Jak to do Wiednia się wybrałem!

Nosiło mną. Od wyjazdu pociągiem do Chin nigdzie się nie ruszałem i czułem potrzebę małej wycieczki  która pozwoli mi naładować akumulatory i odpocząć.  W poniedziałek po południu odstawiłem pracę, spakowałem w 10 minut plecak i pojechałem  do Wiednia.

Z ciekawych spostrzeżeń na szybko – takie małe tripy jak Paryż czy ten ,do Wiednia już mnie nie ruszają organizacyjnie. W poniedziałek do 16 normalnie pracowałem, później szybko spakowałem jakiegoś t-shirta, kosmetyczkę, aparat i po prostu pojechałem. Jeszcze jakiś czas temu, jakikolwiek wyjazd wiązał się ze stresem i adrenaliną. Waluta musiała być kupiona kilka dni wcześniej, bilety podrukowane, a dzień wyjazdu był świętem poświęconym całkowicie tylko na przygotowania. : )

Trzeba zaznaczyć, że wyjazd możliwy jest dzięki Wimdu.pl O serwisie, jako ciekawej alternatywie noclegowej opowiem Wam w następnym wpisie. Dziś kilka strzelonych fotek, a koło niedzieli spodziewajcie się pełnego tekstu z opisem różnego rodzaju przygód, które mnie spotkały. Przykładowo , wczoraj w nocy włóczyliśmy się po zamkniętym wesołym miasteczku na Praterze. Domy strachów są jeszcze bardziej przerażające, a wysokie karuzele można zdobyć tylko w jeden sposób – wspinając się po nich. Teraz nie możemy zmyć z siebie smarów. Ja po prostu pewne sytuacje sam przyciągam i sam nie wiem jak to się dzieje : )

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wielkie biznesy Maja