Jak to pociągiem do Chin się wybrałem!

Wróciłem, przeżyłem! I to co przeżyłem. Najlepsze chwile swojego życia. Byłem już w różnych miejscach – Patroszyłem łososie na Alasce, jechałem stopem do Maroka, włóczyłem się z plecakiem po Indiach, ale ten wyjazd zniszczył wszystko. To była najlepsza podróż w moim życiu. Gdybym miał możliwość powtórzenia tego to jeszcze dziś biorę plecak i jadę.

Dlaczego było tak fajnie?

  • Bo trafiłem na niesamowitych ludzi. Rzadko się trafia, żeby znaleźć tak wspólny język z ludźmi z za granicy, zwłaszcza, że byłem jedynym Polakiem w grupie.
  • Bo było na tym wyjeździe wszystko. Były imprezy, było zwiedzanie, był bliski kontakt z naturą, śpiewy przy ognisku, kąpiele w Bajkale, jazdy na koniu itp. Z resztą, opiszę wszystko dokładnie.
  • Bo były to trzy różne wyjazdy. Najpierw Rosja z grupą ok. 30 osób. Coś pięknego. Później Mongolia z Zoloo- czytelnikiem bloga w Mongolii i potem Chiny – samemu. Wszystko nastąpiło naturalnie i tak jak tego potrzebowałem. Po szalonym czasie w grupie ludzi potrzebowałem trochę odpoczynku i spokojnych rozmów z kimś ciekawym, a na sam koniec odrobiny samotności, aby przemyśleć wszystko. Dokładnie tak było!

 

Jak wszystko opisze?

  • Choćbym cuda na kiju robił to nie będę w stanie przelać wszystkiego na e-papier. Za dużo fajnych chwil, za dużo wspomnień, ale postaram się opisać ciekawe momenty i inne rzeczy, które zaobserwowałem w podróży.
  • Całość rozbije na kilka wpisów. Dziś zaczniemy łagodnie od Moskwy, później poznacie życie w kolei transsyberyjskiej, zdradzę wam sekrety Syberii, a następnie przeniesiemy się do Mongolii, gdzie będziemy żyć na totalnym zadupiu, doić krowy i obdzierać barany ze skóry. Na końcu spróbuje Wam pokazać Chiny z perspektywy roweru.
  • Nie będę Was tutaj zarzucał historią, architekturą i innymi rzeczami. Każdy kto podróżuje zwiedza takie miejsca i jest to istotny punkt wyjazdów, ale najważniejsze są emocje i na tym się skupie. Niemniej, postaram się rzucić parę ciekawostek.
  • Opisując wszystko staram się postawić w roli opowiadającego. Opowiadał będę tak jak opowiadam znajomym, dlatego wybaczcie prosty język.

Jak doszło do wyjazdu?

A wszystko zaczęło się wczesną wiosną, koło końca marca. Siedziałem w domu i knułem, co ciekawego porobić w te wakacje. Postanowiłem bowiem sobie kiedyś, że każdego roku musze wyjechać na kilka tygodni gdzieś dalej od domu. Gdy nadejdzie czas, że odpuszczę to znaczy, że się zestarzałem i jestem gówno wart człowiekiem. Przynajmniej jeden wyjazd z plecakiem gdzieś dalej od domu na rok! Pomysły były różne. Liczyłem pieniądze, czas i możliwości. Ostatecznie postanowiłem wysłać aplikacje na projekt z organizacji studenckiej, w której działam.

Klimat organizacji

Myślę sobie – Maju, starzejesz się. Jak dobrze pójdzie to zostanie Ci ostatni rok studiów i teoretycznie później już będzie tylko gorzej. Nie wiadomo jak się wszystko potoczy. Swoje w organizacji zrobiłeś, a teraz jedź i poznaj innych ludzi, bo może za rok już nie będzie takiej możliwości. Wiele dobrych chwil z AEGEE przeżyłeś więc pewnie będzie ciekawie.

Wysłałem aplikacje na projekt i  w maju dostałem informacje, że zostałem przyjęty. Pokrótce muszę Wam opisać specyfikę organizacji, jak to działa i jak wyglądają tego typu projekty. AEGEE [czyt. Aeże] to organizacja Europejska mająca swoje oddziały w kilkudziesięciu miastach w Europie – od Moskwy po Las Palmas. Każdy oddział co roku przygotowuje tzw. Summer University czyli takie wymiany studenckie. Nie są to profesjonalnie zorganizowane obozy tylko projekty skoordynowane przez młodych ludzi dla młodych ludzi. Na dobrą sprawę wszyscy byliśmy uczestnikami i organizatorami. Razem chodziliśmy na imprezy, razem sprzątaliśmy, przynosiliśmy drzewo na ognisko itp.

Co by nie mówić to do AEGEE trafiają ciekawi ludzie. Każdy ma jakąś pasję, ciekawą historie, robi coś interesującego. Do tego AEGEE ma swój klimat – różnego rodzaju gry integracyjne, powiedzenia itp. Z drugiej strony nie jest to też miejsce dla wszystkich. Po prostu – jedni lubią, inni nienawidzą. Dla osób z zewnątrz wygląda to trochę sekciarsko, a w środku jest niesamowicie. Już po jednym dniu znasz imiona wszystkich osób i przestajesz widzieć różnice pomiędzy różnymi krajami. Byłem jednym Polakiem w grupie i dzięki Ci boże za to!

 

No to jedziemy!

– Gdzie się wybierasz w tym roku Maju?
– A do Chin się wybieram
– Ooo świetnie. Samolotem lecisz?
– Pociągiem…
– O przechuju!

Tak zazwyczaj reagowali ludzie gdy mówiłem ich o swoich planach. Żeby było ciekawiej kilka dni przed wyjazdem coś mi się pomieszało i jadąc z Krakowa do Kielc wsiadłem w zły pociąg. – Jak ty chcesz do Chin dojechać jak do Kielc pociągiem dojechać nie możesz? – mówiła mama.

Ruszyłem 27 lipca z Dworca Centralnego. Zawsze ciekawi mnie z kim będę dzielił przedział. Tym razem system wylosował mi – Tadeusza, prostego chłopa, co to nie jedno w życiu robił, a do Rosji jechał jak to sam powiedział „wódkę pić”.

Znacie takich – typ totalnego gaduły. Do Moskwy daleka droga, a on opowiada – o byłej żonie, dzieciach rozsianych po świecie i profesji przemytnika, której kiedyś się imał. Żonę – nauczycielkę „kopnął kiedyś w dupę”, bo doszedł do wniosku, że z nauczycielką żyć pod jednym dachem się nie da. Gadał i gadał…

 

W pewnym momencie poruszyliśmy temat wiz na Białoruś. – Jak to wizy? Przecież nie trzeba jeżeli masz do Rosji. – Zrobiłem oczy jak 5zł, bo przed wyjazdem sporo się nachodziłem, żeby wszystko załatwić. Myślę sobie – niemożliwe, bo wszędzie czytałem, że wiza tranzytowa jest niezbędna. Sprawa wyjaśniła się na przejściu granicznym w Brześciu. Przyszła straż graniczna, kazała spakować walizkę i Tadeusz został w Polsce.

 

Życie jest niesprawiedliwe

Z Tadeuszem długo nie jechałem, ale wbrew pozorom był interesującą osobą i coś ciekawego opowiedział. Doszedł do wniosku, że życie jest niesprawiedliwe i ciągle trzeba o coś walczyć. Jeżeli chcesz coś w życiu to nie czekaj, aż samo się zrobi tylko walcz o swoje. Jako przykład podał …sanatorium.

Wszyscy jego znajomi jeździli do sanatorium. A to Ciechocinek, a to Iwonicz – Zdrój. Myśli sobie – ja też mam już swój wiek i też chciałbym się pobyczyć i zabiegów odmładzających zażyć – Poszedł więc do lekarza, przedstawił sprawę, a ten każe mu 2 lata czekać. Jak to możliwe, skoro kumple jeżdżą po 2 razy do roku, wracają i opowiadają, że dobre imprezy i że warto? Zdenerwował się nieprzeciętnie i zaczął dochodzić sprawy.

Popytał ludzi, poszperał i znalazł rozwiązanie. Szczegółów nie pamiętam, ale jakoś to obszedł – zaświadczenie od lekarza innego niż rodzinny, jeden wyjazd z ZUSu itp. Teraz wozi się i wyrywa babcie w sanatoriach. Takie proste, a jednak mądre, prawda? Nie ma lekko, trzeba o swoje walczyć. I może inni mają łatwiej – więcej pieniędzy, znajomości i większe możliwości, to nie patrz i nie marudź, że Ci ciężko – walcz o swoje! W sumie szkoda, że go nie wpuścili na Białoruś. Życie nie jest sprawiedliwe.

Moskwa!

Moskwa jako miasto interesowała mnie od dłuższego czasu. Kiedyś lecąc do Indii myślałem jak tu zrobić przerwę w locie w Moskwie, ale z planów wtedy nic nie wyszło. Z dworca odebrała mnie Risha, zalogowała w hotelu, a potem zaczęliśmy zwiedzanie.

Miasto słynie z nocnego życia. Ja jakiś specjalnie imprezowy nie jestem, po klubach się nie bujam, tańczyć nie potrafię, ale być w Moskwie i nie zasmakować tego to grzech. Dodatkowo były to pierwsze dni projektu i siłą rzeczy chciałem być jak najwięcej z wszystkimi ludźmi. Życie wyglądało więc tak, że spałem po 4 godziny na dobę, w dzień intensywnie zwiedzaliśmy, a wieczorem poznawaliśmy nocne życie Moskwy. Muszę przyznać, że miasto robi wrażenie. Jeżeli kiedyś przyjdzie mi się żenić, to chciałbym żeby mój wieczór kawalerski odbył się właśnie w tym mieście : D

 

Dzikie tańce na dachu samochodu

Razu pewnego mieliśmy „European Night”. To już tradycja tego typu wyjazdów, że każdy przywozi alkohol i jedzenie ze swojego kraju. Każdy rozstawia stolik i rozpoczyna się testowanie. Po takiej degustacji postanowiliśmy przenieść się do jakiegoś klubu.

W Moskwie obok standardowych taksówek są też takie nieoficjalne – bez naklejek itp. Są dużo tańsze dlatego postanowiliśmy z korzystać z ich usług. Podzieliliśmy się na kilka grupek i każdy złapał po takiej taksówce. Nasza grupka dojechała jako pierwsza. Spokojnie czekamy sobie na resztę w centrum Moskwy, gdy nagle podjeżdża jakiś samochód – muzyka na maksa, w środku jakieś stroboskopy. Wyskakują z niego 3 osoby na dach i zaczynają tańczyć. Nie wiem czemu, ale pomyślałem sobie, że to ludzie od nas. Biegnę więc do tego samochodu, szybki skok na maskę i odbicie na dach. Tańczę w rytm muzyki, gdy nagle chłopak tańczący z dwiema dziewczynami pyta kim jestem i co robię na jego samochodzie. – O kurcze  myślę sobie będą problemy – ale zaczynam improwizacje, że ja z Polski jestem, że Moskwa cudowna itp.

– Z Polszy? We love Polsza! – Dostałem odpowiedź. Uśmiechnięty więc bawię się dalej, schodzi się co raz więcej ludzi. Dołączyła nasza ekipa, kilka osób tańczy już na masce, a dwie dziewczyny z samochodu zaczynają się rozbierać. Co tu robić? : D


Ja pochodzę z „dobrego domu”, grzeczny jestem i czegoś takiego moje wrażliwe oczy nie widziałem jeszcze : ) Wyobraźcie sobie taką sytuację w Warszawie pod pałacem Kultury. Przecież zaraz podjechałaby policja i rozgoniła towarzystwo. Bawiliśmy się jakieś pół godziny i ostatecznie poszliśmy do klubu, ale samochodowa impreza jeszcze trwała długi czas.

Koniec Moskwy

Po kilku dniach moskiewskich przygód przyszedł czas na dalszą część Rosji. Następne przystanki – Kazań i Ekaterynburg. Na koniec kilka fotek z Moskwy.

Za kilka dni kolejna część wpisu. Poznacie kolej transsyberyjską. Zrobiłem dużo filmów, aby jak najlepiej pokazać klimat pociągu. Do tego spodziewajcie się dużej dawki zdjęć.

Zobaczycie jak wygląda pociąg od środka, jak wygląda handel z babuszkami, zdradzę wam sekret jak otworzyć drzwi w kolei transsyberyjskiej i zobaczycie jak spełniłem swoje marzenie i wychyliłem głowę przez szybę w kolei transsyberyjskiej. Do tego opowiem Wam jak to się stało, że byłem poznawany na ulicach w Irkucku.

Czytaj część drugą >>

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
5 dni do wyjazdu – CZAS NA KONKURS