Wybrałem się na kurs zimowej turystyki górskiej w Tatrach [DUŻO ZDJĘĆ]

Dzisiaj chciałbym zdać Wam Relację z kursu turystyki górskiej w Tatrach, na który się wybrałem. Mało tekstu, dużo zdjęć, ale to dlatego, że trafiłem na wyśmienitą pogodę. To był bardzo aktywny weekend pełen wiedzy, ale też takiej pozytywnej siły, którą dają góry. Potem wracasz do normalności i wszystko chcę się robić :)

Dlaczego postanowiłem wybrać się na kurs?

  • Temat chodził za mną od 2-3 lat. Chodzę sporo po górach, a wiem, że moja wiedza jest nieuporządkowana. Chciałem nauczyć się nowych rzeczy, przypomnieć stare i czuć się w górach pewniej.
  • Tego typu kursy to dla mnie świetna forma rozwoju. Uwielbiam się uczyć. Lubię to uczucie, że pozyskałem jakieś nowe umiejętności. Chcę być wszechstronny w wielu dziedzinach i wiem, że taki kurs pozwoli mi jeszcze lepiej i bezpieczniej poznawać świat.
  • Chciałem zrobić coś dla siebie. Na kurs zapisywałem się od dawien dawna i zawsze planowałem to z kimś. Ostatecznie – z różnych powodów plan się zawsze sypał. Tym razem postanowiłem, że jadę sam i nie patrzę na innych. To był weekend dla mnie.

Jest jeszcze jeden powód. Nie przepadam za zimą i zdecydowanie w okresie zimowym jest u mnie mniej aktywności. Postanowiłem, że sobie trochę to odczaruje. Wykorzystam ostatnie tygodnie zimna, żeby zrobić coś nowego. I taką zimę to ja uwielbiam! Było dużo śniegu i słońca! :) Niech będzie, że tym wyjazdem pożegnałem zimę na ten rok i przyciągnę już wiosnę.

Czy kurs był udany? Zdecydowanie. Powiem Wam szczerze, że mam po nim efekt „Duninga Krugera”. Dla tych, którzy nie wiedzą, jest to zjawisko psychologiczne, w którym osoby z małym doświadczeniem mają tendencje do przeceniania swoich możliwości. Wydawało mi się, że dużo wiem i dużo umiem. Na kursie dostałem „w twarz” i zrozumiałem jak mało potrafię. Teraz się będę bał bardziej chodzić po górach. Jestem naprawdę dużo mądrzejszy :) Polecam Wam się zdarzyć z czymś takim.

Podczas kursu nie tylko dużo się nauczyłem, ale też poczułem zew przygody. Pobudka o 5 rano. Wyjście w góry o świecie. Przedzieranie się przez zaspy śniegu. Kończenie dnia z widokiem na szczyty oświetlone pomarańczowym, zachodzącym słońcem. Kurs był nie tylko teorią i suchymi ćwiczeniami, ale miał tą cząstkę przygody. Było super. Zostawiam Was jeszcze z kilkoma zdjęciami. Zamykamy nimi sezon zimowy (mam nadzieję) i wchodzimy na blogu w wiosenne przebudzenie :)

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ratownik od urodzenia – Niewidzialni Bohaterowie #2