Same Dobre Rzeczy – s02e03

Minął kolejny miesiąc. Czas więc na podsumowanie marca. Tradycyjnie, podsumowuje co dobrego i ciekawego się u mnie działo oraz pokazuje Wam ciekawe filmy lub książki, na które natrafiłem. No to lecimy!

 

Słowo wstępu, dla tych, którzy są tu pierwszy raz lub po prostu nie są na bieżąco. Same Dobre Rzeczy to seria wpisów z podsumowaniem miesiąca. Zbieram w nim ciekawe i przyjemne rzeczy, które wydarzyły się w minionym miesiącu. Czasem są to rzeczy wielkie (np. podróże), a czasem małe drobnostki. Na co dzień nie zauważamy, ile ciekawych rzeczy w naszym życiu się dzieję. Takie zatrzymanie się i zrobienie podsumowania pomaga mi spojrzeć na moje życie szerzej i docenić TO CO MAM.

Serię podsumowań robiłem już w latach poprzednich. W 2018r. zrobiłem sobie przerwę i teraz wracam do gry. Można więc powiedzieć, że to drugi sezon. Co ciekawe, sporo osób do mnie pisało, że lubili tę serię i chcieliby powrotu (serio, napisało jakieś 5-10 osób, a to już dużo). Ja też ją lubiłem, bo pisanie tych wpisów sprawia dużo przyjemności i jest po prostu lekkie.

Teraz, oprócz ciekawych aktywności z danego miesiąca, postaram się także podzielić z Wami jakimś filmem, serialem lub książką z danego miesiąca.

Wymyśliłem sobie, że wpisy będę numerował podobnie jak seriale, bo czasem sobie myślę, że moje życie to trochę taki serial, który sam reżyseruje.

Co ciekawego działo się u mnie w marcu?

Marzec był u mnie ciężkim i pracowitym miesiącem. O ile w styczniu i w lutym działy się przygody podróżnicze (w styczniu wyjazd do Maroka, w lutym eksploracja polskich jaskiń), tak marzec w głównej mierze spędziłem przy biurku. Niestety, ilość spraw firmowych mocno mnie przycisnęła. W tym miesiącu kończyliśmy w Brave New jeden z największych projektów w historii, rekrutowaliśmy nowe osoby do zespołu i wprowadzaliśmy różnego rodzaju procedury. Masa pracy! Niestety, mój balans pomiędzy pracą, a życiem codziennym został mocno przez to zaburzony. Czuje się przez to trochę zmęczony, ale zdaje sobie sprawę, że tak trzeba było. Na szczęście, efekty prac widać i bardzo one cieszą, więc finalnie jestem zadowolony, a w kwietniu w nagrodę lecę na tydzień do Gruzji. Inaczej się pracuje, jeżeli wiesz, że czeka nagroda :)

Mimo to, działo się kilka ciekawych rzeczy:

Wielkie porządki. W tym miesiącu udało mi się zrobić wielkie porządki. Ale takie naprawdę z grubej rury! Ogarnąłem swoje mieszkanie pozbywając się wielu rzeczy. Zrobiłem przemeblowanie w pokoju. Kurczę, jak takie drobne zmiany dobrze wpływają na człowieka. Jeżeli planujesz wprowadzać jakieś zmiany w swoim życiu, to polecam zacząć od posprzątania właśnie swojego otoczenia i zmienienia coś w układzie mebli. Świetnie to działa, bo mózg musi od razu przyzwyczajać się do zmian! Ogarnąłem swoje konta bankowe i finanse (prawie). Zrobiłem przegląd szafy – pozbyłem się kilku worków ciuchów, w których nie chodziłem, a w ich miejsce pojawiły się nowe. Nawet w plikach na komputerze posprzątałem ;) Polecam Wam zrobić takie wielkie porządki każdej sfery życia. Jest dużo przyjemniej i pojawia się nowa energia. Idealna rzecz na wiosnę.

Angielski. Zacząłem uczyć się j. Angielskiego ;) Brzmi śmiesznie, bo po angielsku umiem mówić, jestem komunikatywny, ale niestety popełniam sporo błędów gramatycznych.  Dla wszystkich osób w firmie mamy bezpłatny język angielski do wakacji, więc sam też postanowiłem z tego skorzystać i popracować trochę nad językiem. Chcę mówić po prostu dużo lepiej.

Jeżdżenie na motocyklu. Prawko na „motor” zrobiłem jesienią 2018r. Po odebraniu prawa jazdy nie udało mi się jednak w ogóle pojeździć, bo przyszła zima. W jeden z marcowych weekendów pojechałem do Ostrowca i pierwszy raz, oficjalnie i legalnie przejechałem się sam motocyklem. Ależ to było fajne i przyjemne! ;)

Piłka na hali + bieganie. Od kilku lat, regularnie w każdą zimę wynajmujemy z kumplami halę i gramy w piłkę. Kopiemy zawsze późnym, niedzielnym wieczorem. Mógłbym ten punkt napisać w każdym innym miesiącu, bo gram regularnie, ale właśnie jakoś w marcu grało mi się świetnie. Może to efekt tego przepracowania i ta piłka była moim sposobem na odreagowanie? Nie wiem, ale po prostu grałem na 100% i to było świetne! Do tego udało mi się dwa razy pobiegać, więc w minimalnym wydaniu było trochę tego sportu.

Urodziny. W tym miesiącu świętowałem swoje 30-te urodziny. Była mała impreza, było małe spalenie dywanu przez sziszę J  Było naprawdę fajnie. Wszedłem w tą trzydziestkę z naprawdę dobrym nastawieniem i cieszę się z tego powodu. Mam świadomość, że otwiera się przede mną coś nowego.

Nietypowe kuchnie. Ostatnio złapałem się na tym, że bez wyjeżdżania z Krakowa, można spróbować kuchni z kilkudziesięciu krajów świata. Byłem w knajpie gruzińskiej i…koreańskiej. Gruzińską już znam, ale Korea na talerzu była dla mnie zupełnie czymś nowym. Zjadłem bibimbap. Było pysznie!

Mecz futbolu amerykańskiego. W ostatni dzień marca wybrałem się na mecz futbolu amerykańskiego. Kraków Kings grał z Armią Poznań. Bardzo dobre widowisko. Rok temu byłem pierwszy raz na takim meczu i mega mi się podobało. Oczywiście na początku nie ogarniałem zasad (z resztą, nadal nie wszystko jest dla mnie jasne, a czasem akcja toczy się tak szybko, że nie widać piłki), ale cała atmosfera na stadionie jest rewelacyjna. Polecam Wam bardzo gorąco, bo to świetna rzecz dla mózgu. Poznajesz coś nowego, uczysz się zasad i same mecze są całkiem widowiskowe.

Obejrzane w marcu:

Azyl plakatAzyl – Film oparty na faktach, opowiadający historię małżeństwa, które prowadziło warszawskie zoo w czasie II Wojny Światowej. Zaraz po wybuchu wojny, ogród zoologiczny zostaje zmieniony w świńską farmę dla niemieckich żołnierzy. Jest to idealna przykrywka do innej działalności opiekunów schroniska, którzy w zakamarkach ogrodu udzielają pomocy Żydom. Być może nie jest to technicznie wybitne dzieło. Ktoś może powiedzieć, że jest trochę przesłodzony, ale dla mnie to był mocny „wyciskacz łez”. Do tego poznałem mały kawałek historii, o którym nie miałem pojęcia. Trudno mi się ogląda filmy wojenne, bo zawsze wpadam w jakąś zadumę. Zawsze zakładam, że ludzie są z natury dobrzy, a takie historie z przeszłości burzą ten mój koncept. Z drugiej strony, na te złe rzeczy przypada też dużo przypadków wielkiej odwagi i poświęcenia, co jednak też dodaje wiary w ludzi. Może dobra i zła jest po prostu po równo?

FYRE – Najlepsza impreza, która nigdy się nie zdarzyła. Dokument, który polecił mi StayFly.  Przyznam się Wam, że ten film obejrzałem jeszcze w lutym, ale zapomniałem o nim wspomnieć w poprzednim zestawieniu. To film dokumentalny o tym, co dzieje się, gdy za organizacje festiwalu wezmą się osoby zbyt pewne siebie, które patrzą na świat jedynie przez pryzmat mediów społecznościowych, startupów, aplikacji mobilnych, inwestorów i wielkiego świata Internetu. Jestem w ostatnim czasie mocno cięty na modne startupy i właścicieli, którzy są mistrzami w wydawaniu nieswoich pieniędzy.  Festiwal Fyre miał być luksusowym festiwalem muzycznym na prywatnej wyspie na Bahamach, a okazał się przekrętem.


Tyle działo się w marcu! Było pracowicie i nie łatwo, ale nadciąga kwiecień, w którym będzie więcej przygód. No i będzie wyjazd do Gruzji!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zszedłem do podziemia! – Eksploracja trzech polskich jaskiń