Niesamowite historie autostopowe

Zawsze namawiam do spróbowania stopa, bo to najłatwiejszy sposób na przeżycie przygody jak z filmu. W 5 minut możesz stać się jak bohater z filmów akcji. Mnie podczas takich podróży spotkało wiele śmiesznych i ciekawych sytuacji, które spokojnie mogłyby wystąpić w scenariuszu. Dziś przeczytacie kilka z nich.

Bez dokumentów, telefonu i pieniędzy w Walencji

Sytuacja miała miejsce w Hiszpanii. Razu pewnego wracaliśmy z Góreckim autostopem z Maroka. Stop totalnie nie szedł, było tragicznie – spalili nam namiot, byliśmy głodni i generalnie było źle. Łapaliśmy na bramkach na autostradę, nagle zatrzymuje się jakiś samochód. Wesoło wbijamy do auta, gość ani słowa po angielsku, my ledwo co po hiszpańsku, ale jest pozytywnie. Za kierownicą siedzi bowiem Bob Marley, tylko bez dredów. Muzyka reggae w głośnikach i jedziemy kiwając głowami w rytm muzyki.

W pewnym momencie patrzymy, a typek wyjmuje sobie jointa, podpala i rozkoszuje się jego smakiem. Wszystko fajnie pięknie, ale jedziemy autostradą jakieś 120 km/h!

autostop_03

Wysiadać? Jechać dalej? Dobra, jedziemy, bo znowu utkniemy gdzieś na jakimś zadupiu i będziemy tam siedzieć 2 dni. Niech się dzieje co chcę, może taki ma być nasz los?

Nasz rastuch jechał na festiwal reggae do Castellon, ale powiedział, że musi na moment zatrzymać się w Valencji. Zaparkował więc w centrum miasta i poszedł, zostawiając kluczki, dokumenty i inne rzeczy w aucie. Siedzimy z Góreckim i grzejemy się w środku, gdy nagle po lewej stronie zauważam mały markecik. Mówię do Góreckiego – słuchaj stary, idę kupić nam po piwie,

Niech się dzieje co chcę, może taki ma być nasz los?

będziemy mieli na  później, bo nie wiadomo gdzie będziemy spać. Zabrałem więc wyliczoną kwotę i poszedłem na zakupy. 5 minut później, stojąc przy kasie, patrzę, a moje auto odjeżdża – z Góreckim i wszystkimi naszymi rzeczami na pokładzie. Lekki stresik, ale nic się przecież nie dzieje. Wychodzę ze sklepu mając ze sobą jedynie dwa piwa, rozglądam się – pusty parking. Zdecydowałem, że przejdę kawałek wzdłuż ulicy, którą pojechało nasze auto. Kilka minut później patrzę, a jakieś 300 metrów dalej ktoś mi macha. Tak, tak, nasz rastuch! Podobno wszedł do auta i ruszył wesoło śpiewając, nie zauważając, że mnie nie ma. Nie reagował na krzyki Góreckiego i dopiero po pół kilometra zauważył, że brakuje jednego pasażera.

Francuskie klimaty

Rzecz działa się we Francji. Wjechaliśmy do niej od strony Niemiec i wylądowaliśmy na jakimś zadupiu przy samej granicy. Pustka, nie ma nic… nie da rady tu złapać stopa. Założyliśmy plecaki i idziemy zastanawiając się, co napisać na kartce i gdzie łapać. Nagle, zza zakrętu wyjeżdża stary samochód przypominający trabanta. Nie zwrócilibyśmy na niego uwagi, gdyby nie to, że auto narobiło dużo hałasu i nagle, jak gdyby nigdy nic, zatrzymało się koło nas. Nie wystawialiśmy kciuka, nie zatrzymywaliśmy go. Po prostu szliśmy. Do środka zaprasza nas wesoły Francuz. I teraz wyobraźcie sobie – świeżo wjechaliście do Francji, jesteście w niej pierwszy raz w życiu i ta Francja jest taka jak na filmach. Stary, plastikowy samochód, widok na Alpy, wokół jakieś pola i winnice, wąska, kręta ścieżka biegnąca niewiadomo gdzie, w charczących głośnikach francuski folk, a za kierownicą Francuz, który ni w ząb po angielsku. Dokładnie taką Francję sobie wyobrażałem : )

Wino i ciastka domowe

Kolejna historia to Chorwacja. Wracaliśmy znad Adriatyku i zabrał nas sympatyczny Słoweniec. Prowadzimy sobie elegancko konwersację – ja w języku polskim, on w chorwackim – gdy nagle zjeżdża z autostrady i mówi, że pojedziemy w jeszcze jedno miejsce. Dramaturgii dodają mrówki, które oblazły nas na poboczu i niechcący wnieśliśmy je kierowcy do samochodu (nie miał do nas o to żalu). W głowie kłębi się pytanie – gdzie my jedziemy?

autostop_02

Po chwili wszystko się wyjaśnia. Zajeżdżamy pod mały jednorodzinny domek. Z niego wybiega rodzina kierowcy – siostra i szwagier. Zostajemy zaproszeni do środka, dostajemy kawę, ciastka i wino domowej roboty. Z pokoju obok powoli wyłania się przygarbiona postać. Stara babcia, ze zmarszczkami na twarzy i dłoniach, nestorka rodziny w czerwonej chuście na głowie przyszła zobaczyć, kto odwiedził progi domu. Czy nie jest to scena jak z filmu?

Na bogatości

Ten sam wyjazd, kilka godzin później. Po nocy na stacji benzynowej, brudni, zmęczeni, zdenerwowani próbujemy złapać coś na Wiedeń. Tragiczna stacja benzynowa – bardzo mały ruch, głównie lokali kierowcy. Po 13 godzinach siedzenia tam ja już tracę nadzieję. W końcu coś się zatrzymuje. Kierowca jedzie do Grazu, ale chcę nam bardzo pomóc. Całkowicie mu nie pasuje, ale bardzo chcę, myśli, analizuje. W końcu decyzja – wsiadajcie, zawiozę was na lepszą stację benzynową.

autostop_01

Przewiózł nas jakieś 60 km – na stację, która dla każdego autostopowicza jest prawdziwym eldorado. Na do widzenia nasz kierowca wyjmuje z portfela plik pieniędzy i nam go wręcza. My oczywiście mówimy, że nie możemy przyjąć, że i tak nam bardzo pomógł, ale oczy nam się świecą, bo kabza pusta, a pasztety Profi wychodzą nam już bokiem. Wzięliśmy te pieniądze, zabraliśmy plecaki i pomachaliśmy na dowidzenia naszemu wybawcy. Następnie spojrzeliśmy na te pieniądze i okazało się że … dostaliśmy 70 euro! W tym momencie zdałem sobie sprawę, że wyjazd do Chorwacji praktycznie mi się zwrócił. Po prawie tygodniowej diecie konserwowo – pasztetowej doszliśmy z Brysią do wniosku, że czas na szaleństwa. Poszliśmy na prawdziwy królewski obiad. A co!

Na do widzenia nasz kierowca wyjmuje z portfela plik pieniędzy i nam go wręcza.

To jest właśnie piękne w autostopie – totalna nieprzewidywalność. To jest naprawdę jak w filmie – nie wiesz, co się wydarzy, co Cię spotka, co będziesz robił. Najpiękniejsze są chwilę, gdy po trudnych sytuacjach i złych momentach nagle wychodzi słońce i dobro dzieje się na naszych oczach.

Wystarczy podjąć decyzję i ruszyć w jakąś podróż, aby stać się bohaterem filmu, do którego scenariusz pisze życie, a aktorami są przypadkowe osoby.

A wy? Mieliście jakieś ciekawe przygody autostopowe?

Opowiedzcie je tutaj i pokażmy tym, którzy jeszcze nie zasmakowali takiej przygody, ile ciekawego może się w życiu wydarzyć, jeżeli zdecydujemy się na odrobinę odwagi.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jedziemy na Woodstock