Wstałem z kanapy

Drodzy Czytelnicy!

Piszę do Was, bo chcę się do czegoś przyznać. Do czegoś, czego bardzo żałuję i za co jest mi wstyd… Przez ostatni rok całkowicie się zapuściłem – przestałem się ruszać i uprawiać sport.

Kiedyś regularnie trenowałem. Brałem udział w maratonach, biegach górskich. Wszystko oczywiście amatorsko, ale tego typu wyzwania prowadziły do tego, że systematycznie się ruszałem. Te kilka treningów w miesiącu, nawet po parę kilometrów, sprawiały, że czułem się dobrze. Dzięki temu, że stawiałem sobie jakieś sportowe wyzwanie (półmaraton, maraton, Kierat na 100 km, Bieg Rzeźnika), chciało mi się być aktywnym, a zrealizowanie danego celu pozytywnie wpływało na moją samoocenę i zadowolenie z siebie. Po prostu byłem dumny, że udało mi się to zrobić. Dopiąć swego.

Niestety w pewnym momencie coś się skończyło. Bieganie zaczęło mnie nużyć. Większe zaangażowanie w firmę sprawiło, że czasu na sport było mniej. Wracałem do domu i czułem się zmęczony. Tak bardzo, że wyjście na krótką przebieżkę nie wchodziło w grę. Kładłem się na wersalce, odpalałem Netflixa, zamawiałem jedzenie przez internet  i tak mijał mi wieczór, do momentu, aż nie zasnąłem.

Początkowo nie odczuwałem efektów takiego sposobu spędzania wolnego czasu. Jestem typem człowieka, który raczej nie tyje. Co jakiś czas grałem też w piłkę na hali, więc jakaś odrobina sportu istniała w moim życiu, co sprawiało, że… miałem dla siebie wytłumaczenie.

Nie sądziłem, że kiedykolwiek mnie to spotka, ale zacząłem widzieć negatywne skutki tego niezdrowego trybu życia. Inna sylwetka, inny sposób poruszania się i najważniejsze – inny sposób myślenia. Pojawiający się w pracy stres nie miał gdzie „ulecieć”. Zaczynałem być nieznośny, a w głowie kłębiły mi się złe myśli. Zdarzało się, że nie nie spałem w nocy, próbując rozwiązać różne problemy, które wymyślała sobie moja głowa. To było samonapędzające się koło, bo będąc zmęczonym i niewyspanym, następnego dnia nie mogłem np. podejmować dobrych decyzji w pracy. Tym samym dawałem swojej głowie nowe składniki do produkcji kolejnych złych myśli…W tym miejscu chciałbym przeprosić wszystkie osoby, które spędzają ze mną najwięcej czasu – moich bliskich czy współpracowników. Byłem nie do zniesienia.

Gdzie podział się dawny Maju, który tryskał energią i uśmiechał się, nawet gdy nie wszystko szło, jak należy? Gdzie Maju, który potrafił stawiać czoła różnym wyzwaniom codzienności? W końcu zdałem sobie sprawę, że jest po prostu źle. Do takiego stanu nie doprowadziłem się jeszcze nigdy w życiu. Nawet w czasach studiów, łącząc pracę, uczelnię, imprezy i podróże, potrafiłem znaleźć czas na ruch. NIGDY NIE BYŁO AŻ TAK ŹLE.

Zbierało się to we mnie już jakiś czas, ale w końcu podjąłem decyzję. To nie było postanowienie – po prostu decyzja. A to różnica. Decyzję zawsze podejmuję z jednego z dwóch powodów: albo czegoś bardzo mocno pragnę, albo mam czegoś kompletnie dość. Dla mnie decyzja jest ponad postanowieniem czy celem. Naprawdę, w głębi serca miałem już tego dosyć. Pod koniec listopada, będąc w Tajlandii, postanowiłem, że JUŻ WYSTARCZY. Po powrocie do Polski, od początku grudnia zacząłem wreszcie się ruszać. Wróciłem do biegania oraz dodałem coś nowego – pływanie.

Wróciła mi energia do biegania. Zacząłem od krótkich wybiegań po 4-5 km, a obecnie robię już po 10-13 km w swoim dobrym tempie. Podczas jednego z treningów znów poczułem to, co kiedyś – dumę i zadowolenie z tego, co robię. Jest w bieganiu coś takiego, że w pewnym momencie, gdy dasz się ponieść i odpłyniesz myślami, to dostaniesz jakiś taki dopływ szczęścia. Bardzo za tym tęskniłem i… wreszcie znów to poczułem.

Od ponad 2 miesięcy regularnie chodzę na basen. Woda zawsze była mi bliska i pływam dobrze, ale ostatnie kilka lat było pod tym kątem istną pustką. Po „wielkim powrocie” byłem zmęczony już po kilkudziesięciu metrach! Teraz pływam po 2 km podczas jednego treningu i robię to w czasie poniżej godziny. Widzę ogromny postęp, a przecież to zaledwie kilka wyjść na basen. Z resztą, chwaliłem się Wam tym ostatnio na Facebooku.

Zacząłem jeździć też rowerem. Ogólnie czuć w powietrzu triatlon i powiem Wam więcej – już nawet się zapisałem na jeden :) 

To tylko 2 miesiące aktywności, a już widzę, jak wiele rzeczy poprawiło się w moim życiu:

  • Wrócił mi zdrowy sen. Wreszcie bez problemu zasypiam, przesypiam całą noc i rano budzę się wypoczęty. Jestem pewien, że sport ma na to ogromny wpływ.
  • Jestem mniej zestresowany. Z większą radością chodzę do biura, praca zaczęła sprawiać mi frajdę. Widzę sens tego, co robię.
  • Przestałem się zamartwiać. Nawet gdy sprawy nie idą po mojej myśli, to nie nakręcam się negatywnie, tylko szukam konkretnych rozwiązań. Wcześniej potrafiłem obudzić się w nocy i mielić w głowie jakiś zupełnie błahy temat.
  • Polubiłem siebie. Czuję, że mój organizm jest zdrowszy.
  • Czuję się spełniony i zadowolony, a dzięki temu lepiej wypadam na różnego rodzaju spotkaniach. Wrócił mi entuzjazm, którym wpływam też dobrze na ludzi.

Poprawa jednego elementu wywołała lawinę zmian w różnych innych aspektach mojego życia. Efekt domina.

Szanowni Czytelnicy, w tym niecodziennym liście chcę Was nie tylko przeprosić, ale też złożyć obietnicę:

Ja, niżej podpisany Maju, oświadczam, że już nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu. Nie zalegnę na kanapie na tak długi czas, który spowoduje negatywne zmiany w mojej głowie i całym organizmie. Świadomy praw i obowiązków związanych z taką deklaracją, uroczyście oświadczam, że będę regularnie uprawiał sport. Choćby w małych ilościach – ale regularnie.

Ślubuję szukać kolejnych wyzwań fizycznych, które będą mnie motywowały do działania. Będę próbował nowych dziedzin sportowych, tak aby regularnie rozwijać swoje ciało oraz umysł i stawać się każdego dnia lepszym, sprawniejszym. Obiecuję dbać o to, by te moje małe treningi były źródłem dumy i zadowolenia.

Podpisano dnia 26.02.2020r.  w obecności kilku tysięcy ludzi z internetów,

Wasz Maju ☺

PS Forma lista ma oczywiście charakter żartobliwy i należy to traktować z przymrużeniem oka. Zdaje sobie też sprawę, że na moje samopoczucie, bezsenność itp. wpływało wiele czynników, nie tylko brak sportu, ale widzę jak dużo to zmienia. Krótko mówiąc – opłaca się ruszyć dupę :) 

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Raport z życia #1 – Ruszyłem z treningami!