Motywacja do nauki języka obcego

Od jakiegoś czasu pracuję nad podwyższeniem poziomu mojego języka angielskiego. Posługuję się nim od kilku lat, ale zawsze olewałem gramatykę i popełniałem sporo błędów. Jednak ostatnio bardzo dużo zmieniło się w moim myśleniu na temat języków obcych.

 

Dlaczego nauka języka, jaką znamy, nie ma sensu?

Większość osób uczy się języków obcych w sposób klasyczny. Ludzie wykupują kurs w szkole językowej i chodzą tam dwa razy w tygodniu. Raz na 3 miesiące zdają test, który tworzy pozory znajomości języka. Wszystko wygląda pięknie – do czasu, gdy chcą wykorzystać swoje umiejętności w praktyce. Nagle pojawia się strach.

Miałem tak z językiem angielskim. Bałem się mówić i, gdyby nie wyjazd na Alaskę, chyba do tej pory nie potrafiłbym się przełamać. Byłem postawiony pod ścianą i po prostu nie miałem wyjścia. Musiałem iść do amerykańskiego urzędu załatwić NIP. Gdy podchodziłem do okienka, to pot lał mi się z czoła. Później wyprawa do banku i otworzenie amerykańskiego konta. Założyłem je, nie rozumiejąc połowy tego, co mówił do mnie sympatyczny bankier gej. Wyrobioną wtedy kartę ciągle trzymam w portfelu na pamiątkę.

Od tamtego wydarzenia minęło kilka lat. Moja znajomość angielskiego wciąż nie jest jakaś super, popełniam masę błędów, ale już nie boję się mówić. Wiem, że zawsze się dogadam.

Podróże zmusiły mnie do przełamania lęków i pokazały, że jeżeli nie masz prawdziwej motywacji, to nie nauczysz się języka. Dam Ci przykład: Jeżeli dostałbyś propozycję rewelacyjnej pracy za świetne pieniądze, ale pod jednym warunkiem – masz dwa miesiące na nauczenie np. włoskiego – to dałbyś radę to zrobić? Oczywiście, że tak! Bo miałbyś do tego sensowną motywację.

Kiedyś chciałem nauczyć się hiszpańskiego. Zapisałem się nawet na kurs, chodziłem, jakąś tam wiedzę zdobyłem, ale nie miałem wystarczająco mocnego powodu i nauka mijała się z celem. Wiem, że pewnego dnia kupię bilety lotnicze do Ameryki Południowej i to będzie mój motywacyjny zapalnik. W miesiąc przed wyjazdem, i później w podróży, nauczę się więcej, niż gdybym przez rok chodził na kurs bez większego planu.

keywest2

Kompleks językowy

Zawsze uważałem, że mój angielski na poziomie „komunikatywnym” jest wystarczający – bo był. Ale nagle odkryłem sens polepszenia moich umiejętności w tym zakresie. Ten sens to praca w języku angielskim. Od jakiegoś czasu pracuję z klientami zagranicznymi. Jest w porządku. Dogadujemy się, wystawiam faktury, a pieniądze wpływają na konto, klienci zadowoleni jak Duda po wyborach. Ale mam kompleks na punkcie mojego angielskiego. Chęć pozbycia się tego kompleksu jest właśnie moim sensem motywującym do nauki.

Zdałem sobie sprawę, że poprawa mojego poziomu angielskiego wpłynie na szybkość wykonywanej pracy, dzięki czemu posypią się kolejne ciekawe zlecenia z całego świata, od Dubaju po Murmańsk. A takich pragnę.

Jak pracuję nad językiem?

Nie potrafię po prostu siąść i się uczyć. Są ludzie, którzy dają radę, ale mnie to po prostu nudzi. Jestem człowiekiem czynu i znalazłem sobie bardziej praktyczne metody nauki.

  • Słucham zagranicznego radia, głównie BBC. Pokochałem je. Koniec z reklamami tabletek na erekcję i preparatów przeciwgrzybicznych. W BBC nie ma reklam. Mam już swoich ulubionych prowadzących i audycje. Na początku nie rozumiałem za wiele, ale teraz widzę, jak wiele jestem w stanie wyłapać, nawet słuchając go tylko w tle.
  • Chłonę zagraniczne podcasty. Głównie trzy ulubione: Pata Flynna, Natalie SissonTropical MBA Podcast. Wszystkie z nich dotyczą internetów / prowadzenia firmy w sieci, a ta tematyka ostatnio najbardziej mnie kręci.
  • Zacząłem czytać zagraniczne blogi podróżnicze i te związane z biznesem internetowym. Kiedyś miałem postanowienia, żeby czytać dziennie np. jeden artykuł z zagranicznego portalu, ale nie sprawdzało się to z jednego, wspomnianego już zresztą powodu: brak większego celu. Czytając blogi podróżnicze / biznesowe, trafiam na swoją tematykę. Widzę, że ma to większy sens, bo często czymś się zainspiruję i wiedza, na którą tam trafiam, po prostu mi się przydaje.

keywest

  • Gdy oglądam filmy, które w oryginale są po angielsku, słucham ich świadomie. Co innego po prostu oglądać film z napisami, a co innego oglądać i słuchać. Kiedyś się na tym nie skupiałem, teraz lubię od czasu do czasu zamknąć oczy i spróbować zrozumieć kilkusekundowy dialog. Albo na jakiś czas przestać zerkać na napisy. A czasem po prostu włączyć napisy angielskie.
  • Mam w planach zrobienie jakichś kursów w języku angielskim. Chodzi mi o kursy branżowe, związane z projektowaniem graficznym. Już sobie nawet upatrzyłem kilka, które mnie interesują i powoli zacieram na nie ręce. Problem w tym, że są dość drogie i dopiero we wrześniu będę mógł sobie na nie pozwolić.
  • Zaczynam świadomie stosować dotychczasową wiedzę. Gdy piszę maila po angielsku, to zaczynam zwracać uwagę na formę. Kiedyś pisałem, co mi ślina na język przyniesie, naciskałem „Wyślij” i sprawa była zamknięta. Teraz staram się znaleźć jakieś trudniejsze słówka, idiomy, ciekawe zwroty. Oczywiście przy okazji staram się też je zapamiętać. Podobnie z rozmowami na Skypie.

Mój poziom angielskiego nadal uważam za marny, ale widzę, jaki zrobiłem postęp. Gdy pierwszy raz rozmawiałem przez Skype’a po angielsku to miałem mokro ze strachu. Do pierwszych rozmów przygotowywałem się solidnie, gdy odpalałem Skype’a, to wyłączałem wszystkie inne okna. Bez pełnego skupienia nie byłem w stanie zrozumieć rozmówcy.

Pewnego dnia odkryłem, że rozmawiam z klientem, słucham go i w tym samym czasie przeglądam Facebooka i Wykop. Wiem, to złe i niedobre, ale wtedy bardzo mnie to ucieszyło :)

Pracuję więc nad tym dalej i idzie mi naprawdę dobrze. A wszystko dlatego, że znalazłem w tym większy sens. Nauka języka mija się z celem, jeżeli nie stoi za nią większa idea, która jest dla Ciebie ważna. Jak sam nie postawisz się pod ścianą, to niewiele się nauczysz.

A fotki w dzisiejszym wpisie z Key West w USA.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Agata

    Dzięki za ten tekst! Czytając Ciebie i to, co piszesz o swoich podróżach miałam wrażenie, że jesteś na jakimś megazaawansowanym poziomie z angielskiego. A tak to się człowiekowi raźniej zrobiło ;) I od razu motywacja w górę poszła ;)

    • No co ty. Ja nie mam umiejętności językowych, trudno mi przychodzi nauka. Ale jakoś sobie zawsze daje radę :) Najważniejsze to pozbyć się kompleksu i potem już leci ;)

  • Mówisz, że zacząłeś czytać różne zagraniczne blogi. Może polecić coś dobrego? :) Sam od jakiegoś czasu również staram się rozwijać swoje umiejętnośći językowe i szukam czegoś co może mi w tym pomóc :)

    • – Nomadic Matt – uwielbiam, bo język bardzo do mnie trafia.
      – Ytravel blog – trochę rodzinne klimaty, ale też ciekawe.
      – Tim Ferris – Bloga czytam, podcastów jakoś słuchać nie mogę

      – Patt Flynn – Człowiek inspiracja biznesowa. Do tego ma bardzo przyjemny akcent. Dobrze i łatwo się go słucha. Puść sobie jakiś jego materiał video i odkryjesz jak dużo rozumiesz :)

  • Uczyłam się niemieckiego 11 lat, w podstawówce i gimnazjum nawet odnosiłam sukcesy w konkursach na poziomie województwa, matura z palcem w dupie (tylko na poziomie podstawowym :p) i prawda jest taka, że ledwo wyslawiam się w tym języku. Równie pochyla zaczęła się od LO i mam wrażenie, że z każdym dniem zapominam więcej…
    Angielskiego zaczęłam się uczyć w LO i od początku szlo lepiej niż z niemieckim. Niby wcześniej się nie uczylam, ale ten język jest wszędzie filmy, muzyka – no chyba każdy łapie podstawy języka, którego słucha codziennie. Mi mówić pomogły podróże (choć pierwsza większą podróż do RPA pod względem językowym była baaaardzo trudna). Mi z mówieniem pomogła szkoła metoda Callana, wiele osób krytykuje bezmyślne powtarzanie… a dla mnie to była idealna metoda wbijajaca do głowy słówka i całe formy gramatyczne. Pomogło mi to bardziej niż tradycyjne nauczanie, które mnie męczy.
    Jednak wciąż wstydzę się mówić, ciężko zacząć mi rozmowę :/ lepiej było jak jeździłam stopem, bo on zmusza do rozmów nawet ktoś zamknięty musi się odzywać. Szkoda, bo mój chłopak w ogóle nie chce słyszeć o stopie :(
    Z blogów czytam rodzinę bez granic po angielsku, choć nieregularnie.
    No i czytuje artykuły branżowe po angielsku, ale zawsze ze słownikiem, bo zależy mi na pełnym zrozumieniu. Niektóre rzeczy w ogóle tłumacze sobie na polski, robiąc streszczenie.
    Poza tym internet jest pełen książek po angielsku na czytnik. Ja mam wygranego Harrego Pottera na Kindla :D i co jakiś czas odpalam kolejny tom. W przeciwieństwie do artykułów branżowych nie zależy mi ją 100% rozumieniu, wiec słownik można sobie odpuścić… ale w sumie na Kindlu wystarczy kliknąć słowo i wyświetla się angielska definicja :)

    • Chodziłem w swoim życiu do kilku szkół językowych i chyba Callan mi najlepiej podszedł. Na pewno najwięcej z niego wyciągnąłem i chyba dzięki tej metodzie, nie znając jakiegoś słowa umiem szybko znaleźć zamiennik, z wypowiedzi kogoś innego łapać „słowa klucze”, które pozwalają zrozumieć mi wypowiedź nie znając wszystkich słów itp. No Callan mi dużo dał :)

  • Warto chodzić na różne „Language Meeting” gdzie można rozmawiać z obcokrajowcami, a te spotkania pewnie są w każdym większym mieście organizowane :)

  • Imm

    Hm… W jednej z książek które czytam wyłapałem słuszna uwagę- my uczymy się po prostu źle. Uczymy się innych znaczeń. Uczymy się, że dom to po angielsku house. Ale jeśli wyjedziemy i będziemy zmuszeni do innego języka, house nie będzie już synonimem słowa dom- house będzie oznaczało deski, fundament, budowle. Mam nadzieję, że napisałem to w miarę zrozumiale :)

    • Daniel

      Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, czy to miał być tylko przykład bez pokrycia ale wydaje mi się że house to faktycznie znaczy dom :-). Mógłbyś wytłumaczyć o co chodzi bo mnie to zainteresowało.

      • Imm

        Welp, nie tłumaczę zbyt dobrze. Tu fragment o którym pisałem

      • Mania

        House to jest rodzaj budynku. A dom w sensie miejsca zamieszkania to jest Home. Anglicy mają to lekko rozróżnione.

  • Jak lubisz słuchać podcastów i klimaty zombie apo, to polecam podcast http://www.werealive.com/ – po pierwsze ma ciekawy i niezbyt szablonowy klimat, a po drugie jest odgrywany przez kilkunastu aktorów, każdy oczywiście ze swoim akcentem (jest na przykład Latynos i Hindus), więc można się osłuchać. Wadą (jak dla kogo :)) może być skomplikowany język, przesycony slangiem.
    Ale słucha się przyjemnie, no i jest tego trochę – 4 sezony po 12 odcinków, razem jakieś 50 godzin zabawy :)

    • Oooj spróbuje. Dzięki :) Ostatnio słuchałem podobny podcast, tylko w postaci kryminalnych zagadek.

  • Muszę przyznać, że ja tez chodziłam na hiszpański ale nic z tego nie wyszło. To tak jak piszesz -brak celu. W angielski mam problemy z mówieniem i nawet podróże czy autostop nie pomagają bo zawsze jest ktoś przy mnie kto dużo lepiej sobie radzi z tym językiem. Chętnie przeczytałabym jakie blogi anglojęzyczne czytasz :)

  • Oj Michale, rozumiem Cię doskonale :D Szczególnie dlatego, że za dwa dni czeka mnie poprawka z j. hiszpańskiego, ale nawet ten fakt nie daje mi jakiejkolwiek motywacji, żeby się nauczyć (szczególnie, że mogę przejść na warunku).
    Zaś z drugiej strony, jak słyszę amerykana, który mówi np. ze sceny, a ja jestem w stanie to zrozumieć – to pojawia się duma i chęć znalezienia tych kilku nowych słów, by zrozumieć jeszcze lepiej.

    Dobry wpis :)

  • Zgadzam się, że najlepszą metodą na przełamanie strachu przed mówieniem w obcym języku jest wyjazd. Wtedy nagle okazuje się, że umiesz więcej niż Ci się wydawało…
    Dzięki za zagraniczne podcasty – szukałam ostatnio podobnej tematyki:)

  • Iza

    Też mam kompleks języka angielskiego. Pierwszy raz zaczęłam mówić jak sama pojechałam w podróż i czuję, że daje mi to więcej niż nauka w szkole i na studiach. Ja w ogóle nie odnajduję się w tradycyjnym nauczaniu języka, nie rozumiem gramatyki, boję się mówić po angielsku na zajęciach bo tam po prostu TRZEBA mówić bezbłędnie, za głupi błąd „cięgi” i człowiek woli się już nie odzywać. Za to lubię uczyć się ang intuicyjnie, przez rozmowę albo powtarzając całe zdania. Na początku często ta intuicja zawodzi ale potem jest już coraz lepiej. Też zacznę słuchać BBC, dzięki za pomysł.

  • llostris

    Radio bez reklam <3 Chyba czas zapoznać się z BBC!

    Mnie poziom znajomości angielskiego bardzo podskoczył (z naprawdę niskiego poziomu jaki miałam na początku gimnazjum), jak zaczęłam spędzać sporo czasu na zagranicznym, anglojęzycznym forum – fenomenalna sprawa, bo czyta się dużo po angielsku, a przy okazji od czasu do czasu trzeba coś niecoś napisać, więc to niejako też jest jakieś przełamanie bariery językowej, przynajmniej w słowie pisanym ;)

    No i ogólnie z utrzymaniem względnie dobrego poziomu angielskiego nie jest aż tak trudno – jednak większość filmów, muzyki, ogromna ilość źródeł czy artykułów itd., jest w języku angielskim, więc kontakt z tym językiem jest dosyć stały. Niestety żeby powstrzymać regresję innych języków zazwyczaj trzeba się dużo bardziej napracować…

  • Szymon Kwiatkowski

    Michale, jakie konkretnie radia BBC polecasz do tworzenia sobie „środowiska do nauki języków” (pisze o tym Mateusz Grzesiak w „Success and Change” jak pamiętasz), bo trochę tego jest, BBC Radio 4,5? I jakie audycje jak i prowadzący najbardziej przypadły Ci do gustu? Sam stosuję tę metodę ale raczej skaczę po kanałach, a chciałbym bardziej ‚zaprzyjaźnić’ się z którąś ze stacji :)

  • Ja też polepszyłam swój angielski oglądając filmy w oryginale :) Dużo rozmawiałam po angielsku będąc niedawno w Hiszpanii przez dwa miesiące. Teraz tylko muszę popracować nad gramatyką. Tak sama dla siebie :)

  • gabra

    U mnie z kolei bylo tak, ze od zawsze wielka wage przykuwalam do gramatyki. W szkole, na studiach ciagle grama. W sumie sama ją lubiłam i sadzilam ze moj poziom angielskiego jest na dobrym poziomie. Do momentu kiedy zaczelam pracowac w hotelu, praktycznie sami obcokrajowcy. To był dramat. Co z tego ze pisalam piękne maile, z roznorakimi konstrukcjami, skoro przy normalnej gadce z klientem sie zacinalam i ledwo bylam w stanie wydukac na ktorym pietrze ma pokoj i o ktorej jest sniadanie… Teraz jednak po paru miesiacach pracy widze mega progres i nie jestem jedyna osobą ktora potwierdzi ze najlepsza metodą jest po prostu zywy kontakt i uzywanie jezyka w codziennych sytuacjach :)

  • Grzesiek Młyńczyk

    Osobiście, do nauki języka polecam stronę internetową Business Insider jest tam naprawdę wiele wartościowych artykułów, a ze względu na przejrzystość strony przyjemnie się je czyta. Warto zainstalować app o tej samej nazwie, zawsze to lepsze od przeglądania FB w międzyczasie. ;)

    Ja osobiście zrobiłem największe postępy językowe, gdy wyjechałem przed czterema laty do Niemiec jako Aupair. Tutaj nauczyłem się mówić płynnie po niemiecku i angielsku. Z hiszpańskim miałem podobny problem, mimo że uczyłem się codziennie przez ostatnie 5 miesięcy, to podczas mojego ostatniego wyjazdu do Meksyku przekonałem się, że dużo mi jeszcze brakuje żeby się swobodnie porozumiewać i muszę przyznać, że już na miejscu nauczyłem się więcej hiszpańskiego, aniżeli przez ostatnie miesiące. ;)

    Dlatego jeżeli ktoś chcę szybko przyswoić sobie jakiś obcy język, podpisuje się pod twoim tekstem i polecam otoczenie się językiem w codziennym życiu, a jeżeli istnieją takie możliwości wyjechać do kraju, którego języka się uczymy. Postępy przyjdą szybciej niż mogłoby się zdawać. :)

  • Bartek

    Bardzo fajny wpis. Faktycznie dobry cel jest najlepszą motywacją do nauki, nie tylko języków obcych :)
    Dzięki!

  • Za 3 miesiące jadę do Niemiec do pracy. Próbowałem uczyć się języka z rozmówek, ale o niebo lepiej idzie mi nauka, kiedy z koleżanką z którą jadę po prostu rozmawiam albo piszę na fejsie po niemiecku :) Czytanie niemiecko języcznych stron internetowych też jest dobre. Jak czegoś nie umiem to sprawdzam w Google Translate i szybko powiększam sobie zasób słownictwa.

  • Malwina Tokarska

    Uczenie się języka obcego za pomocą metod tłumaczeniowych jest jak
    nauka jazdy na rowerze o kwadratowych kołach – nie da się albo uda się,
    ale nielicznym. Trzeba zrozumieć jak funkcjonuje mózg, że słowa (i 
    język) to uczucia, my wyrażamy uczucia za pomocą słów i od tego trzeba
    zacząć. Jeśli uczysz się bez trudu, wciąga cię to jak narkotyk – to 
    znalazłeś dobrą metodę taką jak ta, np.:
    https://www.facebook.com/metoda5s/?fref=ts

  • Aleksandra

    Świetny post! Twój blog jest bardzo motywujący :). Gdyby wszystkie blogi tak wyglądały, życie byłoby jeszcze piękniejsze ;).
    A jeśli chodzi o sam wpis – ze wszystkim się zgodzę. Sztywne kursy językowe wcale nie przygotowywują nas do aktywnego używania języka. Najlepszą motywacją jest dokładne określenie tego, po co ten angielski w ogóle ma nam służyć, tak jak w przypadku Twojej podróży na Alaskę. Niestety, nie każdy ma taki powód. Czasem po prostu musimy nauczyć się języka, bo wymaga tego nasze stanowisko czy musimy zdać jakiś egzamin. Wtedy tę motywację trzeba znaleźć gdzieś w środku. Pomagają w tym dobre nawyki. Pisałam o tym w poście na moim blogu -myślę, że będzie on fajnym uzupełnieniem Twojego posta i mam nadzieję, że będzie pomocny dla Twoich czytelników – http://blog.fiszkoteka.pl/jak-zmotywowac-sie-do-nauki-jezyka-10-trikow-dzieki-ktorym-zaczniesz-uczyc-sie-od-razu-i-nie-wypalisz-sie-po-tygodniu,684/

  • Pingback: Moje przygotowania do 3-miesięcznej podróży - Życie jest piękne()

  • Bardzo dobre porady dla początkujących :)) Ja też jak tylko uczę się nowego języka stosuję te zasady. Najbardziej na mnie działa oglądanie ciekawych seriali i filmów + nauka słówek zanotowanych przy słuchaniu filmu ;)

    + Dobrze, że szukał Pan idiomów, zwracał uwagę na pisownię ;) A tak, że się zapytam, jak teraz radzi sobie Pan z angielskim? ;)

  • Patrycja

    Cóż ja z angielskim się raczej zmagałam. I to pomimo faktu, że generalnie nie miałam nigdy problemów natury językowej, wiedza wchodziła mi do głowy raczej sprawnie. Kłopot był zawsze z mówieniem, za każdym razem jak miałam coś po angielsku mówić czułam się totalnie usztywniona i łatwo nie było. Długo to trwało i w sumie z tego dołka językowego wyszłam dopiero w ubiegłym roku. Przeczytałam że są zajęcia kilkudniowe z native speakerami, szperałam i trafiłam na ofertę Just Speak. Wydałam na to trochę pieniędzy, nie powiem, ale efekt jest świetny, bo zaczęłam mówić w sposób bardzo naturalny. A krótko potem dostałam nową pracę, gdzie ważnym elementem są regularne wyjazdy do Anglii i ogólnie sporo trzeba mówić po angielsku. Zbiegło się to w czasie doskonale. Także jak ktoś chce opanować mówienie na dobrym poziomie to tego rodzaju wyjazd jest w sam raz dla niego.

  • Pingback: 18 pozytywnych filmów, które musisz zobaczyć - Życie Jest Piękne()

Następny Wpis
Poszukiwania biegowej inspiracji – Bieg Granią Tatr okiem kibica