Tak działem się w listopadzie – podsumowanie miesiąca

Za oknem leży już biały puch. Powietrze w Krakowie diametralnie się popsuło, a wyjście bez czapki jest niemalże niemożliwe. Oznacza to jedno – zakończył się listopad i przyszedł grudzień. Czas więc na podsumowanie miesiąca.

Listopad był dla mnie miesiącem słodko-kwaśnym. Jak sos w osiedlowej, chińskiej knajpie. Z jednej strony, przez 2 tygodnie jeździłem po Peru i świetnie się bawiłem, a z drugiej strony kolejne 2 tygodnie po powrocie do Polski, były dla mnie bardzo ciężkie i wymagające.

W sumie jestem wam winny drobne wyjaśnienie. W ostatnim czasie, piszę trochę mniej na blogu. Mam kilka swoich osobistych spraw, z którymi muszę się zmierzyć. Nastrój mi lekko spadł i mam „gorszy okres”. Oczywiście nie ma powodów do zmartwień, bo to zwykła sinusoida życia o której kiedyś pisałem. Raz suniesz na fali życia, niczym najlepszy surfer, a innym razem musisz machać rękami, żeby nabrać prędkości i złapać za jakiś czas kolejną falę. Nie da się, żeby było tylko dobrze. Gdy jednak umysł zajęty rozmyślaniem i innymi sprawami to ciężko usiąść do pisania. Nie da się tego ot tak uciąć i siąść do blogowania. Pisanie jest bardzo mocno związane z moim nastrojem, odczuciami i przeżyciami. Gdy patrzę w archiwalne wpisy to dostrzegam to, jak blog odzwierciedlał (i nadal odzwierciedla) to co mam w głowie.

Dobra, dosyć marudzenia. Skupmy się na listopadzie i znajdźmy w tym miesiącu dobre rzeczy, które się wydarzyły :)

Co działo się dobrego w listopadzie?

Wyjazd do Peru – Pierwszą połowę miesiąca spędziłem w… Peru. Wspominałem na fan page’u, że ruszam w krótką podróż, ale tego kierunku nie spodziewał się chyba nikt. W tripie, jak to w tripie – było super. Wspinałem się na wysokie, peruwiańskie wydmy i zjeżdżałem z nich na desce, jadłem różne dziwne potrawy w tym np. świnkę morską, piłem herbatę z koki, widziałem słynne Machu Picchu, wszedłem na 5000m.n.p.m gdzie dostałem choroby wysokościowej i wymiotowałem jak kot. Krótko mówiąc – działo się w cholerę i już za kilka dni pokaże Wam materiały z wyjazdu. A schowam skromność do kieszeni i powiem, że jest co pokazać.Piłka nożna – Po powrocie z Peru, od razu przeprowadziłem mobilizację wśród kumpli i wynajęliśmy halę gimnastyczną. W każdąś niedziele kopiemy piłeczkę i sprawia mi to bardzo dużo frajdy. Przez półtora godziny potrafię wypocić wszystkie złe emocje i sprawić, że bananowiec pojawia się na twarzy. Wspaniała rzecz!

Małe, drobne rzeczy – Tak jak wspominałem, druga połowa listopada była dla mnie trudna. Gdy czujesz się źle to takie pozornie nieistotne rzeczy jak np. pochwała od klienta, szczere poklepanie po plecach przez kumpla czy nawet radość żula z otrzymanej  złotówki dodaje Ci skrzydeł. (Powiedział, że odda mi jak kolejny raz spotka mnie na Kazimierzu. Wierze, że tak się stanie).

Kolacja z Eataway – Zaraz po powrocie z Peru wybrałem się na ciekawą kolację w klimatach… azjatyckich. Już tłumaczę o co chodzi. Eataway to serwis, który łączy ludzi kochających gotować, z ludźmi lubiącymi jeść. Ja oczywiście zaliczam się do tej drugiej grupy : ) Ci pierwsi, organizują u siebie w domach kolację, a Ci drudzy, jeżeli są zainteresowani to mogą wpaść na nią za drobną opłatą. Chciałem to już przetestować dawno temu, ale będąc ciągle w rozjazdach ciężko jest znaleźć czas. Kolacja była świetna. Ramen był przepyszny, a lody z zielonej herbaty rozwaliły mi umysł. Jeżeli szukacie ciekawego pomysłu na zrobienie czegoś nowego, to Eataway jest dobrym sposobem.

Co w grudniu?

W grudniu nie będzie podsumowania miesiąca. Jak każdego roku, w okolicach świąt opublikuje podsumowanie ostatnich 12 miesięcy. Pomału czuje, że zbliża się końcówka roku. Czuje lekkie zmęczenie wieloma sprawami, potrzebuje odrobinę zwolnić i nabrać dystansu. Cieszę się na nadchodzące święta, bo to będzie bardzo dobra okazja do różnych rozkmin i chwili wytchnienia.

Potrzebuje też „stabilizacji”. W tym roku dużo jeździłem przez co zaniedbałem sport, odżywianie czy kilka znajomości. Niestety, jak widzicie podróże mają też swoje wady. Nie kupisz sobie karnetu na siłownie, bo albo dopiero skądś wróciłeś, albo zaraz gdzieś jedziesz. Nie robisz regularnych zakupów spożywczych, bo zepsuje się w lodówce, gdy Ciebie nie będzie. Na chwilę obecną chcę trochę odpocząć od podróży. W tym roku byłem ponad 4 miesiące w drodze.

Teraz mam ochotę uprawiać sport, spotykać się z ludźmi, spacerować, gotować i żyć jak zwykły, przeciętny Jan Kowalski. Za chwilę pewnie mi się znudzi, ale potrzebuje momentu wytchnienia. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak organizowałem swoją pracę w czasie podróży?