Spowiedź blogera

Równowaga życiowa - Nowy Jork

Na wstępie chciałbym podziękować Wam za wypełnienie ankiety na temat bloga. Szczegółowe wyniki zaprezentuję za kilka dni, a dziś tekst pełen refleksji, bo Wasze odpowiedzi dały mi dużo do myślenia.

Ten wpis będzie trochę inny. Opowiem Wam, jak przez ostatnie miesiące wyglądało moje blogowanie. Może być on dobrą lekcją dla osób, które też tworzą w Internecie – myślę, że u każdego pojawia się czasem kryzys twórczy. Zagadnienie to poruszył już częściowo Pijaru Koksu, który ostatecznie zainspirował mnie do podzielenia się swoimi rozterkami.

Na końcu ankiety, którą wypełnialiście, znajdowało się miejsce na „luźną wiadomość do mnie”. Pisaliście tam głównie pozytywne słowa, komentarze pełne ciepła i otuchy. Od czasu do czasu pojawiała się jakaś krytyka, ale wyrażana w cudowny sposób – rzetelnie i konkretnie (za co Wam bardzo dziękuję!). Przeglądałem wszystkie odpowiedzi i zauważyłem, że często pisaliście wiadomości typu: „Naprawdę super, lubię Cie czytać, ale kiedyś te wpisy były luźniejsze, łatwiejsze w odbiorze, ciekawsze”.

Wiecie co? Macie rację: kiedyś pisało mi się luźniej, łatwiej, ciekawiej.

new_york2

Gdy blog rośnie

Kiedyś blog czytało mniej osób, a pisanie było czystą frajdą. Przelewałem „na papier”, co siedziało mi w sercu, nie stresowałem się przed naciśnięciem przycisku: „Opublikuj”. Z czasem blog urósł, zaczęło odwiedzać go więcej osób, słupki w statystkach poszły w górę. Pojawiły się pierwsze sukcesy, jakieś kampanie reklamowe, zaproszenia na konferencje, wyjazdy itp.

Aby osiągnąć pełną satysfakcję, musisz poradzić sobie zarówno z jasną, jak i ciemną stroną tego, czym się zajmujesz.

W takich chwilach człowiek zdaje sobie sprawę, że „to coś” mu wychodzi. A wtedy pojawia się motywacja, żeby iść jeszcze dalej. Zacząłem więc czytać na temat blogowania: książki, kursy w Internecie, zagraniczne blogi. Określiłem kierunek, w którym chcę iść, zawęziłem tematykę, jaką będę poruszał, zbudowałem konkretny plan całości, a w moim kalendarzu pojawiła się rubryka „wpisy”, w której umieszczałem terminy publikacji konkretnych materiałów na blogu. I to działało – niestety tylko do pewnego czasu.

Co dzieje się w głowie blogera?

Jak wiecie ostatnio przeczytałem fajną książkę w której poruszony został temat dualizmu. W wielkim skrócie: każda czynność, rzecz, sukces ma swoją jasną i ciemną stronę. Aby osiągnąć pełną satysfakcję, musisz poradzić sobie zarówno z jasną, jak i ciemną stroną tego, czym się zajmujesz. W przypadku bloga jasną stroną są wspomniane już sukcesiki, statystyki, współprace, a po ciemnej stronie znajduje się to, czego nikt z zewnątrz nie widzi – pewnego rodzaju wypalenie, zmęczenie i presja. Od jakiegoś czasu zauważyłem u siebie niepokojące symptomy:

1. Przestało chcieć mi się pisać. Dużo planowałem, skrobałem coś na kartkach, ale gdy przyszło mi siąść i po prostu stworzyć od początku do końca jakiś wpis, to odkładałem to w nieskończoność. Zasłaniałem się brakiem czasu, weny, nieodpowiednią porą itp. Rano stwierdzałem, że napiszę coś po południu, a po południu – że wieczorem. Wieczorem byłem zmęczony, a wiadomo, że tekst trzeba pisać na pełnej energii, więc „zrobię to jutro”.

2. Wielokrotnie łapałem się na tym, że chciałem poruszyć jakąś kwestię, ale stwierdzałem, że nie pasuje ona do nowego profilu tematycznego. Odpuszczałem i nie pisałem. A kiedyś przecież wrzucałem do sieci, co mi się tylko podobało.

new_york3

3. Pojawił się strach. Niektóre wpisy bałem się publikować ze względu na reakcje czytelników. Bo co innego, jak dany wpis zobaczy kilkadziesiąt osób, a co innego, gdy przeczyta go kilkadziesiąt tysięcy.

4. Ego zaczęło szaleć. Liczby i maile od Was przecież nie kłamały: jestem zajebisty i nieomylny. Wszystko muszę wiedzieć najlepiej i w ogóle jestem najlepszy. A wiecie jak trudno sprostać tak wysoko postawionej poprzeczce?

5. Idąc dalej, między słowami zaczęła pojawiać się analiza. Teksty już nie płynęły z serca, tak jak kiedyś, ale każde zdanie musiało być przemyślane. Czy nie za ostro, czy nie za lekko, a może coś jeszcze dodać? Czy zostanę dobrze odebrany? A może trochę ten tekst za długi?

6. Pojawiła się analityka zaawansowana. Kiedy wrzucić wpis? Kiedy wrzucić info na fejsie? Jaka miniaturka? A że Facebook ściął zasięgi, to nie było takich efektów jak dawniej – i automatycznie pojawiała się frustracja. Szukałem rozwiązania i wpadałem w kołowrotek niczym chomik.

To po prostu chęć dalszego rozwoju sprawia, że włącza się chłodna analiza, planowanie i odchodzenie od tego, co w sercu, na rzecz tego, co wyczytane w poradnikach i zaobserwowane u innych blogerów.

7. Zdarzało się, że przez kilka dni kompletnie nie chciało mi się pisać. A w głowie pojawiał się karcący głos: Maju, napisz coś, napisz koniecznie, bo pusty blog stać nie może! A przecież wcale nie piszę mniej niż kiedyś. Zdałem sobie z tego wszystkiego sprawę, jak zepsuł mi się telefon i zastępczo włożyłem kartę do starego Sony Ericcsona. Największym moim zmartwieniem było to, że nie ma w nim Instagrama i konto mi zdechnie! Olaboga!

Piszę o tym, bo podejrzewam, że podobne problemy spotykają wielu blogerów. To nic złego, każdy chcę być najlepszy w tym co robi. I to nie tak, że nagle pojawiają się pierwsze sukcesiki i człowiekowi odbija. To po prostu chęć dalszego rozwoju sprawia, że włącza się chłodna analiza, planowanie i odchodzenie od tego, co w sercu, na rzecz tego, co wyczytane w poradnikach i zaobserwowane u innych blogerów.

newyork01

Podczas wyjazdu do Barcelony i na Majorkę dużo o tym myślałem. Przeglądałem też te Wasze odpowiedzi z ankiet i stwierdziłem, że chcę wrócić do korzeni. Do chwil, kiedy pisanie było najwspanialszą rozrywką, moją myślodsiewnią (taką jaką mieli w Hogwarcie) i sposobem na uwalnianie myśli z głowy. Do czasów, kiedy stukanie w klawiaturę było czystym flow, bez analizy, bez oceny, bez planowania. Marzę o tym, żeby każdy wpis pochodził z serca. Tak jak ten : ) Serio, dawno nie pisało mi się tak szczerze i dobrze jak dziś.

Idzie więc stare nowe. Na pewno nie będzie to powrót „od razu”, bo to nie jest takie proste. Ale wkrótce pojawi się na blogu nowy design, który doda trochę świeżości. Będzie więcej luźnych tematów, przemyśleń, mniej analizy.

Ciemna strona pasji

Tak sobie teraz myślę, że podobne problemy pojawiają się nie tylko w blogowaniu. Zawsze, gdy „za bardzo chcemy”, to pojawia się analiza i strategia, która z czasem może zabić pasję.

Jeżeli od jakiegoś czasu masz podobny problem: coś, co sprawiało Ci frajdę, teraz „już tak nie cieszy”, to zastanów się, czy ta pasja nadal płynie z serca, tak jak kiedyś, czy może już z rozumu. Bo powinna z serca.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Przeczytane / obejrzane w marcu