Tajemnicze historie, słowiańskie wierzenia, podziemne tunele i korytarze – Świętokrzyskie jakiego nie znacie!

Czarownice w Świętokrzyskim

Jakiś czas temu Polska Organizacja Turystyczna ogłosiła akcję pt. Turystyczne Mistrzostwa Blogerów. Idea spodobała mi się tak bardzo, że przyłożyłem się do aplikacji i udało mi się znaleźć wśród 16 zaproszonych do konkursu blogerów. Każdemu z nas przydzielono jedno województwo, które mieliśmy za zadanie zwiedzić, a następnie zaprezentować na blogu i w mediach społecznościowych. Ja dostałem od losu swoje rodzinne Świętokrzyskie i bardzo mnie to ucieszyło.

Na początku, na moim Instagramie stworzyłem coś nietypowego – przewodnik w formacie instastories. Tam właśnie za pomocą kilkunastu zdjęć i filmów oprowadziłem Was już po moich ulubionych miejscach. Teraz czas na rozbudowaną relację.

Dobór województwa ucieszył mnie oczywiście przede wszystkim dlatego, że mam w sobie zakorzeniony lokalny patriotyzm. Z wieloma miejscami jestem związany emocjonalnie – po prostu mam do nich sentyment, bo swoje pierwsze „podróże”, jeszcze będąc dzieciakiem, organizowałem po najbliższych okolicach. Z punkty widzenia dorosłego człowieka to oczywiście tylko błahe wyjazdy, ale dla mnie były wówczas naprawdę dużym przeżyciem. Wsiadaliśmy z kolegą na rowery i potrafiliśmy odjechać nawet kilkadziesiąt kilometrów od domu. Bez jedzenia. Bez wody. Na wariata. Z oczywistych względów uwielbiam więc moje rodzinne strony, ale wiem też, że mają one bardzo dużo do zaoferowania szerszej publiczności.

Łysa Góra

Gdy zacząłem przygotowywać plan mojej podróży, natknąłem się bowiem na sporo interesujących miejsc i historii, które zaskoczyły mnie samego. To niesamowite, jak czasem mało wiemy o swoich rodzinnych stronach i najbliższej okolicy. O paru miejscach w ogóle nie miałem pojęcia! Kilka ciekawych historii poznałem też w trakcie jeżdżenia po okolicy. W weekend zrobiłem ponad 500 km – a mówimy o jednym z najmniejszych województw w Polsce! Swoje wyprawy zaczynałem o świcie, a kończyłem wieczorem.

Dziś zabiorę Was więc w podróż po województwie świętokrzyskim. Jak zwykle na wstępie daję słowo, że nie zanudzę Was sztampowymi atrakcjami ani znanymi wszystkim historiami. Będziemy zwiedzać miejsca nietypowe, które ludzie zazwyczaj omijają. Zapraszam w wirtualną podróż moim volvo. Rozsiądźcie się wygodnie i zapnijcie pasy – bo tak jest bezpieczniej. Otwórzcie okno – bo jest gorąco, a w moim ponad 20-letnim, kanciastym aucie nie ma klimatyzacji. Ruszamy w Świętokrzyskie – bo naprawdę warto. Na dobry początek udajmy się w poszukiwaniu czarownic!

Roadtrip świętokrzyskie Świętokrzyskie czarownice

Symbolem mojego województwa są czarownice. Legendy o nich znane mi są od dzieciństwa – według podań w Górach Świętokrzyskich nie brakowało wiedźm, a ich ulubionym miejscem była Łysa Góra. To właśnie tam odbywał się sabat, czyli zlot czarownic, który dziś nazwalibyśmy pewnie spotkaniem branżowym. Jego uczestniczki rozpalały wielkie ognisko, kłaniały się najważniejszej wiedźmie, tańczyły i ucztowały, krótko mówiąc: świętowały na całego! Oczywiście dzieliły się także z innymi nowymi czarami, przyrządzały tajemne mikstury, wymieniały się radami… A gdy nad ranem rozlegało się pianie kogutów, wsiadały na swoje miotły i wracały do codziennego życia.

Szanująca się czarownica musiała znać kilka tricków. Wśród nich było oczywiście rzucanie uroków. Wiedźma posiadająca dużą moc potrafiła wywoływać burzę, odbierać miłość mężów i kochanków czy… zatruwać mleko krowy. Czarownice zbierały też zioła, wronie pióra, chrząstki ze skrzydeł nietoperza (podobno największą moc miały te zebrane w noc świętojańską) i przygotowywały z nich najróżniejsze eliksiry.

Czarownice ŚwiętokrzyskieCzarownice w ŚwiętokrzyskimRozpoznać wiedźmę – to była prawdziwa sztuka. Na co dzień prowadziły zwykłe życie. Czarownicami były nie tylko stare, samotne kobiety, ale też młode, zamężne dziewczyny, które ukrywały przed wybrankami serca swoje „drugie życie”. Istniał jeden sposób, aby rozpoznać czarownicę: należało z bardzo bliska spojrzeć jej w oczy. Jeżeli kobieta była wiedźmą, zamiast własnego odbicia dostrzegano w nich dwa koziołki. Z tego powodu czarownice często unikały kontaktu wzrokowego.

Czy czarownice nadal istnieją? Otóż ja uważam, że tak. Są wśród nas, choć trudno je rozpoznać. Na co dzień chodzą w New Balance’ach, prowadzą konta na Instagramie i uśmiechają się do wszystkich – ale znam kilka kobiet ze Świętokrzyskiego i wiem, że mają też swoją drugą naturę… Nie należy jednak się ich bać, bo współczesne czarownice rzucają tylko dobre uroki. No, chyba że takiej podpadniesz… Wtedy, drogi czytelniku, nie chciałbym być w Twojej skórze.

A tak poważnie: czy w przytoczonej legendzie jest odrobina prawdy? Owszem, bo pewne rytuały na Łysej Górze naprawdę miały miejsce…

Wierzenia słowiańskie

Legendy o czarownicach prawdopodobnie mają swoje początki w wierzeniach słowiańskich. Wspomniana Łysa Góra w okresie wczesnego średniowiecza była bowiem ośrodkiem kultu Słowian. Jan Długosz podawał, że stała tam świątynia trzech bożków: Śwista, Pośwista i Pogody.

Na jej szczycie znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda…

– Kronika Jana Długosza

Pozostałością po owym miejscu kultu jest otaczający szczyt wał w kształcie podkowy. Usypany z kamieni, rozciągał się na długość ok. 1,5 km. Podobno miał stanowić granicę między sacrum a profanum.

Obrzędy słowiańskie, takie jak np. ogniska czerwcowe, odbywały się na Łysej Górze nawet po przyjęciu przez Polskę chrześcijaństwa. W 1468 r. benedyktyni poprosili króla, by zabronił tych rytuałów, w wyniku czego obrzędy zostały przeniesione na pobliską Górę Witosławską.

Łysa Góra Świętokrzyskie Dziś na szczycie Łysej Góry (zwanej też Świętym Krzyżem) można zwiedzić przepiękny klasztor, który powstał prawdopodobnie za czasów Bolesława Chrobrego. Na szczyt można wjechać samochodem, ale polecam Wam zostawić go w Nowej Słupi i udać się tam na piechotę przez piękny las Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Na górze czeka także Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego i gołoborza, czyli rumowiska skalne (gołe – bez boru). No i ten widok… Widok z Łysej Góry jest naprawdę imponujący!

Mnie osobiście góra ta kojarzy się ze świętami wielkanocnymi i rodzinnym zwyczajem chodzenia na rezurekcję. Spacer na szczyt o świcie, gdy las spowity jest jeszcze mgłą, ma niesamowity klimat i bardzo to lubię.

Wróćmy jeszcze na moment do wierzeń słowiańskich, bo Łysa Góra nie była jedynym ważnym dla Słowian wzniesieniem. Wchodziła ona bowiem w skład Świątyni Dziewięciu Kręgów, czyli dziewięciu gór poświęconych dziewięciu bogom. Pozostałe to: Łysica (najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – 612 m), Widełki, Chełm – Stara Słupia, Góra Bukowa, Góra Radostowa, Góra Miedziana, Góra Sieniawska i Góra Dobrzeszowska. Na tej ostatniej znajdują się kamienie, które najprawdopodobniej są ruinami przedchrześcijańskiego sanktuarium i obserwatorium astronomicznego.

Łysica - wejście na szczytWojewództwo ŚwiętokrzyskieMimo upływu lat wiele zwyczajów przetrwało do dziś. W Świętokrzyskiem jest ich naprawdę dużo i wiem o tym z własnego doświadczenia. Dla przykładu: Gdy byłem mały, dorośli straszyli mnie południcą, która okazała się wystarczającym powodem, by latem nie bawić się na dworze w pełnym słońcu. Gdy dorosłem, dowiedziałem się, że południca pochodzi z wierzeń słowiańskich. Mianem tym określano kobiety, które umierały w dniu ślubu bądź wkrótce po weselu. Dopadały tych, którzy niebacznie przebywali w ciągu dnia w polu. Za dzieciaka naprawdę się ich bałem.

Mało tego! Po latach moi rodzice przyznali się, że gdy byłem mały i poważnie chorowałem, to… jakiś lokalny znachor przelewał nade mną jajka. Podpytałem kilku znajomych z tamtych rejonów i okazało się, że podobne zwyczaje praktykowane były też w ich domach. Przypominam, że mówimy o końcówce XX wieku.

Podziemne korytarze

Przygotowując ten wpis i jeżdżąc po okolicy, zdałem sobie sprawę, że Świętokrzyskie podziemiami stoi. Jest tam kilka nietypowych, bardzo różnorodnych miejsc, w których można zejść pod powierzchnię ziemi.

Krzemionki

Zacznijmy od genialnego miejsca, które jest czymś absolutnie wyjątkowym na mapie świata. Znajduje się dosłownie kilka kilometrów od mojego rodzinnego domu (w zasadzie oddziela je od siebie tylko las). To zespół neolitycznych kopalni krzemienia pasiastego, które były eksploatowane w okolicach 3900-1600 r. p.n.e. Wydobywany tutaj krzemień służył do robienia różnych narzędzi. Przetwarzany w okolicznych osadach, trafiał do miejsc w promieniu nawet 600 km.

Dziś zejdziesz tam pod ziemię i dowiesz się, jak wydobywano krzemień. Trasa jest świetnie przygotowana, a pokonywaniu jej towarzyszy przyjemny dreszczyk emocji. Zwiedzać można jedynie z przewodnikiem, dzięki czemu dowiesz się wiele o działaniu kopalni i życiu ludzi zamieszkujących te tereny w przeszłości. Ja miałem dużo szczęścia, bo przewodnik pokazał mi miejsce, które na co dzień nie jest dostępne dla turystów – wszedłem więc do szybu górniczego, którego zwiedzać nie można. Dostałem latarkę i przeciskałem się na kolanach przez wąskie korytarze.

Dopiero gdy wyszedłem na powierzchnię, uświadomiłem sobie, gdzie byłem – a byłem w miejscu starszym niż piramidy egipskie. W miejscu, w którym pracowali ludzie żyjący na dłużej przed przyjściem na świat Chrystusa, niż my żyjemy po nim. Czy to nie wspaniałe?

Polecam Wam odwiedzić Krzemionki. Nie chcę zapeszać, ale mam przeczucie, że muzeum trafi w przyszłości na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (trwają już starania) i wtedy będzie wielkie bum! Mocno trzymam kciuki, bo to naprawdę świetne miejsce.

KrzemionkiKrzemionkiKrzemionki Podziemia w Sandomierzu i Opatowie

Zacznijmy od Sandomierza. Miasto, które – ze względu na piękne Stare Miasto – samo w sobie jest świetnym punktem wycieczkowym. Nie wszyscy jednak wiedzą, że pod nim znajduje się coś więcej. Podobno odkrycia tego dokonano w bardzo nietypowy sposób. Pewnego dnia mężczyzna kupujący gazetę w kiosku nagle (dosłownie!) zapadł się pod ziemię. Sprowadzeni wówczas górnicy odkryli, że Sandomierz posiada wielokondygnacyjne piwnice kupieckie. Konieczne okazało się zabezpieczenie ich, ponieważ istniało ryzyko, że całe Stare Miasto po prostu się osunie… Niejako przy okazji utworzono też trasę podziemną. Piwnice powstały w okresie XIII-XVII w. i służyły kupcom do przechowywania towarów. Trasa ma ponad 450 metrów. Wchodzimy przy jednej z kamienic, a wychodzimy przy ratuszu.

Podobną funkcję pełniły piwnice w Opatowie. Te powstały prawdopodobnie w XIII w. Składały się z trzech kondygnacji, a najgłębsze znajdowały się 15 m pod ziemią.

Opisuję te miejsca razem, ponieważ są oddalone od siebie o ok. 30 km, więc można je zwiedzić w tym samym dniu. Zwłaszcza że jedna z legend mówi, iż miasta te są połączone ze sobą podziemnym tunelem…

Podziemia w SandomierzuPodziemia w SandomierzuGóra Miedzianka

Góra Miedzianka to jedno z tych miejsc, których zwykły Jan Kowalski pewnie nie zauważy. Właściwie sam byłem takim ignorantem, bo przez ostatnie kilka lat przejeżdżałem obok co najmniej kilkadziesiąt razy (pokonując trasę Kraków – Ostrowiec). Góra ta nie jest może najwyższa, ale skrywa wiele tajemnic. Pod ziemią znajdują się bowiem 4 km korytarzy, sztolni i jaskiń – pozostałości po dawnej kopalni miedzi. Wydobycie rozpoczęto tu już za czasów panowania Zygmunta III Wazy. Pierwsi górnicy stosowali prymitywne narzędzia, więc korytarze miały nieregularny kształt i przebieg.

Niestety na razie do jaskiń (legalnie) wejść nie można. Trzeba też być czujnym, bo niektóre wejścia są niezabezpieczone. Pozostaje nam więc jedynie wejść na szczyt, podziwiać świetny widok i oczami wyobraźni zobaczyć podziemne tunele znajdujące się pod naszymi stopami.

Uff… Wyszedł mi kawał tekstu, a zapewniam Was, że to nie wszystko! Mam jeszcze kilka ciekawych miejsc do opisania, dlatego za kilka dni na pewno pojawi się drugi artykuł na temat mojego rodzinnego  województwa. Świętokrzyskie naprawdę czaruje!

Wpis powstał w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Partnerem konkursu jest Świętokrzyska Organizacja Turystyczna.

Bardzo pomocne okazały się dwie książki: „Legendy Świętokrzyskie” Jerzego Stankiewicza oraz „Zapomniane Miejsca – Świętokrzyskie” Rafała Jurkowskiego.   

Za pozowanie do zdjęć dziękuję czarownicy Marcie :)

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
 Jak zostać królem życia?