Wypad regeneracyjny do Paryża + spełnione marzenie

Kilka dni temu wybrałem się do Paryża. Pojechałem, bo od kilku miesięcy skupiony byłem na pracy i po prostu potrzebowałem małej odskoczni od rzeczywistości.

Poza tym, ostatnio dużo się działo i jakoś potrzebowałem nabrać do tego wszystkiego dystansu. Kilka tygodni temu kupiłem tanie bilety. Decyzja była szybka – wstałem rano i po prostu poczułem potrzebę wypadu gdzieś za granicę. Kilk, klik i Paryż za 150zł kupiony.

Jak wyjazdy to z pewnymi osobami

Polecieliśmy we dwóch – ja i Górecki. Góreckiego mieliście okazje już poznać w relacji z wyjazdu stopem do Maroka. Kiedyś też byliśmy w Berlinie, razem patroszyliśmy łososie na Alasce itp. Dlaczego znów z Góreckim? Z paru względów, z Góreckim jest zawsze krótka piłka – jeden telefon i decyzja – albo jedziemy, albo nie. Nie ma „przemyślę, zastanowię się i dam Ci znać za dwa tygodnie”. Ponadto z Góreckim podróżuje się bardzo pozytywnie, bo mamy podobny styl zwiedzania, zbliżony budżet, śmieszą nas te same rzeczy i ogólnie następuje pełna synchronizacja mózgów.

Jak jest sytuacja poważna, to potrafimy odpowiednio się zachowywać, ale jak jest „luzowanie bananowca” i zabawa, to potrafimy z z uśmiechem na mordzie nieść dwa monitory 17-calowe przez ulicę Paryża, jeździć na nartach na Saharze, grać w hokeja głową łososia na Alasce czy choćby iść do cukierni o 22 w Krakowie na kremówkę : ) Ach, co to była za kremówka!

I jak ten Paryż?

Paryż jak to Paryż. Luwr, wieża Eiffla i Katedra Notre Dame. Podobał mi się, ale jak to się mówi, „jaj nie urwał”. Mimo to, z całego wyjazdu jestem bardzo zadowolony, bo standardowe zabytki to nie wszystko. Cholernie potrzebowałem tego wyjazdu, żeby nabrać dystansu do wszystkiego i chyba się udało, bo odkąd wróciłem, jestem nakręcony jak króliczek z reklamy Duracell. Znów chce mi się wszystko robić i w dodatku daje mi to dużo satysfakcji – jak dawniej. Co tak podobało mi się w Paryżu?

  • Wino i ser. Co to za kraj, gdzie butelka wina jest tańsza od paczki gum Orbit.! Toż to wody mineralnej nie opłaca się kupować : ) A ser? W Polsce jakoś bardzo serowy nie byłem, nie jadłem zbyt często, ale w Paryżu po prostu pokochałem ser. Nasze obiady i kolacje we Francji to butelka wina + ser z bagietką. Coś pięknego : )
  • A co do obiadów, to oczywiście w plenerze. Podobami się we Francji to, że ludzie lubią piknikować. Pamiętam, jak w sierpniu jechaliśmy autostopem przez Francję, wtedy zwróciłem uwagę na to, że w popołudniu wszyscy siedzą na trawnikach i raczą się przysmakami. Coś pięknego. Chyba zacznę propagować podobne pikniki w swoim otoczeniu w Krakowie.

  • Co do wina, to jest trochę gorzej. Mieliśmy jedną nieciekawą sytuację, kontrolę policji. Oczywiście, udaliśmy wariatów: „Aaaaale jak tooo? Myśleliśmy, że w Francji wino można pić,bla bla bla”. Uwierzyli, ale musieliśmy się jeszcze poddać dokładnemu przetrzepaniu w poszukiwaniu narkotyków. Przeszukiwanie było tak dokładne, że panowie odkryli w moim plecaku kieszonkę, o której istnieniu nie wiedziałem. Wszystko dobrze się skończyło : )
  • Lasek Buloński. Las w centrum miasta. Wesołe miejsce, zwłaszcza nocą.
  • Luwr. Co się nachodziłem, to moje. Dawno mnie tak nogi nie bolały. Tak wchodząc w temat, to macie tak, że chodząc po muzeum, strasznie bolą Was nogi? Po maratonie tak mnie nie bolały. Mam tutaj swoją teorię – podczas chodzenia po górach czy biegania nogi mniej bolą, bo pracujemy na różne sposoby – raz szybciej raz wolniej, raz w górę raz w dół itp. Po muzeum chodzimy tym samym tempem i nogi się nudzą, dlatego tak to czuć. Niemniej jednak, Luwr mocno mnie zainspirował.
  • Wieże Eiffla. W dzień kawał złomu, w nocy piękna. Widok z góry niesamowity. Na drugi poziom wbiliśmy po schodach, niestety wyżej trzeba było windą, a szkoda.

Spełnione marzenie

Udało mi się spełnić jedną rzecz z listy marzeń. Odkąd zacząłem trenować parkour, zawsze chciałem zobaczyć miejsca, na których narodził się parkour i oczywiście potrenować na nich. Jest na przedmieściach Paryża miasteczko Evry, gdzie, można tak w skrócie powiedzieć, powstał parkour. Nie było więc wyjścia. Razem z Góreckim wsiedliśmy do kolejki miejskiej i na gapę pojechaliśmy trenować parkour : )

Niesamowita radość. Czułem się jak w małpim gaju. Obskakałem miejsca, na których trenowali najlepsi i zauważyłem, że… jestem miękka mała. Nabrałem ogromnego respektu do osób, które robią taaakie rzeczy na tych miejscach. Widząc wcześniej je na zdjęciach, myślałem, że sam też dam radę spokojnie po nich biegać. Nic bardziej mylnego : )

Niemniej jestem strasznie zadowolony z wyjazdu.

Reasumując…

Dziękuję Czarkowi za nocleg. I to nie byle jaki! Wieczorne wypady na miasto, głupawki z monitorami, rurami, przesiadywanie na ławkach, ciekawe rozmowy… O lokalizacji 5 minut od wieży Eiffla już nawet nie wspominam.

Odsapnąłem, odpocząłem, naładowałem się bardzo pozytywną energią, na której już jadę ponad tydzień. Czuję coś dobrego w powietrzu. Też to teraz macie? Każdy oddech to tankowanie w siebie mocy. Chce się więcej i lepiej, wszystko zaczyna nabierać sensu. Jest super!

Na koniec kilka luźnych fotek:

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Emocje społecznie modyfikowane