7 porad, dzięki którym z następnej podróży przywieziesz lepsze zdjęcia [+KONKURS]

Napisanie tego tekstu chodziło za mną od kilku miesięcy. Przeżywam bowiem swój renesans fotograficzny i czuję, że bardzo się rozwinąłem w tej dziedzinie. Nie wyobrażam sobie pojechać w podróż, nie zabierając ze sobą aparatu – po prostu bardzo lubię robić zdjęcia.

Jakiś czas temu zostałem zaproszony na warsztaty fotograficzne organizowane przez markę Amundsen. Prowadził je Marcin Dobas – fotograf z wielkim doświadczeniem, współpracujący m.in. z National Geographic. Robił zdjęcia w różnych miejscach na świecie: od Kamczatki, po polski Hel. Jego prace wywierają naprawdę duże wrażenie.

Na warsztaty musiałem pofatygować się z Krakowa do Warszawy, ale nie żałuję! Zdobyłem bardzo dużo wiedzy, którą z pewnością wykorzystam podczas kolejnych podróży. Otrzymałem też ogrom inspiracji. Oglądając zdjęcia Marcina i rozmawiając z nim, nabrałem ochoty na bardziej świadome i odważne robienie zdjęć.

Marcin Dobas

Zdjęcie z warsztatów – Marquard Media Polska

Marcin Dobas

Zdjęcie z warsztatów – Marquard Media Polska

Weź udział w konkursie fotograficznym

Amundsen organizuje też konkurs fotograficzny Amundsen Photo Awards. Do wygrania bardzo solidny sprzęt fotograficzny. Zdjęcia w czterech kategoriach tematycznych (zwierzęta, ludzie, krajobraz i w kategorii specjalnej – zimowa ekspedycja) można zgłaszać do 18 listopada na stronie konkursowej. Sam na pewno też wezmę udział, bo mam kilka zdjęć, co do których czuję, że mogą się spodobać.

Skąd wzięła się u mnie fotografia?

Fotografią interesuje się od gimnazjum. Wtedy to w domu pojawił się pierwszy aparat cyfrowy i była to wielka rewolucja. Pamiętam, że pojechałem z rodzicami na wakacje do Łeby. Na jednym ze straganów dorwałem gazety na temat fotografii. Kupiłem, żeby czytać na plaży i… bardzo się wciągnąłem. Po powrocie założyłem konto w legendarnym, nieistniejącym już serwisie digart.pl i tak zacząłem uczyć się fotografii. Z czasem dołączyłem do grupy fotograficznej w naszym mieście. Wtedy też odbył się bardzo duży skok jakościowy moich zdjęć, bo nagle mogłem uczyć się od lepszych ode mnie. Wspólne wyjazdy, plenery, analizowanie zdjęć, warsztaty… To był świetny czas.

Jestem samoukiem i wiem, że moje zdjęcia ciągle nie są doskonałe. I nigdy nie będą – mam w sobie to przekonanie, że zawsze coś można zrobić lepiej. Widzę jednak, jak dużego postępu dokonałem na przestrzeni tych kilkunastu lat zabawy z aparatem.

Postanowiłem więc podzielić się z Wami moimi wskazówkami na temat tego, jak robić lepsze zdjęcia. Nie będą to typowo techniczne porady na temat kompozycji kadru, kolorów itp. Takie informacje znajdziecie sobie na YouTube w lepszej formie. Chcę skupić się bardziej na kwestiach odpowiedniego nastawienia do robienia zdjęć, bo od tego bardzo dużo zależy. Moje porady przedstawię na przykładzie kilku fotografii, opowiadając historię paru zdjęć.

  1. Bądź w odpowiednim miejscu

Kiedyś wdałem się w dyskusję ze znajomym fotografem, który twierdził, że robienie zdjęć w podróży jest bardzo łatwe, bo wystarczy po prostu wyjechać do egzotycznego kraju i „mamy materiał”. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że robienie zdjęć w studiu jest łatwe, bo wchodzę, włączam listwę z prądem, ustawiam dobrą modelkę i voilà! – ale przecież wiadomo, że to tak nie działa.

Każdy rodzaj fotografii niesie pewne wyzwania. W przypadku fotografii podróżniczej jest to wybranie właściwego miejsca i dotarcie do niego. W dodatku z całym sprzętem foto. Do tego często dochodzi problem typu „rozładowane baterie, ujemna temperatura, deszcz itp. Omówmy to na przykładzie. Moje zdjęcie z wulkanu Fuego w Gwatemali.

Wulkan Fuego w Gwatemali

Żeby je zrobić musiałem przez kilka godzin wchodzić na pobliski wulkan Acatenango, niosąc na plecach namiot, śpiwór, jedzenie, aparat itp. Ponadto wcale nie miałem pewności, czy tego dnia będą dobre warunki i czy w ogóle uda się cokolwiek zobaczyć. Po wejściu na 3600 metrów nie było widać nic – mgła i chmury. Zawiedziony rozkładałem namiot, gdy nagle zaczął wiać wiatr, który po kilkunastu minutach przewiał chmury. Do tego wulkan postanowił współpracować, bo w tym samym momencie usłyszeliśmy wielkie BUM! i z krateru zaczął wydobywać się dym. Coś pięknego! Byłem w odpowiednim miejscu i czasie, ale dotarcie tam kosztowało mnie sporo wysiłku. Na tym właśnie polega trudność robienia zdjęć w podróży. Nie każdemu chciałoby się wspinać pod górę.

Wróciłem z tego wypadu zachwycony jak nigdy i byłem dumny ze zdjęć – do momentu gdy nie pojechała tam Anita Demianowicz. Zobaczyłem jej zdjęcia i… szczęka mi opadła. To dowód na to, że można jechać w to samo miejsce i przywieźć zupełnie inny materiał.

Jak można ułatwić sobie życie w tym temacie?  

  • Niezwykle przydatnym narzędziem jest Google Maps. Gdy gdzieś jadę, zawsze wpisuję tam dane miejsce i przeglądam dostępne zdjęcia. Mogę sprawdzić, jaki jest tam krajobraz i czego mniej więcej się spodziewać.
  • Sprawdzaj prognozy. Wyjątkowo ładne miejsca często są też wyjątkowo kapryśne pod względem pogody. Monitoruj prognozy w internecie, ale także pytaj miejscowych – oni często czują w kościach, czy będzie świeciło słońce, czy będzie padał deszcz. Pamiętaj też, że deszcz nie jest Twoim wrogiem! Mój przykład? Peru i Machu Picchu. Wchodziłem tam ekstremalnie wcześnie rano. Na górze zaczął padać deszcz, z którego zrobiła się niezła ulewa. Widoczność zerowa. Byłem cholernie rozczarowany, ale po pewnym czasie uznałem, że może nie będzie tak źle, bo chmury robią wyjątkowy klimat.

  1. Bądź w odpowiednim czasie

Kiedyś oglądałem zdjęcia różnych podróżników i zastanawiałem się: „Kurczę, jak oni to robią?!”. Później decydowałem się odwiedzić dane miejsce i… byłem zawiedziony, bo wyglądało całkowicie inaczej.

Z czasem odkryłem, że wielką różnicę odgrywa godzina, o której zdjęcie zostało zrobione. To samo miejsce będzie wyglądać zupełnie inaczej o wschodzie słońca, w ciągu dnia i wieczorem. Może się okazać, że np. jakaś dolina górska przez większość dnia jest ukryta w cieniu, ale zaraz przed zachodem słońca oświetlają ją promienie i wtedy wygląda spektakularnie. Jak więc wyłapywać idealny moment?

Ktoś kiedyś uknuł pojęcie złotej godziny, określając nim chwilę po wschodzie i tuż przed zachodem słońca, kiedy jest najlepsze światło do zdjęć. Uwaga! Nazwa „złota godzina” jest umowna. W zasadzie można czuć się nieco oszukanym, bo ten idealny moment nigdy nie trwa 60 minut – zazwyczaj tylko kilka. Niestety z bólem serca stwierdzam, że właśnie godziny poranne są lepsze. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie zdjęcia, które zrobiłem w tym roku nad Jeziorakiem. W ciągu dnia jezioro to wyglądało zwyczajnie – ot, jezioro jak każde inne. Ale o wschodzie słońca prezentowało się zupełnie inaczej. Wstawanie o 3:40 i wypływanie kajakiem na środek jeziora do najprzyjemniejszych nie należało, ale gdy tylko zobaczyłem słońce i parującą wodę, wiedziałem, że było warto.

Poranki świetnie sprawdzają się nie tylko przy fotografowaniu natury i ładnych widoków, ale też np. w miastach, które w ciągu dnia są hałaśliwe i pełne turystów. Wystarczy jednak wstać o świcie, aby spacerować po praktycznie pustych ulicach i oglądać miasto z zupełnie innej perspektywy. Nie lubię wstawać tak wcześnie, ale wiem, że warto i właściwie podczas każdej podróży to robię. Wyśpię się po powrocie.

Jak możesz przygotować się w tym temacie?

  • Ciekawymi narzędziami, które polecił nam Marcin Dobas podczas warsztatów, są aplikacje „Sun Surveyor” i „The Photographer’s Ephemeris”. Dzięki nim możesz sprawdzić, pod jakim kątem będą padać promienie słońca czy światło księżyca danego dnia, o danej godzinie, w danym miejscu.
  1. Zrób wstępny research

Zauważyłem ciekawą zasadę, że im lepiej przygotuję się do wyjazdu pod względem merytorycznym, tym lepsze zdjęcia z niego przywożę. Kiedyś jeździłem „na spontanie” – bez żadnych przygotowań. Potrafiłem jechać stopem do Maroka i zupełnie nic nie wiedzieć o tym kraju. Podróżniczo miało to swój urok, bo mogłem stopniowo poznawać kraj i samemu się go „uczyć”. Z perspektywy czasu wolę jednak dowiedzieć się czegoś o danym miejscu. Często okazywało się, że nieświadomie przejeżdżałem koło jakichś ciekawych miejsc i potem żałowałem, że o nich nie wiedziałem.

Co i jak sprawdzam przed wyjazdem?

  • Czytam o danym kraju/mieście w Wikipedii, żeby zdobyć podstawową wiedzę encyklopedyczną. Przeczytanie kilku artykułów to dosłownie moment, a dzięki temu już masz jakieś „tło” do dalszej eksploracji.
  • Przeglądam blogi podróżnicze i pytam znajomych podróżników o miejsca godne polecenia. Gdziekolwiek jadę, na 90% ktoś już tam był. Warto zagadać do takiej osoby, bo może nam podpowiedzieć kilka ciekawych miejsc. Szczególnie lubię podpytywać znajomych fotografów, bo oni „czują klimat” i wiedzą, jakich miejsc szukam.
  • Sprawdzam, co ciekawego dzieje się w danym miejscu. I tak np. w Hamburgu w każdą niedzielę odbywa się poranny targ rybny. Gwatemalę odwiedzałem w okresie Wielkanocy i miałem okazję oglądać obchody tych świąt, które bardzo różnią się od naszych. Przykłady mogę mnożyć. Na Bali przypadkowo trafiłem na walki kogutów, które wzbudzają dużo kontrowersji (to temat na osobny wpis). W Indiach załapałem się na Holi Festival, podczas którego hindusi przez cały dzień sypią się kolorowymi proszkami. Trop tego typu okazje.
  • Szukam… opuszczonych miejsc. Jeżeli chodzi o Polskę, świetnie sprawdza się serwis forgotten.pl. Lubię tego typu lokacje, bo zazwyczaj są to obiekty, których normalnie się nie zwiedza. Masa ludzi nie ma o nich pojęcia i nie widzi w nich nic atrakcyjnego. A ja natrafiam np. na opuszczony kościół, wchodzę do środka i widzę coś takiego, co sprawia, że na plecach pojawiają się dreszcze. Oczywiście z chodzeniem po opuszczonych miejscach trzeba być ostrożnym. Często jest to niebezpieczne i trochę na granicy prawa, bo wchodzimy na czyjś teren prywatny. Trzeba więc w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

  • Bardzo lubię serwis „Atlas obscura”. Gromadzone są tam różnego rodzaju nietypowe miejsca i atrakcje turystyczne. Most, na którym psy popełniają samobójstwa? Opuszczona baza szpiegów NSA w Berlinie? Muzeum nieudanych związków w Chorwacji? Muzeum trumien w Wiedniu? Na tej stronie znajdziesz właśnie takie miejsca.
  • Dobrym narzędziem do robienia wstępnego planu jest też Instagram. W kontekście fotografii w podróży warto go przeglądać z kilku powodów. Po pierwsze – żeby wiedzieć, czego się spodziewać. Po drugie – żeby zobaczyć, jakie zdjęcia robią wszyscy i zastanowić się, jak zrobić je inaczej. Po trzecie – bo czasem możesz natrafić na jakąś naprawdę wyjątkową miejscówkę, o której niewiele osób wie. Po czwarte – bo możesz np. odkryć, że dane miejsce wygląda lepiej w nocy i od razu nastawić się na wieczorne zdjęcia. Tak właśnie miałem z Hamburgiem, który okazał się cudowny po zmroku.
  • W robieniu takiego reserchu jest jednak pewna pułapka. Oglądasz zdjęcia innych i zapamiętujesz je. Później jedziesz w dane miejsce i możesz nieświadomie powtarzać te same kadry. Staram się na tym łapać, unikać powielania schematów i szukać własnego stylu, by opowiedzieć inną historię niż wszyscy.
  • No i na koniec najlepsze – mieszkańcy danego miejsca. Świetnie mieć taką swoją „wtyczkę”, która pokaże nam to i owo. Rok temu byłem w Niemczech, nad Morzem Północnym. Zatrzymałem się na nocleg z airbnb u Meike. Ten dzień nie należał do najlepszych – było oberwanie chmury, a ja podróżowałem rowerem. Przyjechałem do niej cały zmoczony i tego dnia nie chciało mi się już NIC robić. Meike jednak postanowiła wyciągnąć mnie na miasto i z grzeczności się zgodziłem. To był strzał w dziesiątkę! Okazało się, że ona też fotografuje, i pokazała mi miasto ze swojej perspektywy. Zabrała mnie do miejsc, których sam w życiu bym nie odwiedził. Dobry lokals to prawdziwy skarb.

  1. Poznaj lokalne obyczaje

Bardzo ważny punkt. Przygotowując się do podróży warto dowiedzieć się więcej o kulturze danego kraju. Co nam wolno, a co może obrazić miejscowych? Jakie mają podejście do robienia zdjęć? W takich Indiach miejscowi zazwyczaj uwielbiają zdjęcia, ale np. w Maroku jest to już problemem i trzeba być ostrożnym. Kiedyś byłem w tej kwestii znacznie odważniejszy, dziś staram się upewnić, czy dana osoba życzy sobie, żeby ją fotografowano. Jak więc robię zdjęcia ludziom na ulicy?

  • Staram się zawsze w jakiś sposób „zbratać się” z daną osobą. Pewnego dnia w Indiach zobaczyłem grupę mężczyzn. Siedzieli w kółku i grali na instrumentach (i kopcili haszysz). Wyglądało to bardzo ciekawie, ale nie byłem pewny, czy mogę zrobić im zdjęcie. Podszedłem bliżej, a oni zaprosili mnie do kółka. Po chwili rozmowy wiedziałem, że nie będzie problemu jeżeli wyciągnę aparat. Takie sytuacje mają też dodatkowy atut – w minimalnym stopniu, ale jednak, poznajesz daną osobę. Będziesz więc mógł powiedzieć o tym zdjęciu coś więcej.
  • Podobny przypadek miałem w Meksyku. Wybrałem się do pewnej wioski, w której uprzedzano mnie, że miejscowi nie lubią zdjęć. – Nic na siłę – pomyślałem i jakoś bardzo nie naciskałem. W pewnym momencie wyjąłem jednak aparat i zaczynałem nagrywać vloga, w którym opowiadam o swoim miejscu (nagrywałem więc siebie, nie miejscowych). Nie wiadomo skąd, nagle pojawiła się grupa zaciekawionych dzieciaków. Chwilę później dałem jednemu z chłopaków aparat i zaczęła się wspólna zabawa w robienie zdjęć. Przybyli też zaciekawieni dorośli, którzy w ogólenie protestowali, a chwilę później zaprosili mnie do domu na „małe co nie co”:)  Zawsze można więc znaleźć sposób.
  • Czasem celowo pokazuję aparat i za pomocą kontaktu wzrokowego „pytam o pozwolenie”. Jeżeli dana osoba zasłoni twarz lub się odwróci – trudno, nie robię zdjęcia. Często jednak zdarza się, że w odpowiedzi widzę ciepły uśmiech wyrażający zgodę.

Lokalne obyczaje dotyczą nie tylko ludzi, ale także przestrzeni. Zwiedzając różne miejsca łatwo o jakąś kulturową wpadkę. Może się okazać, że np. w danym meczecie czy podczas jakiegoś festiwalu robienie zdjęć jest zabronione. Trzeba po prostu uważać i obserwować otoczenie.

  1. Rozwijaj nie tylko umiejętności fotograficzne, ale też podróżnicze

Nagłówek tego akapitu to słowa Marcina Dobasa, który w jakiś sposób dał mi nimi do myślenia. O co chodzi? O rozwijanie swoich umiejętności podróżniczych, które pozwolą nam spojrzeć na świat z innej perspektywy i ułatwią pracę.

  • Zastanów się np. czy nie warto nauczyć się nurkować. Przecież 1/3 naszej planety to woda, a na Księżycu było więcej osób niż na dnie Rowu Mariańskiego! To ogromny, nieodkryty świat. Robienie zdjęć podwodnych to szansa pokazania danego miejsca w sposób zarezerwowany dla nielicznych.
  • Podobnie może wyglądać historia np. z dronem. Kupienie go i zrobienie na niego „prawa jazdy” pozwoli Ci oglądać świat z zupełnie innej perspektywy. Sam o tym myślę od jakiegoś czasu :)
  • Warto próbować nowych rzeczy i aktywności. Kilka punktów wyżej opowiadałem Ci historię zdjęcia ze wschodu słońca nad Jeziorakiem. Można by było pokazać jezioro normalnie, z brzegu, ale w moim przypadku robotę zrobiły kajaki. Gdyby nie wypłynięcie nimi na środek jeziora, zdjęcia z tego dnia wyglądałyby zupełnie inaczej.
  • To samo z językami obcymi. Myślę, że gdybym lepiej ogarniał hiszpański, łatwiej byłoby mi robić zdjęcia uliczne w Meksyku, bo mógłbym zagadywać do ludzi. Czasem nawet kilka słów w lokalnym języku potrafi „otworzyć serca” miejscowych. Powiedzenie „dzień dobry” czy „dziękuję” sprawi, że np. pani sprzedająca warzywa spojrzy łaskawym okiem na nasz aparat i chęć zrobienia jej portretu.

Nurkuj, żegluj, wspinaj się, wchodź do jaskiń i na szczyty górskie. Ucz się nowych rzeczy – po to, żeby pokazywać je na swoich fotografiach.

  1. Odkryj swoją specjalizację

Próbowałem różnych zdjęć: od krajobrazów, po portrety dziewczyn, akty, makro i reportaże. Najlepiej czuję się w reportażach i fotkach krajobrazowych, które związane są typowo z podróżami. Ze smutkiem musiałem zaakceptować to, że słabo wychodzą mi zdjęcia ładnych modelek typu „glamour”.

Dość szybko zauważyłem, że najlepiej siedzą mi reportaż i krajobraz, a te dziedziny nierozłącznie związane są z podróżami. Właściwie odkryłem to już na początku mojej przygody z fotografią, kiedy to, jadąc złożyć papiery na studia do Krakowa, wziąłem ze sobą aparat. Miałem trochę czasu, więc pokręciłem się z nim po Plantach. W pewnym momencie zagadałem do kilku bezdomnych, którzy siedzieli na ławce. Rozmawiałem z nimi kilkadziesiąt minut. Posłuchałem ich historii, a zdjęcia powstały jakby przy okazji. Wrzuciłem je na forum fotograficzne i wtedy ktoś mi powiedział, że mam oko do reportażu. Ten komplement utkwił mi w pamięci.

Odkrycie swojej dziedziny sprawi, że zaczniesz rozwijać się właśnie w tej węższej specjalizacji i będzie Ci to wychodzić jeszcze lepiej.

  1. Baw się fotografią i podróżami

Na koniec bardzo ważna sprawa: baw się fotografią i eksperymentuj. Rób zdjęcia bardziej świadomie.

  • Patrz na swój kadr i zastanów się, czy nie da się pokazać tego jeszcze lepiej. Czasem drobna zmiana potrafi zdziałać cuda. Wystarczy np. poczekać, aż słońce wyjdzie zza chmury i fotografowany budynek nabierze innych kolorów. Sam bardzo lubię, gdy na moich zdjęciach są ludzie. Poniżej macie dwa zdjęcia, które zrobiłem w Indiach. W obu przypadkach ustawiłem się z aparatem i po prostu czekałem, aż w kadrze pojawi się człowiek. Człowieczek idący przy Taj Mahal świetnie pokazuje, jak duży jest to budynek. W przypadku wąskiej ulicy człowiek wprowadził zupełnie inny klimat – bez niego to zdjęcie straciłoby sens. Warto było poczekać te kilka minut.  

  • Miej pomysł na opowiedzenie historii. Za pomocą zdjęć zawsze staram się opowiedzieć dany wyjazd. Chcę pokazać emocje, które towarzyszyły danej chwili. Jadąc np. w góry, przedstawiam więc nie tylko same krajobrazy, ale szereg odczuć, które były z tym związane. Noc na dziko pod namiotem, wieczorne ognisko, zimny poranek i termos ciepłej kawy – za pomocą kilku kadrów można w bardzo ciekawy sposób opowiedzieć historię i zainspirować innych.
  • Nie chowaj zdjęć do szuflady. Nawet jeżeli nie jesteś super pro fotografem, nie bój się pokazywania swoich zdjęć. Nie ma nic gorszego niż ukrywanie efektów swojej prac. Załóż sobie prosty blog, fanpage czy profil na Instagramie i dziel się swoją pasją. Rób to dla siebie – mając świadomość, że ktoś może obejrzeć Twoje zdjęcia, będziesz się do nich bardziej przykładać. Nawet jeżeli na początku będą je oglądać jedynie znajomi, z czasem może przerodzi się to w coś większego. Wiem, co mówię, bo 10 lat temu założyłem ten blog. Na początku czytała go garstka osób, a kilka lat później stał się on moim sposobem na życie i gdyby nie on, nie odwiedziłbym połowy miejsc, w które udało mi się dotrzeć.

Weź udział w konkursie

Mam nadzieję, że ta garść porad okaże się dla Was przydatna. Jeżeli dzięki nim choć jedna osoba pomyśli o fotografii w inny sposób, to znaczy, że było warto napisać te kilka stron tekstu.

Przypominam Wam raz jeszcze o konkursie Amundsen Photo Awards. To świetna okazja do wyciągnięcia swoich zdjęć z szuflad. Wysłanie prac zajmie kilka minut, a może być szansą do dużej zmiany w Twoim życiu i wygrania dobrego sprzętu foto oraz warsztatów forograficznych. 

Zdjęcia w czterech kategoriach tematycznych: zwierzęta, ludzie, krajobraz i w kategorii specjalnej – zimowa ekspedycja możecie zgłaszać do 18 listopada na stronie konkursowej.

A może Wy też macie jakieś proste triki przydatne w fotografii? Lubicie przywozić zdjęcia z podróży?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zachód słońca na Mogielicy – mikroprzygoda minuta po minucie