Niestety, nie wszystko wychodzi

Dzisiejszy wpis nie spodoba się wielu osobom i pewnie zbudzi sporo kontrowersji, ale zawsze miałem ochotę go napisać. Kopie sobie nim pewnego rodzaju grób i zapewne część osób dojdzie do wniosku, że zaprzeczam sam sobie (choć tak nie jest). Niestety, trzeba się z pewnymi rzeczami zmierzyć i myślę, że każdy z nas powinien się zastanowić jaki jest tego wszystkiego sens.

W świecie rozwoju osobistego- naszej małej blogosferze są pewne fale mody na różne tematy. Co pewien czas moda ta zmienia się, a razem z nią podejście i strategia ludzi. Niestety, musze Was zasmucić. Niewielu z nas osiągnie to co zamierza osiągnąć.

Pierwszy przypływ- prawo przyciągania

Pierwszym przypływem mody w naszym światku rozwojowym był „Sekret” i prawo przyciągania. Przyznam się szczerze, że na tym temacie sam wpłynąłem w inne zagadnienia i  musze powiedzieć, że wiara w „prawo przyciągania” bardzo dużo mi dała.

W pewnym momencie obudziłem się jednak i zauważyłem, że tutaj nie ma żadnych magicznych prawideł tylko moje czyny. Po prostu wierzyłem w coś tak mocno, że dostrzegałem ogromne możliwości i wykorzystywałem je. Tutaj nie ma żadnego kosmosu- są nasze działania. Potem temat „Sekretu odszedł na drugi plan i pojawiło się nowe modne zagadnienie- dochód pasywny.

Drugi przypływ- dochód pasywny

Dochód pasywny pojawił się wraz z „Bogatym, biednym ojcem R. Kiosakiego. Znów uderzę się w pierś- też w to uwierzyłem, a książkę „Bogaty biedny ojciec” mam na półce i wciąż chętnie polecam znajomym. Dlaczego? Bo koncepcja jest piękna. Pracujesz, pracujesz, wyrabiasz sobie pewne pasywa, które potem na Ciebie zarabiają. Przykładem takiego dochodu pasywnego może być mieszkanie, które wynajmujesz, ewentualnie książka napisana i wydana, która przynosi comiesięczne przychody autorowi, bez wkładania regularnej pracy. Oczywiście, bardzo mądre tylko trudne do zrealizowania.

Mimo to, pojawiła się fala specjalistów od dochodu pasywnego, którzy zakładali strony, wkładali, tam adsense i cierpliwie czekali na swoje dochody pasywne. To, że Łukaszowi się udaje, nie znaczy, że uda się każdemu. To nie jest takie proste– trzeba włożyć ogromną pracę.

Wielu ludzi się o tym przekonało rzucając pracę na etacie i zakładając rożnego rodzaju e-biznesy. Moim zdaniem e-biznes to strasznie trudna sztuka i dużo łatwiej zarobić pieniądze w innych branżach. Trzeba mieć ogromną wiedzę oraz doświadczenie, a do tego włożyć kupę wysiłku zanim ten biznes wypali.

Trzeci przypływ- minimalizm

Potem nie wiadomo skąd pojawił się trend minimalizmu. Od razu podkreślam, że ja zgadzam się z całą ideą tej „filozofii”. Nie lubię tego konsumpcjonizmu i otaczania się  niepotrzebnymi przedmiotami. To naprawdę nie idzie w dobrą stronę. Czemu jednak uważam to za kolejną modę? Bo po raz kolejny jak grzyby po deszczu wyrosły nam blogi minimalistów, którzy ograniczyli swoje rzeczy do 100, robili listę swoich przedmiotów w łazience, kuchni itp.

Oczywiście każdy ma prawo do tego i mimo wszystko cenię tych ludzi, że włączają jakieś alternatywne myślenie, ale ja po prostu nie widzę potrzeby wyrzucania ołówka tylko dlatego, że mam dwa. Nie problem dla mnie mieć kilka długopisów, mazaków i innych przyrządów do pisania, bo wiem, że pewnego zimowego wieczoru jeden długopis się zepsuje i będę potrzebował zastępczego.

Jeszcze raz podkreślę- Doceniam minimalizm i rozumiem go jako ograniczenie swojej niepotrzebnej konsumpcji i usunięcie kultu materializmu. Nie pasuje mi po prostu ograniczenie się np. tylko do 100 rzeczy i zabawy w inne wyliczanki. Dziękuje, koniec podkreślenia.

Czwarty przypływ- niezależność i wolność całkowita

Po dochodzie pasywnym przeszła trzecia wielka moda jakim są relokacje, wolność i niezależność. Znów wielkie słowa. Zobaczcie, w każdej rewolucji i wojnie walczy się o wolność. Niezależność- coś magicznego o czym marzy każdy. Myślę, że ludzie zauważyli, że ten dochód pasywny to nie taka prosta sprawa, ale dostrzegli przy tym, że  przecież można inaczej. Wystarczy znaleźć pracę, która pozwala na pracować przez Internet, podróżować, leżeć na plaży, popijać driny z palemką, patrzeć na piękne kobiety w hawajskich spódniczkach (tudzież panie na panów), a od czasu do czasu (najlepiej 4 godziny tygodniowo) doglądać biznesu przez Internet. I znów pojawił się wysyp blogów o niezależności.

Dla mnie jakimś kosmosem są specjaliści z USA, którzy są nie tylko niezależni finansowo i od lokalizacji, ale dodatkowo od państwa! Swoje pieniądze trzymają w różnych bankach, na różnych kontynentach, budują sobie domki w różnych dziwnych miejscach i cieszą się całkowitą wolnością i niezależnością. Pytam tylko po co. Jasne, teorie spiskowe o wielkim rządzie światowym i kontroli wszystkich ludzi są ciekawe, ale ludzie- trzeba jakoś żyć. Z resztą jaka to prawdziwa niezależność? Zabraknie Internetu i niezależność takich osób kończy się. Chcesz być niezależny? Nawet jak będziesz piekł własny chleb, jadł tylko z własnego ogródka i chodził w workach uszytych własnoręcznie to nadal nie będziesz niezależny, bo na tej ziemi żyją inni ludzie. Po prostu musimy jakoś z nimi egzystować. Wiem, że to daleko idące myślenie, ale niestety, nie możemy być w 100% wolni i niezależni.

Według mnie sztuką jest zachować część niezależności dla siebie, a część przekazać otoczeniu i innym ludziom. Życie w harmonii z innymi daje wolność.

 

Ze skrajności w skrajność

  • Czemu o tym wszystkim piszę? Bo ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Pojawia się bum na minimalizm- i wszyscy lecą z pełnymi pudłami na śmietnik. Nie można być fanatykiem i popadać w takie skrajności. Skrajne myślenie i wchodzenie tylko na „jedną właściwą ścieżkę” nie prowadzi do niczego dobrego.
  • Trzeba pracy. Zajebiście dużo pracy. Każda z tych teorii działa i ma sens tylko żeby przynosiła skutki trzeba na to pracować. Nie zrobisz dochodu pasywnego w jeden dzień. Ludzie to robią latami i wkładają ogrom energii, żeby to miało skutki. Wiele osób myśli, że dorobią się, kupią mieszkanie, dadzą pod wynajem i co miesiąc będą zbierali kasiorę leżąc na Kanarach. To tak nie działa i świetnie opisał to Jan Fijor w książce „jak zostałem milionerem”. Wynajmujesz mieszkanie np. studentom, po miesiącu przychodzisz a tu pół kuchni rozwalone, a na ścianie namalowany sprayem penis. Nic nie zrobisz, bo oni wyprowadzą się i remont przeprowadzić będziesz musiał na własny koszt. Oczywiście zaraz ktoś napiszę, że wystarczy dobrze sporządzona umowa, która Cię przed tym zabezpieczy, ale teraz idx z tym do sądu i spróbuj szybko wygrać sprawę. Innym przykładem może być sytuacja, która wiele razy miała miejsce w Polsce i dużo się o tym mówi.  Ttoś wynajmuje mieszkanie rodzinie, a ta nie płacąc czynszu zajmuje je i nic nie zrobisz- nie możesz ich wyrzucić na zbity pysk. Możesz odcinać prąd, gaz, a naślesz łysych panów, to jeszcze siedzieć pójdziesz. Takie prawo. Oczywiście to nie zmienia oczywiście faktu, że mieszkanie lepiej mieć, niż nie posiadać go wcale. Chodzi o to, żeby patrzeć na dwie strony medalu- nie idealistycznie i utopijnie. Nie ma rozwiązania idealnego i każdy wybór wiąże się z pewną odpowiedzialnością i obowiązkami.

Spójrz prawdzie w oczy

Niestety musze to napisać, ale większość z nas- młodych, aktywnych, pełnych wspaniałych idei i planów będzie musiała zapomnieć o swoich celach, planach, marzeniach, wyląduje na etacie i popadnie w standardowe życie. Dlaczego? Bo trzeba cholernie dużo pracy i zaangażowania, aby COŚ się zrealizowało. Myślę, że trzeba być pewnego rodzaju wizjonerem, który tak mocno wierzy w swój cel, że jest w stanie poświęcić bardzo dużo, aby ją zrealizować. Co możesz zrobić?

Zastanów się nad sobą. Oglądasz, czytasz, chłoniesz- i co z tego? Jakie masz efekty? Ile zyskałeś? Gdzie idziesz, a gdzie jesteś? I najważniejsze- Ile włożyłeś prawdziwej pracy, aby ta twoja wizja naprawdę się skrystalizowała? Łącząc te wszystkie koncepcje niektórzy próbują stworzyć dochód pasywny pracując nad tym 4 godziny w tygodniu marząc o podróżach i relaksie. Najpierw trzeba na to zapracować.

Żeby nie było tutaj dyskusji-  życie jest piękne i mamy ogromne możliwości. Każdy z nas może niemalże wszystko, jesteśmy po to, żeby robić wielkie rzeczy. Żeby jednak do tego dochodziło nie wystarczy czytać i pozytywnie myśleć- trzeba jeszcze działać. Jak mówił jeden polityk w naszym kraju- Czyny, nie słowa. Wielkie sukcesy stojąprzed każdym z nas, ale często brakuje pracy i samozaparcia. Pamiętaj o tym.

Zbliżam się do końca. W przypływie weny upisałem się jak głupi, a są filozofowie mądrzejsi ode mnie, którzy wszystko, to co wyżej zostało napisane zmieścili w dwóch prostych wyrazach. Radze obejrzeć i przypominać sobie codziennie.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kreatywność nie istnieje?