Same Dobre Rzeczy – s02e02

Zgodnie z postanowieniem, ze stycznia wróciłem z serią „Same Dobre Rzeczy”, które są moim podsumowaniem danego miesiąca. Czas więc na drugi odcinek czyli podsumowanie lutego.

 

Słowo wstępu, dla tych, którzy są tu pierwszy raz lub po prostu nie są na bieżąco. Same Dobre Rzeczy to seria wpisów z podsumowaniem miesiąca. Zbieram w nim ciekawe i przyjemne rzeczy, które wydarzyły się w minionym miesiącu. Czasem są to rzeczy wielkie (np. podróże), a czasem małe drobnostki. Na co dzień nie zauważamy, ile ciekawych rzeczy w naszym życiu się dzieję. Takie zatrzymanie się i zrobienie podsumowania pomaga mi spojrzeć na moje życie szerzej i docenić TO CO MAM.

Serię podsumowań robiłem już w latach poprzednich. W 2018r. zrobiłem sobie przerwę i teraz wracam do gry. Można więc powiedzieć, że to drugi sezon. Co ciekawe, sporo osób do mnie pisało, że lubili tę serię i chcieliby powrotu (serio, napisało jakieś 5-10 osób, a to już dużo). Ja też ją lubiłem, bo pisanie tych wpisów sprawia dużo przyjemności i jest po prostu lekkie.

Teraz, oprócz ciekawych aktywności z danego miesiąca, postaram się także podzielić z Wami jakimś filmem, serialem lub książką z danego miesiąca.

Wymyśliłem sobie, że wpisy będę numerował podobnie jak seriale, bo czasem sobie myślę, że moje życie to trochę taki serial, który sam reżyseruje.

Co ciekawego działo się u mnie w lutym?

Jakoś bardzo szybko przeleciał mi ten miesiąc. Miałem bardzo dużo pracy w firmie, ale też znalazłem czas na różnego rodzaju aktywności. Wkradło się też przeziębienie z wizytą u lekarza. Ale zacznijmy od tych dobrych rzeczy:

Eksploracja jaskiń z National Geographic. Zostałem zaproszony do genialnego projektu. Ależ to była przygoda! Dawno czegoś takiego nie przeżyłem. Przez kilka dni jeździłem po Polsce i odkrywałem jaskinie. Na liście były trzy wyjątkowe miejscówki  – Kasprowa Niżnia w Tatrach, Trzy Kopce w Beskidzie Śląskim i Piętrowa Szczelina na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej. Z wyjazdu będę pisał artykuł dla National Geographic, ale na blogu też podzielę się z Wami ciekawymi materiałami.

Bardzo mi się podobało, bo była to nie byle jaka przygoda. Musiałem nauczyć się asekuracji, pracy na linach czy przeciskania się przez wąskie korytarze. Dodajmy do tego, że wejście do tych jaskiń to nie jest prosta sprawa. Bez odpowiednich zgód nie jest to możliwe, więc miałem okazje zobaczyć miejsca, których zwykły zjadacz chleba razowego nie ma zobaczy.

Jestem teraz na etapie opracowywania materiałów, obróbki zdjęć itp. Więc wkrótce opowiem Wam o tym więcej, ale to była jedna z lepszych outdoorowych przygód w życiu.

Koncert zespołu Pod Wiatr. Pod Wiatr to kapela szantowa z mojego rodzinnego Ostrowca. Jestem wielkim fanem i chodzę na koncerty niemalże od zawsze. Ich koncerty to istne szaleństwo bez hamulców. Wyszalałem się naprawdę porządnie :)

Film z Maroka. Na blogu pojawił się film z Maroka. A że filmy u mnie nie są zbyt często, to warto odnotować to wydarzenie.

Literki w biurze. Mała rzecz, a cieszy niezmiernie. Wreszcie kończymy urządzać nasze biuro (robimy to od listopada, ale stopniowo jest co raz piękniej). Zawsze sobie marzyłem, że jak będę miał swoją firmę i biuro, to powieszę sobie na ścianie logo. Andrzej miał podobnie, więc postanowiliśmy sobie je zrealizować.  Co prawda literki zawisły już na początku marca, ale zaliczę je na poczet lutego, bo proces myślowy dział się właśnie w lutym :)

I ogólnie w Brave New dzieje się dużo. Mamy aktualnie bardzo gorący okres i trochę cierpię na zbyt dużą ilość spraw. Jednocześnie bardzo mocno usprawniamy procesy, szukamy nowych ludzi do pracy, wprowadzamy różne procedury. Jest naprawdę pracowicie i gorąco, ale czuje wewnątrz siebie ogromny sens tego wszystkiego. Jestem na koniec dnia zmęczony, ale spełniony i dumny z tego, co wydarzyło się u mnie w tej dziedzinie. Ciekawostka: w marcu wybije nam rok od założenia tej firmy.

Tłusty czwartek. Co tu dużo mówić. Zjadłem pięć solidnych pączków.

Co poszło nie tak?

Teraz przejdźmy do kategorii pt. „w tych sprawach dałem dupy”:

  • Sport. Na początku lutego zachorowałem i przez tydzień jechałem na lekach. Później pojawiła się opcja wyjazdu do jaskiń z National Geographic i musiałem wieczory przeznaczyć na podgonienie spraw w firmie. W efekcie mało ćwiczyłem. Jest mi z tym głupio, bo jeszcze w podsumowaniu stycznia pisałem o tym, jak istotny jest sport. Tłumaczę się tym, że braki zrekompensowałem sobie chodzeniem po górach, no ale w głębi siebie czuje, że mogłem wymagać od siebie w tej kwestii trochę więcej.
  • Przepracowanie. W lutym pracowałem dużo więcej niż powinienem. Zdarzyło mi się pracować do późna. Wziąłem na siebie trochę za dużo i nie wyrabiam się. Marzec niestety pod tym względem też zapowiada się trudny, ale trzeba to teraz wziąć na plecy, zrobić swoje, a nagrodą będzie odpoczynek i krótki urlop.
  • Nie przeczytałem żadnej książki w tym miesiąc. Hańba! Zamiast czytać książki w tramwaju / autobusie / czekając na kogoś (można naprawdę dużo wtedy przeczytać), ja znów wróciłem do scrollowania Facebooka, pisania na messangerze i czytania internetów. A jednak książki dają większą wartość.

Obejrzane w marcu

Obejrzałem za to trochę filmów/seriali. Z ciekawych opcji, na które trafiłem:

Friends – Zacznę od klasyka, którego wszyscy znają. W tamtym roku postanowiłem nadrobić zaległości w dziedzinie amerykańskich sitcomów. Nigdy ich nie oglądałem! Na pierwszy rzut poszły „Różowe Lata 70”, które bardzo mi się spodobały. Gdy je skończyłem, gdzieś w okolicach czerwca rozpocząłem oglądać Friendsów. No i w lutym skończyłem wszystkie sezony! :)

Niesamowicie ciepły serial, który świetnie nadaje się do oglądania podczas obiadów czy wieczorem, gdy jesteśmy zmęczeni i potrzebujemy czegoś naprawdę lekkiego.  Początkowe odcinki wydają się mało interesujące, więc warto dać temu szansę i obejrzeć trochę więcej. Potrzeba odrobiny czasu, żeby wyczuć poczucie żartu, utożsamić się z bohaterami i lepiej ich poznać. Naprawdę świetnie się to oglądało i trochę żałuję, że już koniec. Majowe 9/10 ;)

Big little lies – Serial, po którym nie spodziewałem się niczego dobrego. Zwłaszcza po przeczytaniu opisu na Filmwebie i poznaniu polskiego tytułu „Wielkie kłamstewka”. Zacytuje wam jeszcze ten nieszczęsny opis z Filmwebu: „Idealne życie trzech matek przybiera nieoczekiwany obrót, gdy w miasteczku dochodzi do zbrodni.”. No naprawdę brzmi to słabo, ale dałem temu szanse i spodobało mi się. Robotę robi świetna muzyka i bardzo specyficzny montaż filmu (ma w sobie coś niepokojącego). Serial jest krótki (7 odcinków) i ma w sobie coś takiego, że chcesz oglądać to dalej. Majowe 7/10 :)

Green book – Produkcja, która zgarnęła w tym roku trzy oskary. Mam wyrzuty sumienia, bo oglądałem w dniu, kiedy byłem bardzo zmęczony i zasnąłem w trakcie (ale nie z nudów). Nadrobiłem następnego dnia! Bardzo pozytywny film, który powinien się spodobać wszystkim, którzy lubię podróże.  Nowojorczyk z włoskimi korzeniami zostaje kierowcą cenionego, czaronoskórego pianisty. Razem ruszają w kilkumiesięczną trasę koncertową. Świetna historia o przekonaniach, wartościach i podejściu do życia.  Majowe 9/10 :)


To tyle jeżeli chodzi o luty. Rozpoczął się marzec, który będzie u mnie bardzo pracowity i wymagający. Ale czuć już w powietrzu nadchodzącą wiosnę, więc jest motywacja do działania.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lost in Medina – Film z Maroka