Same Dobre Rzeczy – s02e01

Maroko

Nowy rok, nowy miesiąc – nowe doświadczenia. Po ponad półrocznej przerwie wracam z podsumowaniami miesiąca. Początek 2019 przyniósł u mnie świetną energię i dużo aktywności. Jakoś złapałem bardzo dobrą falę i czuje, że będę na niej długo płynął. Co ciekawego się działo?

Jeszcze takie słowo wstępu, dla tych, którzy są tu pierwszy raz lub po prostu nie są na bieżąco. Same Dobre Rzeczy to seria wpisów z podsumowaniem miesiąca. Zbieram w nim ciekawe i przyjemne rzeczy, które wydarzyły się w minionym miesiącu. Czasem są to rzeczy wielkie (np. podróże), a czasem małe drobnostki. Na co dzień nie zauważamy, ile ciekawych rzeczy w naszym życiu się dzieję. Takie zatrzymanie się i zrobienie podsumowania pomaga mi spojrzeć na moje życie szerzej i docenić TO CO MAM.

Serię podsumowań robiłem już w latach poprzednich. W 2018r. zrobiłem sobie przerwę i teraz wracam do gry. Można więc powiedzieć, że to drugi sezon. Co ciekawe, sporo osób do mnie pisało, że lubili tę serię i chcieliby powrotu (serio, napisało jakieś 5-10 osób, a to już dużo). Ja też ją lubiłem, bo pisanie tych wpisów sprawia dużo przyjemności i jest po prostu lekkie.

Teraz, oprócz ciekawych aktywności z danego miesiąca, postaram się także podzielić z Wami jakimś filmem, serialem lub książką z danego miesiąca.

Wymyśliłem sobie, że wpisy będę numerował podobnie jak seriale, bo czasem sobie myślę, że moje życie to trochę taki serial, który sam reżyseruje.

Co ciekawego działo się u mnie w styczniu?

Podróż do Maroka. Nie mogę znaleźć słów, żeby opisać radość z tego wyjazdu. Kilkanaście miesięcy bez tripa z plecakiem. Prawdziwy detoks od podróży i wreszcie pierwszy wyjazd. Świeżość. Festiwal smaków i kolorów. Ciekawość. W Maroku było cudownie. Opisałem wyjazd bardziej szczegółowo w osobnym wpisie, do którego Was zapraszam.

Maroko MarokoSurfing w MarokuDużo sportu. Jeszcze w grudniu podjąłem decyzję o tym, że muszę „wziąć się za siebie”. Sportowo zawsze byłem aktywny, ale ostanie miesiące byłem skupiony na pracy i po prostu ruszałem się mniej. Chodzę więc regularnie na crossfit, który mi się bardzo podoba i w każdą niedzielę gram z chłopakami w piłkę halową. Niedługo dodam bieganie. Razem ze sportem bardzo mocno poszła w górę moja pewność siebie i samopoczucie.

W kwestii tego sportu, bardzo trafną rzecz powiedział ostatnio Andrzej.  Siedzieliśmy u mnie w mieszkaniu i jak to zwykle rozmawialiśmy o życiu. Andrzej stwierdził bardzo dobrą rzecz, którą muszę Wam zacytować: „Zawsze, gdy w moim życiu dobrze się działo, to był tam sport. Gdy zaczyna się coś sypać (np. w pracy / firmie) to w pierwszej kolejności rezygnujemy ze sportu, a to jest bardzo złe podejście”. Spojrzałem na swoje życie wstecz i kurczę – bardzo to prawdziwe! Mam dokładnie to samo. W najlepszych momentach mojego życia zawsze towarzyszył mi sport. Teraz postaram się trzymać tej myśli.

Ulepiłem bałwana. Hehe, taka mała rzecz, a cieszy cholernie. Gdy tak sobie stałem obok niego, to zdałem sobie sprawę, że ostatni raz robiłem to kilkanaście lat temu. Trzeba pobudzać swoje wewnętrzne dziecko. No wyszedł po prostu piękny :)

Koncerty „Wiewórka na Drzewie” i „Abradab”. Była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, było światełko do nieba, były koncerty. Wybrałem się na dwa i z każdym wiąże się ciekawa historia.

Zacznijmy od „Wiewiórki na Drzewie”. Bardzo lubię ten zespół, bo poznałem go dzięki Biegowi Rzeźnika (Wiewiórka ma dwie piosenki o Rzeźniku). Zespół każdego roku organizuje „Wiewiórstock” czyli dziką scenę na Pol’and Rock Festival. Od 6 lat się wybieram i nigdy nie udało mi się dotrzeć. Wreszcie koncert odbył się w Krakowie i mogłem posłuchać ich na żywo.

Co do Abradaba to bardzo lubię „stary hip-hop” z mojego dzieciństwa. Na liście jest więc też Abradab. Jakoś tak się złożyło, że wylicytowałem sobie jego płytę na WOŚP. Po koncercie dostałem więc podpisany krążek i mogliśmy przybić piątkę. Miasto jest nasze :)

Mimo, że padał deszcz i na koncertach WOŚP raczej panuje piknikowa atmosfera to i tak podobało mi się. W pewnym momencie wytworzyło się nawet małe pogo.

Produktywność i chęć do pracy. Wyjazd do Maroka i tygodniowa przerwa od komputera sprawiła, że po prostu chcę mi się pracować. Przed wyjazdem miałem motywację, żeby „pozamykać” niektóre projekty i mieć spokój w podróży. Po powrocie chcę mi się robić, bo pobudziłem swój apetyt do ciekawego życia – chcę podróżować, przeżywać nowe rzeczy, uczyć się nowych umiejętności, a żeby moc to robić to potrzebny jest ogar w firmie.

W firmie też ostatnio dobrze się dzieję. Mam to poczucie, że nasze Brave New się rozwija i wszystko idzie w dobrą stronę. Pracuje teraz nad bardzo ciekawymi projektami, od aplikacji mobilnej, przez duży serwis www dla jednej instytucji, design federacji nurkowej, po logo marki z kategorii sportów ekstremalnych. Każda z tych rzeczy szczerze mnie kręci i po prostu chcę mi się robić.

Przeczytane w styczniu

W styczniu skończyłem czytać jedną książkę:

Nangra DreamNanga Dream. Opowieść o Tomku Mackiewiczu – Mariusz Sepioło. Poczyniania Tomka Mackiewicza śledziłem od kilku dobrych lat. Postać, która bardzo mnie inspirowała swoim podejściem do życia i gonitwą za marzeniami. Miałem okazje być nawet na slajdowisku Tomka i ujął mnie wtedy swoją skromnością.

Kim był Tomek? To człowiek, który uparł się na zdobycie jednego z dużych szczytów – Nanga Parbat. Jeździł tam regularnie każdego roku i próbował wejść na szczyt zimą. Bez dużego zaplecza finansowego, bez wsparcia dużych mediów, bez wielkiego rozgłosu. Taki zwykły „chłopak z podwórka”, dla którego góry były czymś ważnym.

W końcu spełnił swoje marzenie, ale niestety zapłacił za to największą cenę. Z książki dowiadujemy się dużo o przeszłości Tomka. Pomaga nam lepiej zrozumieć podejmowane przez niego decyzję i podejście do życia. Nie z wszystkim się zgadzałem, ale po przeczytaniu książki po prostu pewne rzeczy akceptuje. Bardzo ciekawa książka. Polecam, zwłaszcza tym, którzy nie śledzili zmagań Mackiewicza z górą wcześniej.

Obejrzane w styczniu

W filmach i serialach trwa jakaś posłucha. Czekam na Oscary. Bo będzie co oglądać. No ale „coś tam” obejrzałem:

  • Nie otwieraj oczu – głośny film Netflixa z Sandrą Bullock w roli głównej. Na świecie dochodzi do dziwnego zjawiska – tajemnicza siła powoduje, że ludzie masowo popełniają samobójstwo. Trochę trudno ocenić mi ten film. Wiele rzeczy w fabule nie zgadzało się ze sobą, było sporo błędów i mam wrażenie, że scenariusz jest niedopracowany. Nie odpowiedział też na moje pytanie, które siedziało mi się w głowie przez cały czas oglądania. Z drugiej strony – film trzymał mnie w napięciu i przyjemnie mi się to oglądało. Oceniłbym to na takie 6/10.
  • You – Uroczy i romantyczny pracownik księgarni zakochuje się w początkującej poetce. Wykorzystując media społecznościowe, aby zdobywać informację na jej temat i rozkochać ją w sobie. Dość szybko dziewczyna staje się jego obsesją.  Bardzo ciekawy pomysł na serial, ale bohaterowie popełniający głupie błędy (bardzo tego nie lubię). Obejrzałem cały sezon, bo byłem ciekaw zakończenia. Brakowało mi w nim jednak „napięcia”. Główny bohater to niezły psychol i żałuje, że nie było „bardziej ostro”. Chyba też majowe 6/10 :)

No i chyba tyle jeżeli chodzi o styczeń. To był świetny miesiąc, bo bardzo różnorodny. Były podróże, była praca, były seriale, książki i koncerty. Wszystko to z wysokim poziomem energii i wewnętrzną chęcią do działania.

I dajcie znać co myślicie o powrocie podsumowań :) 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Maroko – długo wyczekiwany wyjazd ze stertą lekarstw, nocną bijatyką, słońcem i zagubionym aparatem