Czego nauczył mnie parkour?

Parkour- forma aktywności fizycznej, od której zaczęła się moja przygoda z jakimkolwiek rozwojem osobistym. Parkour pokazał mi, że nie muszę być robotem tak jak inni- że mogę mieć pasję, moge się rozwijać i robić coś ciekawego. Dziś trenuje już dużo mniej niż kiedyś, ale to co nauczyłem przez kilka lat, na pozór prostego i zwykłego biegania po murkach, ścianach i barierkach mam ciągle w głowie. Tym właśnie chciałbym się z Wami podzielić.

1. Przepełnienie pasją

Ostatnio rozmawiałem z kolegą, z którym trenowałem i wspólnie doszliśmy do wniosku, że ta pasja, która nas wtedy ogarnęła była niesamowita. Nie liczyło się nic! Trenowaliśmy po kilka razy w tygodniu, nawet pomimo innych obowiązków. Gdy nadeszły wakacje, a ja zacząłem pracę to namówiłem wszystkich na treningi o 4 rano. Wyobraźcie sobie, że na trening o tej godzinie potrafiło przychodzić nawet po 20 osób. Coś niesamowitego.

Były dni, gdy potrafiliśmy cisnąć nawet po 10 godzin. Parkour był wytchnieniem od wszystkiego, relaksem, odpoczynkiem. Byłem szczęśliwy- szedłem trenować, byłem zły- szedłem trenować.

Takiej energii jak miałem wtedy nie osiągnę już nigdy w życiu. Po prostu parkour ogarnął mnie po całości. Nauczyło mnie to jednak, że mając tą pasję nic nie jest ciężkie. Dlatego teraz, cokolwiek robię- zawsze się staram podejść do tego z zainteresowaniem, ciekawością i pasją.

2. Ciężka praca

Na treningach ostro harowaliśmy. Były takie dni, że ze zmęczenia usypiałem w autobusie do domu. Robiliśmy takie treningi, że każdy z nas nabawił się odcisków do krwi. Wiązaliśmy łapy bandażami i… skakaliśmy dalej. To były czasy! Krew, pot i łzy w dosłownym tego słowa znaczeniu!

Ale każdy jakoś był szczęśliwy, dawało to powera. Efektem tego było nie tylko zwiększenie siły, szybkości, kondycji czy zwinności ale także uodpornienie się na ból. Z czasem te odciski nabrały grubej, twardej warstwy i choć ręce miałem poprzecinane i poniszczone, to bólu już nie czułem.

“My, ludzie, ostrzymy się na kamieniu szlifierskim bólu i konieczności” George Herbert

W życiu jest podobnie. Jeżeli wymagasz od siebie na różnych filarach życia to z czasem budujesz taką grubą skórę, która Cię chroni. Ponadto parkour uświadomił mi, że jeżeli chce mieć efekty to muszę zapieprzać. Nic lekko nie przychodzi i teraz tą zasadę staram się stosować w życiu.

 

3. Krok po kroku

Wbrew pozorom parkour to nie skoki z wysokości, ryzykowne ewolucje i codzienne ocieranie się o śmierć. Parkour jest naprawdę bezpiecznym zajęciem – jeżeli trenuje się mądrze. Do wszystkiego dochodzi się powoli- małymi kroczkami. Jeżeli chcesz przyspieszyć i robić coś na co jesteś nieprzygotowany to kiedyś doigrasz się.

I znów ta zasada działa w naszej codzienności. Często wymagamy od siebie za dużo. Na pewno nie raz masz tak, że dostajesz otrzeźwienia i postanawiasz, że nagle zmieniasz w swoim życiu wszystko- zaczynasz reglarnie ćwiczyć, uczyć się nowych jezyków, wcześnie wstawać itp. Oczywiście gówno z tego wychodzi, bo bierzesz na siebie po prostu za dużo. Zdecydowanie lepiej jest wprowadzić małe kroczki i zaczynać od czegoś małego, stopniowo zwiększając poziom trudności. Jak w parkourze.

4. Życie w zgodzie z otoczeniem

Na początku parkour kojarzył się z wandalizmem i niszczeniem. Strasznie nas to bolało, bo np. przychodziliśmy na jakąś miejscówkę do trenowania i zanim zaczęliśmy cokolwiek robić to sprzątaliśmy szkła i inne śmieci. Nigdy niczego nie niszczyliśmy, często pomagaliśmy innym. Po 7 latach chyba mogę śmiało powiedzieć, że nasze wysiłki przyniosły efekty.

Teraz idąc na trening ludzie patrzą całkiem inaczej- uśmiechają się, zagadują, pytają itp. Dlatego cokolwiek robiąc w życiu, zawsze pilnuje, aby nie wyrządzać krzywdy innym.

5. Zarządzanie, marketing, reklama, fotografia

Gdy zaczynałem trenować w 2005r. byłem jednym z pierwszych w Ostrowcu. Udało się nam zebrać grupę ludzi i wspólnie trenować. Od początku mocno cisnąłem, aby rozpropagować parkour w naszym mieście. Stworzyłem pierwszą stronę internetową, zaprojektowałem pierwsze logo, stworzyliśmy pierwsze filmy. Pierwszy raz wziąłem aparat do ręki i zacząłem wykonywać zdjęcia na treningach.

Zaczęło się 7 lat, a co robię dziś? To samo, tylko, że za pieniądze : ) Projektuje strony www, logotypy, przygotowuje kampanie reklamowe. Mogę z dumą powiedzieć, że wtedy zbudowałem pierwszą markę. Nasza grupa była naprawdę rozpoznawalna. Kilka razy organizowaliśmy pokazy, nawiązałem relacje z mediami i władzami miasta.

Pamiętam jak zorganizowaliśmy zlot parkour w naszym mieście. Sądziliśmy, że przyjdzie garstka osób i będzie trening jak zawsze- dlatego nieodpowiedzialnie nie zgłaszałem tego jako impreze masową. Efekt był taki, że przybyło ponad 100 osób, TVP, Radio Kielce i pare mniejszych, lokalnych gazet. Jak na swój wiek udzieliliśmy bardzo mądrych wywiadów. Po tym wszystkim przyszedł człowiek z urzedu miasta i powiedział, że mamy się rozejść bo impreza jest nielegalna. Na szczęście po 1,5h małych negociacji w urzędzie miasta wszystko pozałatwialiśmy i wróciliśmy do ludzi z koszulkami i smyczami. Takie małe wspomnienie : )

Co robiłbym teraz gdybym nie zaczął trenować parkour? Można przypuszczać, że całkiem coś innego. Czasem nie zdajemy sobie sprawy jak, z pozoru mała rzecz wpływa na nasze dalsze życie.

6. Motywowanie ludzi

Parkour to mój pierwszy rozwój osobisty. Tak jak wyżej pisałem- nieświadomie motywowałem tych wszystkich ludzi, a oni motywowali mnie. Z perspektywy czasu sam nie wiem, jakim cudem namawiałem młode osoby, które normalnie w soboty śpią do godziny 12, żeby wstawali o 4 i szli katować się fizycznie! A jednak, każdy przychodził i było genialnie.

7. Przełamywanie się

Były dni, gdy mocno chciałem wykonać jakąś technikę, pokonać jakąś swoją słabość i choć byłem pewien, że jestem gotowy na to i dam rade to coś mnie blokowało. Ostatecznie jednak stawiałem na swoim i robiłem to, na czym mi zależało.

Z perspektywy czasu nie można nazwać tego inaczej jak osiąganiem swoich celów. Dziś takimi moimi technikami, skokami są wyzwania, które przede mną stoją. Już nie fizyczne- ale psychiczne, jednak zasada pokonywania ich jest taka sama. To było tez pierwsze wychodzenie ze strefy komfortu.

8. Poznanie własnego ciała

Dzięki parkourowi poznałem niesamowicie swój organizm. Wiedziałem na ile sobie mogę pozwolić, jak działa moja psychika i jak zachować się w różnych sytuacjach.

Przytoczę tutaj taką małą historię. Po jednym z treningów kolega, wracając na skuterze do domu miał wypadek. Nic poważnego się nie stało i po kilku dniach wyszedł ze szpitala jednak ciekawe jest to co mi opowiedział:

-[…] I wiesz co Maju. Jadę patrzę, a tu samochód mi wyjeżdża. Ja po hamulcach, ale było już za późno. Przeleciałem prawie frontflipem przez maskę a potem już pamiętam jak robiłem rolle na ulicy”

Roll to taka technika amortyzacji skoku, w czasie której robisz “fikołki” przez bark. Kolega podświadomie ustawił się tak, że wyszedł z wypadku bez większych szkód. Nawet lekarz był zdziwiony. Skutera tylko szkoda : )

Często zdarzały nam się jakieś upadki, ale zawsze jakoś tak się człowiek ustawiał, że nic groźnego się nie działo. Ciekawe efekty można było też zaobserwować w sytuacjach kryzysowych. Raz np. musieliśmy uciekać przed jakąś grupą dresów. Uciekasz, przeskakujesz przez płot i inne przeszkody. Gdy uciekniesz na bezpieczną odległość zatrzymujesz się i nagle uświadoamiasz sobie, że te wszystkie przeskoki wykonałeś cholernie szybko- z automatu, całkowicie nie myśląc o tym. Dobrze sobie wbudować taki “automat” przy wykonywaniu innych czynności w życiu- np. wyrabiając nawyki.

9. Odpowiedzialność

Zdarzyła nam się kiedyś jedna, mała wpadka. Osobiście w tym nie uczestniczyłem, ale częściowo czułem się za to odpowiedzialny. Skakaliśmy po dachu jednej szkoły (ze szkoły na salę gimnastyczną itp.) , komuś się to nie podobało i kilka dni temu zostaliśmy wezwani przez dyrektora tej szkoły. Mogliśmy nie iść, olać to, ale każdy z nas był odpowiedzialny i rano staliśmy na baczność w rzędzie, w gabinecie dyrektora.

Sprawe ostatecznie wyjaśniliśmy i wszystko skończyło się ok, a sytuacja ta pokazała nam, jak każdy z nas do tego podchodzi. Wiedziałem wtedy, na kogo można liczyć i kto jest odpowiedzialnym człowiekiem. Czuliśmy się grupą i razem rozwiązaliśmy sytuacje.

Reasumując, parkour dał mi bardzo dużo i wiele się nauczyłem. Zmieniło się całkowicie moje myślenie, na miasto spojrzałem jak na plac zabaw pełen możliwości. Otrzymałem coś więcej- wspaniałą przyjaźń ludzi. Teraz większość z nas rozjechała się po całej Polsce ale nadal utrzymujemy kontakt i spotykamy się, nie tylko na parkour, ale też na bieganie (maratony), basen czy np. piwo lub yerba mate.  Parkour nakierował moje myślenie na właściwe tory i nie mam wątpliwości, że jestem tu gdzie jestem właśnie dzięki temu. To coś więcej niż sport.

Na koniec taki krótki filmik, który zmontował mi kolega swojego czasu. w filmie oprócz parkouru są także elementy freerunu.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Autostopowy trip 2011