Najlepsze są Twoje wspomnienia!

Jest 21 minut po północy, siedzę u siebie w domu w Krakowie. W tle cicho leci muzyka, rozmawiam ze znajomym z Bostonu. Przez uchylony balkon dobiegają do mnie dźwięki z ulicy- słyszę jadące samochody, rozmowy dwójki ludzi siedzących na ławce przed blokiem- ciagle coś dzieję się wokół.

Otwieram folder ze zdjęciami…

Patrze po nazwach: Czarnobyl, Alaska, Weekend w Tatrach, USA1, USA2, Indie, Norwegia, Maroko, Mazury…. Kurcze kawał historii. Minęło 3 lata, gdy naprawdę sporo zmieniłem w swoim życiu. Wiecie co? Człowiek to wszystko pamięta. Siedzę i wspominam niektóre momenty, które zostaną w mojej głowie na zawsze. Dlaczego zostaną? Przez piękne widoki? Przez to co się zobaczyło? Zapewne to tez ma wpływ, ale najważniejszy wpływ mają ludzie, bo to oni budowali daną chwilę. Ten wpis będzie cholernie sentymentalny, ale postanowiłem wylać ze swojej głowy wszystko co dziś mi się dobrze wspomina z trzech ostatnich lat mojego życia. Dla większośći będą to nudne punkty, bo nie uczestniczyli w tych wydarzeniach- ale dla mnie mają one duże znaczenie.

  • Berlin. Raz wybraliśmy się z kumplem Góreckim do Berlina. Pojechałem tylko w polarze, a luty był, do tego nabawiłem się jakiejś choroby i miałem gorączkę. Sentyment jednak został. Do tej pory pamiętamy „syndrom berliński”…
  • Wyjazd do Starszawy. Tutaj nie jestem w stanie wymienić osób, które pamiętam, które zapisały mi się na kartach mojej pamięci, ale ten wyjazd na weekend do jakiegoś schroniska w góry, to po prostu legenda…

  • Tatry. Ile to człowiek ułaził się po górach. Pamiętam jak kiedyś wybraliśmy się w „matki boskiej zielnej”. : D Słońce, plecaki, bez koszulek i śnieg po pasa… To były czasy.
  • Szanty. Stary Port w Krakowie. Koncert „Pod Wiatr”, ludzie skaczą po dębowych stołach, śpiewy, kufle latają nad głowami.. eh : )
  • Alaska. To jest po prostu jedna wielka legenda. Patroszenie ryb po 18 godzin na dobę, kakao pite o wschodzie słońca na ławce przed szopką w której mieszkaliśmy , jazda po plaży na pace starego, zdezelowanego pickupa i ten wiatr we włosach. Do tego praca w dokach, inspirujące rozmowy… To były czasy.

  • Co do pracy to nie zapomnę nigdy malowania domów w Bostonie. Codziennie na drabinach z pędzlem w łapie. Cholernie nie nadawałem się do tej roboty, ale ludzie z którymi pracowałem byli wspaniali. Ciekawe dyskusje na drabinie, filozoficzne rozkminy, wieczorne grille, wypady pod namiot itp.…
  • Godzina 7.30 rano. Siedzę na plaży na Key West. 90 mil do wybrzeży Kuby i zadowolony popijam kawę z makdonalda oparty o palmę. Żadnych problemów, pełny bak paliwa i Floryda do objechania.
  • Keylargo. Siedzę na ławce motorówki, butle już odkręcone, wszystko podłączone. Zaraz będę oglądał rafę koralową, pierwszy raz w życiu.

  • Nowy Jork. Spotkanie polskiego taksówkarza, który za symbolicznego 1$ wozi nas po Manhattanie.
  • Indie. Jedziemy pociągiem do Agry. Wpada paczka młodych hindusów. Chwila rozmowy i robimy konkurs siłowania na rękę. Kładę jednego, a reszta zaczyna się śmiać. Parę stacji dalej wysiadając, żegnamy się wesoło : )
  • Sarnath w Indiach. Światynia buddyjska i chwila rozmyślań „sam na sam”.

  • Koncert T-love w Krakowie. Zawsze to chciałem zrobić. „Chłopaki, wniesiecie mnie na górę?” I za chwile lecę sobie pod sceną niesiony przez tłum a Muniek śpiewa Ajrisz!
  • Łapiemy stopa gdzieś w Holandii, za Amsterdamem. W końcu trafiamy na norwega, który nas przewozi przez połowę Niemiec.
  • Poznań- sylwester 2009. Barykadujemy drzwi od kamienicy, przed grupą dresów. Pęka szybą, lecą szkła. Andrzej i Ficu mają rozwalone nosy. To były czasy : )
  • Drugi sylwester-2010. Siedzimy u Andrzeja na mieszkaniu i obserwujemy gadające koty. Na drugi dzień, po imprezie wieziemy Maryańską do szpitala. Coś ten Poznań pechowy, ale wspomnienia miłe : )
  • Norwegia, 5 rano, nagle Harvi mnie budzi. Spaliśmy na ziemi pod chmurką w krzakach, a tu nagle jeż do nas przyszedł. To były czasy.

  • Gdzieś w Hiszpanii. Idziemy z Góreckim  z plecakami po autostradzie, jest godzina 22. Gdzie jest najbliższy zjazd? Nogi bolą, pobocze jest dziurawe, co chwila się potykamy, samochody przejeżdżają obok nas z dużą prędkością. 2 godziny później był zjazd, gdzie walnęliśmy się spać pod pierwszym drzewem.
  • Maroko. Po nocy na pustynii i jeździe na nartach po Saharze pora odpocząć. Leżymy w zaciemnionej izdebce, bo najbliższy autobus dopiero wieczorem.
  • Przechadzamy się po molo w Sopocie. Śmiejemy się, cieszymy, robimy głupie fotki. I pomyśleć, że decyzje o wyjeździe podjąłem godzinę przed odjazdem pociągu : )

Ludzie! Żyjcie! Róbcie wielkie rzeczy, które zapamiętacie w swojej głowie. Budujcie swoją historię pod każdym względem. Przychodzi taki czas, że człowiek siada, myśli o tym wszystkim i jest cholernie wdzięczny za to co mu się przytrafia w życiu. Jest wdzięczny, aż do łez- za sytuacje, które się wydarzyły, za ludzi których spotkał i za te rzeczy, które miał szansę zrobić. Ja nie wiem czym sobie zasłużyłem w poprzednim życiu, że teraz mogę być tak cholernie szczęśliwy.

Siądź i zastanów się co ty wspominasz. Co zrobiłeś ciekawego, czego nie zapomnisz do końca życia? Za co jesteś wdzięczny życiu? Zerknij na ten film powyżej. Nie jest on bardzo pozytywny, ale zmusza do refleksji. Żyjemy krótko. Zastanów się, co ty wrzuciłbyś do tak krótkiego filmu? Jakie sceny pojawiłyby się w nim, gdyby żadna nie mogła być dłuższa niż 1 sekunda?
Zdarzają się momenty złe, chwile smutku, ale to jest normalna kolej rzeczy. Gdyby było tylko dobrze to nie doceniałbyś tych pięknych chwil, bo spowszedniałoby to! Naucz się czerpać radość z wszystkiego co Cię spotyka- z pracy, studiów, czytania książek, imprezy, biegania, oglądania filmu…

To ty jesteś reżyserem swojego życia. Napisz najlepszy scenariusz!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
7 programów, które usprawnią twoją pracę