Tak działem się w styczniu – podsumowanie miesiąca

Z lekkim opóźnieniem publikuje moje podsumowanie stycznia. Mam jednak swoje wytłumaczenie – ostatnie dni miesiąca spędziłem w Bieszczadach i ograniczałem mocno Internet. Co ciekawego zrobiłem w tym miesiącu?

Dla tych, którzy wpadli do tego wpisu przypadkowo, krótkie wprowadzenie. Robienie takich podsumowań miesiąca to mój sposób na porządkowanie myśli, wyznaczanie celów oraz dostrzeganie małych rzeczy, które dają dużo radości, a w pędzie codzienności, gdzieś nam umykają. Bardzo lubię tę serie wpisów, a robienie takich zestawień wnosi dużo dobrego do mojego życia. Powody, dlaczego warto to robić omówiłem to w podsumowaniu maja 2017, więc chętnych odsyłam właśnie do tego wpisu.

Jeżeli natomiast czytacie blog regularnie, to na pewno pamiętacie wpis o szukaniu rytmu życia. Rozregulowałem się na wielu polach życia. Częste wyjazdy, duża ilość pracy i inne sprawy sprawiły, że pojawił się w moim życiu dziwny chaos. Obiecałem sobie, że w styczniu uporządkuje to wszystko i wprowadzę kilka nawyków, które dadzą mi odrobinę zdrowej rutyny.

No i muszę powiedzieć, że udało się! Styczeń był dla mnie bardzo dobrym miesiącem pod wieloma względami. Udało mi się wypracować kilka zwyczajów, które powtarzane regularnie pomogły mi odnaleźć brakujący rytm. Dodatkowo, wydarzyło się sporo nieoczekiwanych rzeczy, których nie planowałem.

Po pierwsze – biuro. Od stycznia skończyłem z pracą w domu. Wynajmuje biuro coworkingowe i jest to absolutny strzał w dziesiątkę. Mimo, że nigdy nie miałem problemów z motywacją do pracy to jednak przesiadywanie samemu w domu było niezdrowe. Nowe biuro wprowadziło mi równowagę pomiędzy światem zawodowym i prywatnym. Wychodzę do pracy na 9 i wracam po 17 do domu. Wiem, że brzmi to śmiesznie, bo ludzie raczej na to narzekają, a ja cholernie potrzebowałem takiego uporządkowania spraw. Biuro jest świetne. W świetnej lokalizacji. Z fajnymi ludźmi.

Po drugie – wiele nowych aktywności. Nie wiem jak to się stało, ale w styczniu spróbowałem wiele różnych aktywności. Byłem w parku trampolin przypomnieć sobie trochę akrobatyki i parkouru. Byłem na ściance wspinaczkowej. No i najważniejsze – latałem w tunelu aerodynamicznym! Jakiś czas temu, napisała do mnie ekipa SpeedFly z Wrocławia. Wiadomość brzmiała następująco: „Hej Maju, wiemy, że masz na liście marzeń lot w tunelu aerodynamicznym. Wpadaj do nas – załatwimy to marzenie”.

Nie trzeba było mnie specjalnie namawiać. Latanie było świetnym doświadczeniem. Okazuje się, że nie jest to taka prosta sprawa, ale dzięki instruktorowi Maćkowi udało mi się chwilę polatać. Dla mnie to jakiś science-fiction, że wchodzisz do tuby i unosisz się w powietrzu : ) Bardzo mocno polecam takie doświadczenie. Wykreślam więc pierwsze marzenie ze swojej listy marzeń w 2018 roku!

Po trzecie – Bieszczady. Pod koniec miesiąca wybrałem się w swoje ulubione miejsce w Polsce. Wyjazd to część nowego projektu, który będę realizował na blogu. Znacie to powiedzenie „rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady?” No to są ludzie, którzy tak zrobili. Dotarłem do nich i przeprowadziłem z nimi ciekawe rozmowy. Powstaną z tego mini-reportaże.

Montaż filmów chwilę zajmie, ale czuje w kościach, że wyjdzie coś naprawdę dobrego. Nie mogę się doczekać, jak pochwalę się efektami, bo to dla mnie zupełnie coś nowego. Pobyt w Bieszczadach był także okazją do przemyślenia paru spraw, oderwania się od komputera i Internetu. Odwiedzenia swoich ulubionych miejsc i odpoczynku.

Po czwarte – spacery. Matko, jak ja pokochałem spacery! Zacząłem dużo chodzić. W jedną, piękną niedzielę, korzystając z odwiedzin rodziny w Krakowie, wybrałem się na długi spacer po mieście. Zrobiliśmy kilka dobrych kilometrów, a przy okazji wyszły mi ładne zdjęcia. Zacząłem też częściej wracać z pracy na nogach. Zakładam słuchawki na uszy, puszczam sobie jakieś hip-hopy lub punk-rytmy i sunę przez miasto. Takie proste czynności potrafią dodać sporo energii.

Po piąte – zmiany. W moim życiu dużo się ostatnio zmienia. I choć zmiany zawsze wywołują strach to jednak czuje, że idzie wszystko w dobrą stronę. Na początku miesiąca podjąłem dość radykalne decyzję odnośnie mojej firmy. Na razie nic Wam jeszcze nie powiem, ale nadszedł czas na odważne decyzję. Czuje, że w tym roku kamień na kamieniu nie zostanie, ale to zmiany, które potrzebne były od lat :)

Po szóste – sport. Tutaj jedna rzecz mi się nie udała. Planowałem zapisać się na crossfit, ale jakoś finalnie odpuściłem. Chyba dlatego, że wiem, co dzieje się tam zawsze na początku stycznia. Dzikie tłumy ludzi. Postanowiłem na razie odczekać i znaleźć sobie substytut. W każdą niedzielę, gramy z chłopakami w piłkę. Półtora godziny biegania po hali potrafi solidnie wymęczyć. Dodatkowo, rzuciliśmy sobie ze szwagrami wyzwanie pompek. Postawiliśmy sobie cel zrobienia 1000 pompek w styczniu. Ostatecznie zrobiłem ich 1740. Niby nie dużo, ale chodzi o regularność i niemalże każdego dnia pompowałem.

Po siódme – wysoki poziom energii. Zachciało mi się chcieć. Listopad i grudzień były dla mnie ciężkie i w jakiś sposób przygnębiające. W styczniu chcę mi się wszystko! Wstaje wcześniej niż zwykle, pracuje więcej niż zwykle, ale odpoczywam też efektywniej. Przyszła do mnie jakaś dziwna moc, która nakręca mnie do działania. Bardzo dawno tego nie czułem i czuje, że na tej mocy powstanie coś nowego, ciekawego. Kurcze, no ciesze się z tego jak cholera : )

Co w lutym?

W lutym chcę robić dalej to co robiłem w styczniu. Rozwijać nową idee w firmie. Mieć czas na sport i swoje sprawy. Pracować efektywnie i mądrze. Rozdzielać skutecznie pracę od życia osobistego. Mieć czas na spotkania ze znajomymi, wyjście na spacer lub inne aktywności. I mieć wysoki poziom energii.

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW