Jak to do Gruzji się wybrałem! cz. 1 – Kraina winem płynąca!

Gruzińskie wino

Kiedyś, dawno, dawno temu stworzyłem sobie listę marzeń, na której umieściłem pozycję „Napić się wina w Gruzji”. Nie wiem czemu, ale już wtedy ten kraj kojarzył mi się z owym trunkiem. W tym roku, na 30. urodziny dostałem bilety lotnicze do Gruzji i dzięki temu mogłem… spełnić swoje marzenie.

Jak to wszystko się zaczęło?

Gruzińska przygoda rozpoczęła się 2 dni przed wylotem, jeszcze w Polsce. Grając w piłkę w niedzielny wieczór… rozwaliłem nogę. Ale to tak rozwaliłem, że następnego dnia musiałem na szybkości robić prześwietlenie i wybrać się do ortopedy. Lekarz stwierdził, że kikut powinien być unieruchomiony. W ogóle nie brałem tego pod uwagę, bo ta Gruzja była dla mnie bardzo ważna. Zainwestowałem w ortezę i, lekko kulejący, razem z Olą pojawiłem się na lotnisku w Katowicach.

Gruzja

W Kutaisi wylądowaliśmy późnym wieczorem. Do zarezerwowanego wcześniej hotelu dotarliśmy koło północy. W środku nie było jednak ani jednej żywej duszy. Pokręciliśmy się po dziedzińcu i przypadkowo trafiliśmy na jakiegoś Anglika, który pomógł nam i zadzwonił do właściciela. Ten podjechał swoim starym mercedesem jakieś 20 minut później. Wytoczył się powoli z samochodu i chwiejnym krokiem, z delikatnym uśmiechem połączonym z poczuciem winy podszedł się z nami przywitać. Mocno porobiony…. Oho, dobrze się zaczyna – pomyślałem.

Flow trip

W Gruzji bardzo szybko złapałem stan flow tripa. Czymże on jest? To takie tempo podróży, w którym rzeczy dzieją się same. Pozwalasz im po prostu się dziać. Niczego nie oczekujesz, nie spieszysz się… Przysiadasz na ławce pod sklepem i powoli kontemplujesz rzeczywistość. Głaszczesz psa, który przyczłapał do Ciebie i położył pysk na plecaku. Dzielisz się z nim kawałkiem chaczapuri, które zostało ze śniadania…

Gdy łapiesz stopa, nie masz presji, że musi się szybko ktoś zatrzymać, bo już samo łapanie na wylotówce jest ciekawe… Gdy osiągasz takie flow, to nagle otoczenie zaczyna z Tobą współgrać. Samochody zatrzymują się same, trafiasz na dobrych ludzi i po prostu zapraszasz przygodę do swojego życia.

Psy w Gruzji

Największymi wrogami podróżniczego flow są: zamknięty umysł, oczekiwania i wyobrażenia stworzone przed wyjazdem, pośpiech i presja na zaliczanie kolejnych miejsc oraz stereotypy. Często kreujemy sobie wizję wyjazdu i potem próbujemy dostosować otoczenie do tego, co sobie wymyśliliśmy. A to tak nie działa, nie wychodzi, więc w konsekwencji jesteśmy sfrustrowani i zdenerwowani.

Autostop w Gruzji

Nastawiałem się na jeżdżenie autobusami, ale jakoś tak się złożyło, że już pierwszego dnia wylądowaliśmy na drodze i postanowiliśmy dać autostopowi szansę. Stwierdziliśmy, że spróbujemy, a jeżeli nie będzie się działo dobrze, to pójdziemy na marszrutkę. Pierwszy samochód zatrzymał się po 5 minutach i jechał dokładnie tam, gdzie planowaliśmy dotrzeć tego dnia.

Autostop w Gruzji Autostop w Gruzji

Autostop miał też dla mnie wartość duchową. Nie podróżowałem w ten sposób już od dawien dawna i taki powrót do korzeni był bardzo odkrywczy. Jakkolwiek to brzmi, zwrot ku podstawom podróżowania pozwala spojrzeć trochę w głąb siebie. Autostop ma też w sobie pewną magię, która sprawia, że doceniasz małe rzeczy, drobne gesty… Jesteś wdzięczny za to, że ktoś Cię podwiezie, akceptujesz niewygody i cieszysz się tym, co Cię spotyka. Co by nie mówić – jak jeździsz autostopem, to zapraszasz ciekawe przygody do swojego życia.

Nasz autostop działał po prostu perfekcyjnie przez cały pobyt w Gruzji. Kierowcy chętnie nas brali i bardzo dobrze kumali ideę. Czasem korzystaliśmy z tej formy podróżowania, a czasem przemieszczaliśmy się marszrutką – w zależności od weny i nastroju (patrz wyżej: flow tripa). Jeździliśmy po małych miejscowościach oraz wsiach i miało to nieziemski klimat.

Wardzia – miasto wykute w skale

Razu pewnego dotarliśmy do Wardzi – miasta-klasztoru wykutego w skale. Ogólnie rzecz biorąc, w Gruzji jest całkiem sporo tego typu miejsc. W ciągu tygodniowego pobytu odwiedziliśmy trzy (Wardzia, Uplisciche i Dawid Garedża), ale to Wardzia zrobiła na nas największe wrażenie. Jeżeli mielibyście mało czasu i musieli wybierać, które z tych miejsc zobaczyć, zdecydowanie stawiałbym właśnie na Wardzię.

Wardzia - miasti w skale Wardzia - miasto w skale Wardzia - skalne miasto w Gruzji

Gruzja - skalne miasta Wardzia GruzjaTo skalne miasto, które powstało w XII wieku. Budowę zakończono pod rządami królowej Tamary, która jest bardzo szanowana i lubiana w kraju. Jej rządy to złoty wiek dla Gruzji. Władczyni jest też uznawana za świętą, zarówno w wierze katolickiej, jak i prawosławnej.

W średniowieczu Wardzia służyła jako schronienie dla ludności podczas najazdów mongolskich. W 3000 komnat mogło pomieścić się podobno do 60 tys. osób! Przed wejściem usiedliśmy na murku i przez kilkadziesiąt minut patrzyliśmy na całą budowlę z daleka. Robi imponujące wrażenie.

PRO TIP: Do Wardzi możecie dojechać autostopem albo marszrutką z miejscowości Akhaltsikhe. Jeżeli jednak chcecie dotrzeć tam trochę wygodniej i szybciej, możecie dogadać się z miejscowym marszrutkarzem, aby stał się Waszym przewodnikiem i kierowcą na cały dzień. Koszt takiej przyjemności to 90-150 lari – dobra opcja, jak macie mało czasu, a chcecie dużo zobaczyć.

Ja takiej możliwości nie wybrałem, bo „lubię samemu”, ale z Wardzi wracaliśmy z poznaną tam parą, Przemkiem i Natalią, którzy właśnie z tej opcji skorzystali. Dogadaliśmy się z ich kierowcą i w ten sposób wróciliśmy wspólnie do Borjomi. Temuri okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Finalnie wylądowaliśmy u niego w domu i zakończyliśmy dzień, popijając wino jego własnej roboty. Było pyszne!

Jeżeli więc będziecie w okolicy i chcielibyście przewodnika, to polecam Temuriego (tu jego Instagram). Nie mówi po angielsku, ale uwierzcie mi – dacie radę mieszając polski, rosyjski i język gestów. Ma to swój urok i jest zabawne :)

Gruzińskie wino – moje spełnione marzenie

Skoro już wino zostało wyciągnięte na stół, to zajmijmy się tym tematem. Gruzja to kraina winem płynąca. Nieprzypadkowo jakieś 10 lat temu wpisałem na swoją listę marzeń: „Napić się wina w Gruzji”. Nie jest to trudne, bo winnic w Gruzji nie brakuje. Przy drogach wielokrotnie widziałem znaki informujące o „szlakach winnych”. Najlepszy jest jednak taki trunek, który otrzymasz od Gruzina. Wino zrobione samodzielnie w domu, nalane do półtoralitrowej, plastikowej butelki. Tak więc będąc w Gruzji, spełniłem swoje marzenie z listy – i to wielokrotnie :)

Wino w Gruzji

Brak planu to najlepszy plan

Płynąc na flow tripie odwiedzaliśmy kolejne miejsca. W okolicach Gori zahaczyliśmy o drugie miasto skalne – Uplisciche. Samo Gori jest miastem, w którym urodził się… Józef Stalin. Znajduje się tam jego pomnik i muzeum, którego nie zwiedzaliśmy – nie wiedzieć czemu, jakoś nie przepadałem za gościem.

Miasta w skale w Gruzji Skalne miasta - GruzjaMiasto w skale w GruzjiGruzja

Po obejrzeniu skalnego miasta i zjedzeniu solidnego obiadu oboje z Olą mieliśmy zjazd energetyczny. Nie chciało nam się za bardzo nic robić. Wymyśliliśmy więc, że złapiemy stopa do Gori, a stamtąd weźmiemy marszrutkę do Tbilisi. Los podróżnika miał jednak dla nas inne plany i wieczór zakończyliśmy w zupełnie innym miejscu – wysoko w górach, pod granicą z Rosją. A rzecz wydarzyła się następująca:

Szliśmy sobie niespiesznie drogą z plecakami. Minęliśmy dwie krowy. Zgodnie z pierwotnym założeniem wyciągnęliśmy kciuk, żeby złapać coś do Gori oddalonego o jakieś 10 km. Drugi mijający nas samochód zatrzymał się, a znajdująca się w nim sympatyczna para powiedziała, że nie jadą do Gori, ale do…Tbilisi. No pięknie się złożyło. Przyklasnęliśmy, wpakowaliśmy się na tył i ruszyliśmy w siną dal.

Jakieś półtorej godziny później… nie, nie dotarliśmy do Tblisi. Łapaliśmy stopa w zupełnie innym kierunku, bo pod Kazbek. Ale o tym opowiem Wam w kolejnym wpisie ;)

Zobacz następny wpis -> 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Koniec Volvo. Hołd dla mojego pierwszego samochodu