Świat jest dobry

Kocham podróżować. Lubię to robić, bo każdy wyjazd wypełnia mnie radością i pokazuje, że mimo tego, co chcą nam wmówić wszyscy dookoła, ludzie naprawdę są dobrzy.

Wpis jest wynikiem współpracy z marką Prima.

Podczas każdego wyjazdu spotyka się różnych ludzi. Będąc w sytuacji bez wyjścia, wielokrotnie otrzymywałem pomoc od kompletnie obcego człowieka. Bardzo często przypadkowe osoby swoją serdecznością sprawiały, że wyjazdy nabierały magii. Właśnie dla takich chwil się podróżuje.

Dziś, razem z marką Prima, opowiem Wam, o dwóch cudownych momentach, które zapamiętam do końca życia, a które wydarzyły się dzięki gościnności i dobroci serca innych osób, których wtedy nawet nie znałem.

Ramadańska uczta w Maroku

Kilka lat temu wybrałem się do Maroka autostopem. Po przejechaniu całej Europy dotarliśmy do Afryki.

Razu pewnego trafiliśmy do miasta Fez. Była godzina 7 rano i trudno było znaleźć nocleg o tej porze. Wykończeni całonocną podróżą chodziliśmy od drzwi do drzwi, szukając jakiegoś lokum. W pewnym momencie zagadał do nas młody Marokańczyk – Hassan, który, jak powiedział: prowadził mały guest house. Ostatecznie zamieszkaliśmy właśnie u niego.

fot01

Na początku nie do końca mu ufaliśmy, ale okazało się, że pobyt w domu Hassana był wyjątkowy. Po godzinie 19 zostaliśmy przez niego zaproszeni na ramadańską kolację.

Spędzaliśmy czas razem z jego marokańskimi przyjaciółmi i sympatyczną parą z Włoch. Na stole stały różne potrawy i świeżo wyciskany sok z owoców. Gdy tylko nadszedł odpowiedni czas, Hassan zachęcił nas do jedzenia.

Było naprawdę pyszne! Może właśnie dlatego wszystkim dopisywał humor. Po posiłku w ruch poszły gitary i bębny. Marokańczycy śpiewali swoje ulubione piosenki, później zaczęli zachęcać nas, abyśmy dołączyli do śpiewania, pytając, jak brzmi nasz hymn. Najpierw swój odśpiewali Włosi, później przyszła kolej na nas. Potem przeszliśmy do luźniejszych utworów.

– Zaśpiewajcie coś w Waszym języku – zachęcał Hassan.

maroko-12

Co mogła wybrać włoska para? Oczywiście „Felicita”. Nie mogliśmy być gorsi. Nabraliśmy z kumplem powietrza w płuca i zaśpiewaliśmy na cały głos „Czerwone Korale”. W pełnej wersji – z refrenem i wszystkimi zwrotkami, a co! : )

Przez moment zastanawialiśmy się, czy nie zostaniemy za to ucztowanie policzeni, ale rano okazało się, że był to wyraz czystej gościnności. Bardzo dodało nam to skrzydeł w dalszej podróży i sprawiło, że wizyta u Hassana jest jednym z najlepszych wspomnień z całego wyjazdu.

Nowojorska taksówka

Druga historia pojawiała się już na blogu. Zrobiłem nawet materiał video z nią w roli głównej, ale z przyjemnością opowiem Wam ją jeszcze raz, bo pokazuje ona piękno podróży i zwykłą ludzką dobroć.

Jak wiecie (a jeśli nie wiecie, to już wiecie) miałem na swojej liście marzeń przejażdżkę żółtą taksówką w Nowym Jorku.

Nie jest to trudne, bo takich pojazdów na ulicach tego miasta jest od groma. Razem kolegą, stojąc na jednej z nowojorskich ulic, wypatrzyliśmy sobie przypadkowy samochód i zatrzymaliśmy go, tak jak się to robi na amerykańskich filmach. Wyciągasz rękę, machasz i krzyczysz: „taxi!” : )

Wsiadamy do środka, rozmawiając między sobą po polsku. Od kierowcy oddziela nas szyba i zamontowany w niej telewizorek, w którym akurat leci jakiś amerykański teleturniej. Wąsaty taksówkarz odwraca się do nas, obserwuje badawczym wzrokiem i pyta:

– Polacy?

fot02

Okazało się, że Pan Lech od kilkunastu lat przebywa w USA. To była świetna jazda i chyba pierwszy raz w życiu cieszyłem się, że stoimy w korku. Kierowca raczył nas cudownymi opowieściami o życiu w Stanach i pokazywał ciekawe miejsca. Ostatecznie dojechaliśmy na miejsce, licznik nabił dość dużą sumę, ale nie żałowałem żadnych pieniędzy. Rozmowa była bardzo inspirująca, a przecież sama przejażdżka niemal od zawsze była moim marzeniem. Zacząłem szukać pieniędzy w portfelu, ale Pan Lech przecząco pokiwał głową:

– Dajcie spokój, chłopaki, nie płaćcie mi. To taki prezent od Ameryki.
– Nie ma takiej możliwości. Musimy zapłacić, tak fajnie się z Panem jechało – upieraliśmy się dość długo.
– To zapłaćcie mi symbolicznego dolara – usłyszeliśmy w odpowiedzi.

Już nie chciałem się sprzeciwiać. Gdy zamknąłem drzwi taksówki i stanąłem z powrotem na chodniku, zdałem sobie sprawę, że właśnie zrealizowałem jedno ze swoich marzeń.

Teraz, gdy ktoś pyta mnie, ile kosztuje spełnianie marzeń, odpowiadam, że często jedynie symbolicznego dolara : )

A komu Ty jesteś wdzięczny?

Jako że jest to wpis pisany przy współpracy z marką, chcę poinformować Was o dwóch ważnych akcjach.

Z okazji 25–lecia wolności Polski Prima chce przypomnieć trochę trudniejszy okres, kiedy to Polacy rzadko kiedy mogli podróżować, a głównym sposobem na kontakt z Europą były… paczki. Od 1981 r. do naszego kraju przysłano ponad 30 mln paczek z pomocą. Często nadawali je nieznajomi, którzy w ten sposób chcieli pomóc i wyrazić swoją solidarność z Polakami. Mały gest, ale z pewnością dla wielu dużo znaczył.

4 czerwca, razem z całą Polską, możesz podziękować światu i okazać swoją wdzięczność za te małe symbole. Robimy to „facebookowo”, korzystając z aplikacji na stronie akcji. Zgłaszamy się, wypełniając formularz, i 4 czerwca wszyscy dziękujemy, szerząc dobro i wdzięczność na Facebooku. Warto dołączyć do akcji i okazać wdzięczność ludziom dobrej woli, z całego świata. 

Przytoczyłem tylko dwie historie, a ich przecież jest znacznie więcej. Podczas wszelkich podróży wielokrotnie otrzymywałem pomoc od zupełnie obcych osób. Są to momenty, które teraz wspominam najlepiej i to właśnie one sprawiły, że uwierzyłem, że świat jest dobry.

A może macie jakieś przykłady ze swoich wojaży, kiedy byliście w czarnej dupie, a ktoś wyciągnął do Was pomocną dłoń lub w jakiś inny sposób sprawił, że Wasz wyjazd był magiczny? : )

Wpis powstał przy współpracy z marką Prima

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
6 sposobów na tanią Barcelonę