rzeczy. I to nawet nie tak, że my ich nie doceniamy. To są rzeczy, na które po prostu mamy co raz mniej czasu. Bo chcemy wykorzystać każdą chwilę. Wszystko planujemy wcześniej, nawet swój odpoczynek…

Wiecie, jaka będzie finalna mądrość tego tekstu? Że czasem warto powiedzieć sobie: „Jebać. Niech świat się wali, ja potrzebuję chwili dla siebie”. Przywdziać koronę króla życia, wyciągnąć nogi w hamaku i dać sobie chwilę czasu tylko dla siebie.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tak działem się w czerwcu – podsumowanie miesiąca