To był po prostu cudowny rok!

Co jakiś czas lubię sobie usiąść i zrobić podsumowanie. Często podsumowuję dany tydzień, miesiąc, daną podróż czy…np. dany rok. Wynika to z tego, że jestem trochę sentymentalny. Nie raz ze łzami szczęścia w oczach wspominam stare momenty z życia, przeglądam zdjęcia filmy. Genialna sprawa mieć pamiątki w postaci fotek, nagrań czy choćby mieć muzykę, która kojarzy Ci się z daną chwilą. Właśnie teraz nadszedł ten czas, żeby zrobić małe podsumowanie tego, jak żyłem w tym roku.

Generalnie rzecz biorąc…

Generalnie rzecz biorąc to ten rok… był najlepszym rokiem w całym moim życiu. Co ciekawe, powtarzam tak co roku. Aż boje się pomyśleć o kolejnych latach. Patrząc na to, co przeżyłem w tym roku, co zrobiłem muszę powiedzieć, że jestem cholernym szczęściarzem. Mam po prostu zajebiste życie. Jestem niesamowicie szczęśliwy, nauczyłem się czerpać przyjemność z wszystkiego, co robię, mam wokół siebie wspaniałych ludzi. Mam wymarzone życie, ba – nawetlepsze niż to o jakim marzyłem : ) Poważnie!

Oczywiście zdarzają się smutne momenty, gorsze chwile, ale tak jak pisałem we wpisie poprzednim– trzeba nauczyć się akceptować sinusoidę życia i to, że raz jest lepiej, raz gorzej. Ważne, że po każdym takim dołku ta sinusoida leci jeszcze wyżej w górę. Porażki, niepowodzenia i smutki też muszą się przytrafiać.

Cele

Myślałem, żeby odpuścić sobie tą część, ale jednak postanowiłem zrobić małe rozliczenie. Rok temu na blogu określiłem swoje cele na 2011 i teraz napiszę, co udało się zrobić, a czego do końca nie:

 

  • [Podróże] Dwie duże podróże w ciekawe miejsca (Indie i …?)Indie i autostopem przez Europę do Maroka. Indie były chyba najciekawszą podróżą w moim życiu pod względem kulturowym, a Maroko pod względem trudów podróży. Niesamowicie jestem z nich zadowolony, bo to były rzeczy, które zawsze chciałem zrobić. Oczywiście w międzyczasie były inne, mniejsze tripy. A to raz do Norwegii poleciałem, innym razem podjąłem nagłą decyzję o wyjeździe do Gdańska, nie licząc już wypadów w Tatry itp. Podróże to piękna sprawa. Generalnie cel został osiągnięty, a rok się jeszcze nie kończy, bo na sylwestra z przyjaciółmi jedziemy podbić Lwów!
  • [Biznes] Rozwój firmy. Obsługiwanie większych klientów i zarabianie więcej.Tutaj nastąpił przewrót. Wcześniej prowadziłem firmę w Inkubatorze Przedsiębiorczości, w marcu jednak odbiło mi, zamknąłem to i pojechałem do tych Indii. Postanowiłem, że więcej nie chcę tego robić, jednak wróciłem, odpocząłem i od czerwca postanowiłem, że to jest to coś, co kocham i wracam do tego. Zbudowałem mocne fundamenty i od października działam już na własną rękę. Złapałem paru ciekawych klientów, robimy coraz ciekawsze projekty i wszystko jakoś się kręci. Na razie „melonów” z tego nie ma, ale jest dużo dobrej zabawy, pracy twórczej i satysfakcji. Na duże pieniądze jeszcze przyjdzie czas, bo mój Melonstudio rozwija się z dnia na dzień. Pomału kompletuje się zespół ludzi, zobaczymy jak to dalej pójdzie. Generalnie cel został osiągnięty!
  • [Rozwój] Napisanie licencjatu i rozpoczęcie magisterki. Studia mimo wszystko dają bardzo dużo.Tak napisałem rok temu. Po roku uważam, że moje studia gówno dają. Licencjat oczywiście napisałem, obroniłem, na magisterkę się dostałem ale przestaję czuć w tym sens. Nie chce mi się siedzieć w twardych ławach na uczelni, nudzę się i przestaje mi to dawać satysfakcję. Niemniej cel zrealizowałem, a co będzie się z tym działo dalej, to życie pokaże : )
  • [Rozwój] Przebiec maratonHa! I to nawet przebiegłem dwa. Ten punkt świetnie pokazuje, że nie robi się tego wszystkiego dla zasady wykreślenia z listy i zapomnienia. W bieganie naprawdę się wciągnąłem i przebiegłem maraton krakowski i warszawski. To nie koniec, bo bieganie daje mi ogrom satysfakcji, odskocznię od codzienności i coś czuję, że będą kolejne medale : )
  • [Relacje] Utrzymać relacje z ludźmi na takim poziomie jak teraz. Poznać wielu wspaniałych ludzi.Ten punkt to najważniejszy punkt z wszystkich celów. Dlaczego to napiszę później. Niemniej jednak złapałem dużo przemyśleń na ten temat. Cel został zrealizowany w 100%
  • [Rozwój] Nauczyć się nowego języka obcegoHehe teraz nadszedł czas na małe porażki. Okazuje się, że nie tak łatwo nauczyć się języka obcego. Jest jednak ogromny postęp- zacząłem się uczyć hiszpańskiego i jeżeli wierzyć mam wszystkim obliczeniom to kończę poziom A2. Oczywiście to tylko oznaczenie poziomu, które w praktyce nie ma żadnego przełożenia. Zacząłem jednak coś mówić i nawet jadąc autostopem po Hiszpanii byłem w stanie sklecić kilka zdań. Do zrobienia jest jednak dużo. Najważniejsze jednak, że strasznie polubiłem naukę tego języka. Bardzo mi się podoba to, że nastawiłem się do tego optymistycznie. Do niczego się nie zmuszam, podchodzę do tego totalnie na luzie. Jest pięknie : ) Cel nie został zrealizowany w 100%, ale jestem bardzo zadowolony z efektów jakie poczyniłem.
  • [Biznes] Rozwinąć dochód pasywny do 1000zł miesięcznieSamo określenie takiego celu to jakaś porażka. Zrozumiałem to w marcu i po prostu postanowiłem zostawić to w spokoju. Zmieniłem trochę swoje przekonania na ten temat i zdecydowałem się skupić na punkcie drugim- MelonStudio.

Czego się nauczyłem?

Nauczyłem się niesamowitych rzeczy.

Przywiązanie do ludzi

Po pierwsze nauczyłem się przywiązywać do ludzi. Kiedyś tak nie miałem, bo zawsze wokół mnie była spora grupa ludzi. Nauczyłem się doceniać pewne przyjaźnie, pewnych ludzi i to jak dużo mi dają. Zrozumiałem jak ważne jest, aby mieć wokół bliskich przyjaciół. Kiedyś trudno byłoby mi wybrać 5 najbliższych osób- teraz nie mam wątpliwości kim one są. Dziękuję wszystkim, którzy byli wokół mnie w tym roku. Nawet niektórzy sobie nie zdają sprawy, jak wiele teraz dla mnie znaczą. Nigdy w życiu tak nie miałem, że siedzę wieczorem w domu, czegoś mi brakuje i łapię się na tym, że brakuje mi towarzystwa pewnych ludzi. Nagle łapię za telefon, dzwonie i pół godziny później zbieramy się wszyscy razem w jednym miejscu. Okazuje się wiec, że wcześniej byłem bezduszną maszyną.

Pewność siebie

Kolejna rzecz jakiej się nauczyłem ,to pewność siebie. Nigdy nie miałem z tym problemów, ale jednak coś mnie blokowało w pewnych momentach. Było tak, że miałem np. gorszy dzień i czułem się jakiś taki „wypluty”. Zauważyłem jednak, czemu tak się dzieję. Powód był taki, że oszukiwałem samego siebie. Gdy postanowiłem być uczciwy w stosunku do samego siebie, nagle poczułem się lepiej. O co chodzi? Przykładowo ktoś o coś mnie prosi, na co ja nie mam całkowicie ochoty. Kiedyś, zazwyczaj się zgadzałem, teraz często odmawiam. Dużo pomogła mi tu pomoc mojej koleżanki, która napisała e-booka na ten temat. Pozytywny egoizm jest bardzo wskazany i dziękuję Ci, Ewelina, że w niektórych momentach mogłem przyjść do Ciebie na kawę, usiąść na kanapie, pogadać i podejmować łatwiej decyzję. Gdyby nie to, to pewnie zasuwałbym teraz na etacie : D
Reasumując- warto być nieskazitelnym w tym co się robi i mówi. Często warto mówić to, co ma się w myśli, bo mózg podpowiada nam dobre rzeczy.

Luzowanie życia

Następny punkt. Nauczyłem się „luzować”. O co chodzi? Przytoczę tutaj komentarz jednej z czytelniczek:

„no zwykle jak się kładę do łóżka to się przypomina mi cały dzień i wszystko to co mnie stresowało przypominam sobie wszystkie obowiązki które miałam wypełnić czy dobrze to zrobiłam, co ludzie sobie o mnie pomyśleli itp ;/ i czasem to mnie wkurza ze nie mogę się położyć spać z takim otwartym umysłem tylko w głowie natłok myśli;/ Michale może mi powiesz jak to się robi że w niektórych sytuacjach wyłącza się niepotrzebne myśli? ja tak nie potrafię pamiętam w klasie maturalnej w ogóle nie mogłam się zrelaksować i odpocząć porządnie bo tylko myślałam o maturze, a teraz tylko myślę o zaliczeniach na studiach i ciągłe życie w stresie jak się tego pozbyć? imprezy też czasem mam zwalone bo myślę o czymś innym np czy nie za późno wrócę do domu…generalnie zero luzu… „

Miałem dokładnie to samo. Nie potrafiłem zresetować mózgu i przykładowo szedłem na imprezę, to choć tam byłem ciałem, to myślami byłem wśród rzeczy, które powinienem robić, zrobić, albo które mam dopiero zrobić. Ciągłe pędzenie za czymś- to bez sensu. Przestałem się przejmować niektórymi sprawami. Zrozumiałem, że nie jestem banknotem 100 dolarowym, który musi się podobać każdemu, też mam prawo do porażki i życia prywatnego. Zacząłem żyć trochę bardziej spontanicznie- zwłaszcza w końcówce roku. Raz podjąłem decyzję z minuty na minutę o małym wyjeździe do Gdańska i godzinę później siedziałem w pociągu dzwoniąc do rodziców, że jednak nie przyjadę na weekend. Zacząłem więcej spotykać się ze znajomymi bez myślenia o tym, że jutro trzeba koniecznie wstać o tej 6, żeby coś ogarniać. Nabrałem dystansu do wszystkiego i wiecie co? To jest wspaniałe uczucie. Świetnie się z tym czuję, bo gdy np. mam ochotę coś zrobić to robię to. Dużo jest oczywiście jeszcze do zrobienia, ale trenuję stawiając się w co raz to nowszych i trudniejszych sytuacjach : )

Jakie emocje towarzyszyły mi w tym roku?

Radość, satysfakcja, złość, zmęczenie, przygnębienie, radość, szczęście, szczęście i jeszcze raz- szczęście. Jak widzicie jest to mieszanka emocji, bo nigdy nie jest idealnie. Trzeba przeżyć zimę, by poczuć wiosnę itp. Ta złość występowała gdy np. coś nie szło po mojej myśli, przygnębienie gdy miałem jedną niewyobrażalnie trudną sytuację, na którą nie mam wpływu, do tego stopnia, że aż płakałem, ale potem przychodziła radość , satysfakcja zadowolenie. Tych pozytywnych było bardzo dużo i przeważały zdecydowanie.

Plany na następny rok?

Brak. Brak konkretnych celów do odhaczenia i zrobienia. Zobaczymy jakie będą tego efekty, ale tak naprawdę lista celów na 2011r. nie motywowała mnie specjalnie do działania. Po prostu robiłem swoje, a potem gdzieś w połowie roku zauważyłem, że zapomniałem o tym, a mimo wszystko realizuje to co chcę. Niech się dzieje, co chce. Co ja chcę! 

Zbliżają się Święta : )

Za parę godzin zasiądę do wigilijnego stołu, więc pora kończyć. Wiem czego będzie mi życzyć rodzina- żebyś studia skończył, żeby się firma rozwijała itp. Oczywiście miłe to, ale kurcze, jaki to ma sens?

Zobaczcie, często utożsamiamy szczęście z daną czynnością lub rzeczą. Efektem takich życzeń jest to, że czujemy się załamani, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli. A jak np. firma mi się nie rozwinie to będzie coś złego? Mam być przez to smutniejszy? A jeżeli studiów nie skończę teraz to świat się zawali? Oczywiście, że nie! Myślę, że trzeba nauczyć się być szczęśliwym bez względu na to czy coś się ma czy nie, bez względu na to czy się osiągnie sukces w danej dziedzinie czy nie. Trzeba nauczyć się cieszyć z samej drogi na szczyt a nie z jego zdobycia. To tak, jak z moją podróżą do Maroka. To, że coś poszło nie po mojej myśli i musieliśmy wrócić autobusem, wcale nie przekreśliło tego, że to był zajebisty wyjazd i wiele przeżyłem.

Dlatego w tym roku – życzę Ci, abyś był po prostu szczęśliwy. Bez względu na to, czy osiągasz swoje cele czy nie, czy realizujesz się w tym co robisz czy nie- po prostu naucz się być szczęśliwy. Nie trzeba wcale robić wielkich rzeczy, aby być bardzo zadowolonym ze swojego życia. Szczęście nie wynika z tego co wokół, szczęście wynika z tego co wewnątrz. Niech dusza Ci się cieszy z wszystkiego, co Cię spotyka. Gdy się tego nauczysz to wszystko będzie łatwiejsze i przyjemniejsze : ) Uśmiechów na twarzy w te święta!

Aha, jeszcze zgodnie z nową tradycją na blogu- dla ciekawskich opisy fotek.

  • Pierwsze zdjęcie zrobione w Indiach. Poszło z aparatu współtowarzysza podróży, Artura
  • Druga fotka ze wspólnej wigilii z naszą grupką przyjaciół. Wspaniali ludzie.  Jeden z nich- Tokarski obecnie siedzi w Chinach dlatego był dostępny na skype. Tokarski ciekawie bloguje o swoim pobycie w Chinach
  • Trzecia fotka to Chefchaufen w Maroku. Niebieskie miasteczko, niczym wioska smerfów
  • Czwartak fotka to jezioro Songsvann, w Oslo.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak cieszyć się z życia?