Zrobiłem IronMan 70.3! [SPEŁNIONE MARZENIE]

Na swojej liście marzeń, którą kiedyś stworzyłem miałem pozycję „Ukończyć Ironman 70.3”. Wiedziałem, że kiedyś przyjdzie czas na realizację tego celu no i wreszcie udało się. Dziś opowiem Wam jak wyglądały zawody i jak wyglądała moja droga do realizacji tego planu.

Ironman 70.3 nazywany jest potocznie „połówką Ironmana”. Do pokonania jest 1,9km pływania, 90km na rowerze i 21 km biegu. Na początku 2020r. zacząłem trenować triathlon z myślą, że kiedyś wystartuje właśnie na tym dystansie. W ubiegłym roku spróbowałem swoich sił na mniejszych dystansach, a jako cel na ten rok, obrałem sobie właśnie ten dystans. Zapisałem się w grudniu 2020r. na Ironman Gdynia, gdy tylko otworzono zawody i zacząłem (a raczej kontynuowałem) przygotowania.

Jak wyglądały zawody?

Zacznijmy od relacji z samego weekendu z zawodami. Gdynia mnie oczarowała. To był świetny czas.

Przed startem
Pakiet startowy odebrałem w piątek wieczorem. Wtedy jeszcze czułem ekscytację. Dzień później, przygotowując rower do zawodów i pakując się, zaczynałem czuć lekki strach. Wieczorem oprowadziłem swoją maszynę do strefy zmian i zobaczyłem jak ona jest wielka. Ponad 2000 rowerów w jednym miejscu! Wyszedłem ze strefy i zacząłem czuć strach. Zdałem sobie sprawę, że coś, na co pracowałem przez ostatnie 1,5 roku za kilka godzin się wydarzy. Serio, trochę mnie sparaliżowało.

Budzik zadzwonił o 3.20 rano. Na szczęście, tych lęków już nie było. Obudziłem się świeży. Krzątałem się cicho po kuchni, robiłem sobie śniadanie, parzyłem kawę i wiedziałem, że BĘDZIE DOBRZE.

O 4.30 wyjechaliśmy z Olą na Skwer Kościuszki w Gdyni. Na miejscu przywitał nas piękny wschód słońca. W strefie zmian czuć było taką magiczną atmosferę. Upewniłem się czy z rowerem jest wszystko w porządku i ruszyliśmy na plażę.

Pływanie
Punkt 6:00 rozpoczął się wyścig. Czekałem niczym koń wyścigowy na swoim torze, aż przyjdzie mój czas na wskoczenie do wody. W końcu to nastąpiło. Sygnał trąbki, bieg po krótkim fragmencie piasku i wreszcie chłodny Bałtyk. Rozpocząłem etap pływania. Muszę Wam powiedzieć, że pięknie mi się płynęło. Nie odczuwałem padającego deszczu, nie miałem poczucia, że jest ciasno w wodzie, nie miałem zadyszki. Równo i zgodnie z planem.

Wyzwaniem były 2 rzeczy – fale i nawigacja. Nie był to sztorm, ale też nie był to refren piosenki Dawida Podsiadło. Przez to nie było możliwości, żeby „odpłynąć” myślami. Cały czas musiałem sprawdzać gdzie jestem, bo gdy wyłączałem się na moment to okazywało się, że z jakiegoś powodu płynę nie do celu.

Z wody wyszedłem po 43 minutach (limit 1h). Czułem się bardzo dobrze, co dało mi tylko pewności siebie. Zrzuciłem też z siebie presję, którą sam sobie wymyśliłem. Zacząłem się tym wszystkim  po prostu bawić.

Rower
Praktycznie większość trasy rowerowej przebiegała w deszczu. Bardzo szkoda, bo przez to jechało się trudniej, a też kaszubskie widoki wyglądałyby na pewno jeszcze lepiej. Wiedziałem, że na rowerze stracę dużo czasu, bo nie czuje się w nim tak dobrze, jak w wodzie. Nie dziwiło mnie więc, że kolejne osoby wyprzedzały mnie na swoich kosmicznych maszynach. Jechałem swoim tempem i co 10 km sprawdzałem jaki mam czas. Wszystko szło praktycznie zgodnie z planem.

Co zapamiętam z roweru?

  • Podjazdy. O panie, co to za góry. Ja myślałem, że na północy będzie płasko, a tu sporo było jeżdżenia pod górę. Podjazd przed Nowym Dworem Wejherowskim dał po psychice.
  • Ola i Kozikowski kibicujący na ok. 70 km. Nie spodziewałem się ich, a oni wyjechali z Gdyni i wynaleźli mnie na trasie. Nie było to łatwe, bo próbowali w trzech miejscach i za każdym razem „minęliśmy się”. Bardzo to było budujące :) Dzięki!
  • Na zjeździe do Gdyni byłem bliski wypadku. Wpadłem w poślizg na jednym zakręcie i miotało mną jak szatan. Jakoś szczęśliwie udało się opanować rower, ale w tym miejscu karetka już kogoś zbierała. Naprawdę, było blisko.

Rower zajął mi 3h i 26 min. Tu jest dużo do zrobienia, ale też nie oczekiwałem, że będzie lepiej.

Bieganie
Etap biegowy to 2 pętle po Gdyni. Zacząłem całkiem dobrze i pierwsze 10km zrobiłem w swoim tempie, tak jak planowałem. Tutaj ogromną siłę dawali kibice w tym znajomi – Ola, Kozikowski, Banaś, Wojtek. Spotkałem też Piotrka i Paulinę z Triwise, którzy trenowali mnie w pływaniu.

Niestety, druga pętla to już był dramat. Zły jestem na siebie, bo myślałem, że bieganie w moim przypadku będzie już tylko formalnością. Nogi już bolały psychika siadała. Miałem już dość batonów energetycznych i izotoników. Marzyła mi się pizza albo burger. Człapałem powoli i zajęło mi to 2h 28min. Wstyd, bo zakładałem, że zrobię to w ok. 2h.

Meta
Zostało ostatnie 300 metrów. Biegnę wzdłuż Bałtyku i słyszę kibiców na mecie. Wybiegam na ostatnią prostą i widzę JĄ. Pojawiają się we mnie jakieś moce, których wcześniej było i przyspieszam. Wbiegam na czarno-czerwony dywan, który jest symbolem Ironmana. Kibice walą rękami w bandy oddzielającą trasę. Komentator wyczytuje moje nazwisko i robi to w taki sposób, jakbym wygrał jakiś pojedynek MMA. Wbiegam na metę z uśmiechem. Zrobiłem to.

Po wyjściu ze strefy siadam na plaży z Olą i ze znajomymi. Wojtek przynosi mi piwo (i to nie byle jakie – porter, który leżakował na dnie Bałtyku 2 lata!). Skończyłem połówkę Ironmana z czasem 6 godzin i 50 minut.

Co zrobić w przyszłości, żeby poszło lepiej?

Moim celem było ukończyć zawody i jestem bardzo z tego zadowolony. Ale pozwolę sobie wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. Co mogę zrobić, żeby w przyszłości być jeszcze lepszym?

  • Więcej roweru. Mało trenowałem, a tutaj jest naprawdę najwięcej do zrobienia.
  • Zbyt mało treningów na zakładkę, przez co tak odczuwałem te nogi na etapie biegowym.
  • Można trochę zaktualizować rower. Przydałaby się kierownica z lemondką.
  • Mogłem jeszcze wystartować wcześniej na dystansie 1/4. Dałoby mi to więcej pewności siebie. Zabrakło czasu, bo okres czerwca i lipca był u mnie bardzo intensywny.

Tak czy inaczej – jestem z siebie dumny, bo pracowałem na to przez 1,5 roku. Nie zawsze to były super treningi, zdarzały się momenty lepsze i gorsze, ale byłem w tym wszystkim regularny. Sport stał się stylem życia, a nie dodatkiem do niego.

Co dał mi triathlon?

Jestem bardzo zadowolony z tego, że tak wkręciłem się w triathlon. Mimo, że nie osiągam (i zapewne nigdy nie będę osiągał) super wyników, to triathlon bardzo mocno zmienił moje życie. Co zyskałem?

  • Regularny sport. Gdy przygotowywałem się do zawodów biegowych to bardzo szybko traciłem regularność. Po 2-3 tygodniach potrafiłem złapać jakąś małą kontuzję, albo po prostu wypalić się i mieć przerwę. W triathlonie tego nie mam. Zawsze mam ochotę na conajmniej jedną z dyscyplin. Zdarzało mi się np. Łapać kryzys biegowy, ale za to miałem ogromne chęci na pływanie. Dzięki temu, byłem dość regularny w treningach. Takiej regularności nie miałem nigdy w życiu.
  • Wszechstronność ruchowa. Mogę chyba śmiało powiedzieć, że nigdy nie byłem jeszcze w tak dobrej formie. I nie ogranicza się ona do jednej dyscypliny. Po prostu pokochałem ruch w różnej formie. Od pływania, biegania i roweru, po np. jogę czy rozciąganie, którą odkryłem przy okazji treningów.
  • Organizacja czasu. To, że musiałem znaleźć czas na treningi sprawiło, że lepiej organizowałem swój czas. Mądrzej podejmowałem decyzję i lepiej się organizowałem. To temat rzeka, z którego można byłoby napisać osobny wpis.
  • Treningi o poranku. Nigdy w życiu nie umiałem trenować rano. Dzięki triathlonowi, nauczyłem się np. chodzić na basen o 7 rano, przed pracą. Przez kilka miesięcy, przynajmniej raz w tygodniu byłem na basenie wcześnie rano.
  • Lepsze odżywianie, lepsza energia. Naprawdę, żyje jakoś zdrowiej. Głowa też ma więcej luzu, mniej przejmuje się różnymi rzeczami, które obciążają moją głowę, lepiej śpię.
  • Lepsze pływanie. Ale poprawiłem swoje umiejętności pływackie. Bardzo się z tego cieszę, bo też zaczęło mi to sprawiać dużo radości. Odkryłem pływanie na nowo.

Polecam Wam znaleźć sobie jakiś sport, bo gdy znajdziemy coś, co nam będzie sprawiało radość to będzie to prawdziwy „Gamę changer” naszego życia.

Znajomym dziękuje za kibicowanie i włóczenie się po Gdyni w piątkowy wieczór :) Za piękne fotki dziękuje Oli i Kozikowskiemu! A Wojtkowi i Banaś z Sianka za gościnę u siebie na chacie. Piękne, harmonijne miejsce :) 

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Żywioł wody – Niewidzialni Bohaterowie #5