Tak działem się w maju – podsumowanie miesiąca

Kolejny miesiąc życia za mną. Sprawdźmy, więc co dobrego działo się w moim życiu w maju. A maj to przecież mój miesiąc, choćby z nazwy!

Dla tych, którzy wpadli do tego wpisu przypadkowo, krótkie wprowadzenie. Robienie takich podsumowań miesiąca to mój sposób na porządkowanie myśli, wyznaczanie celów oraz dostrzeganie małych rzeczy, które dają dużo radości, a w pędzie codzienności, gdzieś nam umykają. Bardzo lubię tę serie wpisów, a robienie takich zestawień wnosi dużo dobrego do mojego życia. Powody, dlaczego warto to robić omówiłem to w podsumowaniu maja 2017, więc chętnych odsyłam właśnie do tego wpisu.

To co dzieje się za oknem to jest istna magia. Gdy był grudzień, było zimno i ponuro to właśnie tego pragnąłem, żeby wiosna w tym roku była wyjątkowo piękna. O takiej wiośnie marzyłem. To właśnie słońce sprawia, że praktycznie cały czas coś robię aktywnego. Każdy weekend jest po coś i nie tracę go na siedzenie przy komputerze.

Moje aktywne życie w ostatnim czasie ma też swoje wady. Trochę spadła mi motywacja do pracy. Oczywiście nie jest źle, ale jakoś zmniejszył mi się zapał. Najchętniej chodziłbym po górach lub leżał gdzieś w hamaku, czytał książkę i popijał coś zimnego. Trochę zaniedbałem też bloga – publikuje zdecydowanie mniej niż wcześniej, ale wychodzę z założenia, że przeżywanie i doświadczanie jest ważniejsze niż pisanie. Wpisy zawsze mogę nadrobić.

Ok, w takim razie co ciekawego działo się u mnie w maju?

Bieszczady

Pierwsza sprawa to oczywiście wyjazd w ukochane Bieszczady. Opisywałem już to na blogu, więc nie będę się zbytnio rozlewał. Było genialnie. Świetna ekipa znajomych, śpiewanie piosenek, chodzenie po górach, ogniska, spanie na glebie w schronisku, śniadanie na polance z pięknym widokiem, nowo poznani ludzie, pieczenie ciasta… bardzo dużo się działo. Naprawdę, naładowałem tam akumulatory. Bieszczady nigdy nie zawodzą.

Schronisko nad SmolnikiemWypad na lotnisko

Razu pewnego, zebrałem 3 kumpli do swojego Volvo i pojechaliśmy na nocną wycieczkę po Krakowie. Najpierw wylądowaliśmy na Hucie, gdzie zjedliśmy przepyszne jedzenie z grilla (polecam) przy Placu Centralnym. Potem wpadliśmy na pomysł wycieczki na lotnisko. Tak udało nam się dotrzeć do jednego z miejsc dla spotterów, gdzie samoloty lądowały dosłownie nad naszą głową. Było już dość późno, ale jeszcze udało nam się załapać na kilka lądowań. Miejsce jest świetne tylko dotarcie do niego jest dość skomplikowane.

Lublin

Na początku roku postanowiłem sobie, że w pierwszej połowie roku skupiam się na pracy i ogarnięciu swojego życia, a nie na dalekich podróżach. Poprzedni rok był bardzo podróżniczy (4 miesiące poza domem), dlatego ten jest spokojniejszy. Obiecałem sobie jednak, że będę zwiedzał Polskę.

Tym razem padło na Lublin i jestem zachwycony. Miałem jakiś dziwny, szary obraz tego miasta, który utrwaliłem w głowie kilkanaście lat temu, a przecież bardzo dużo się zmieniło. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem, bo jest co oglądać. Poświęcę temu miastu osobny wpis, bo udało mi się przywieźć kilka ładnych zdjęć.

Powrót do biegania

Nie uwierzycie co się wydarzyło! Po kilku miesiącach przerwy, wziąłem się za siebie i wróciłem do biegania. Ostatnie moje bieganie było chyba w październiku i po Mordowniku już niewiele się ruszałem. Ogólnie z bieganiem miałem od jakiegoś czasu jakiś problem. Trochę mi się znudziło, trochę zmieniły mi się priorytety i zaniedbałem to kompletnie.

W maju udało mi się pobiegać kilka razy, w tym raz zrobiłem 10km. To świetna sprawa, bo myślałem, że po tak długiej przerwie będzie ciężej. Znów poczułem tę magię, którą daje sport. Zadowolenie z siebie, możliwość przemyślenia w głowie kilku spraw itp.

Chodzi mi po głowie pomysł zapisania się na jakiś bieg, tak żeby mieć większą motywację do treningów. Myślę o maratonie warszawskim jesienią lub Biegiem 7 Dolin w opcji na 35 km. Trzymajcie kciuki, bo nie chciałbym, żeby mój powrót był jednorazową akcją. Liczę, że się mocno rozruszam i nie tylko wrócę do dawnej formy, ale wręcz za kilka miesięcy będę osiągał jeszcze lepsze efekty :)

Chillout w rodzinnych stronach

Rzecz z kategorii tych, których nie doceniamy na co dzień. Wybrałem się do rodziców i jednej soboty zapodałem sobie kompletny chillout. Nie spieszyłem się i wreszcie dałem sobie czas dla siebie. Pojeździłem motorem, poleżałem w hamaku, poczytałem książkę. Nic mnie nie goniło, nigdzie się nie spieszyłem, nie miałem nic ważnego do zrobienia. Nie pamiętam kiedy miałem taki dzień. W codziennej gonitwie nie zauważamy, że czasem wystarczy dać sobie chwilę dla siebie, żeby poczuć się jak król życia.

Kajaki na Nidzie

W ostatni dzień maja zebraliśmy się ze znajomymi w kilka osób i ruszyliśmy na 24 godzinną przygodę. W środę po pracy, wyjechaliśmy z Krakowa nad rzekę Nidę. Rozbiliśmy namioty na dziko, rozpaliliśmy ognicho i przesiedzieliśmy przy nim do rana. Później szybkie śniadanie i kilka godzin wiosłowania. Do Krakowa wróciliśmy wieczorem. Cały wypad zajął nam 24 godziny, a czułem się, jakbym wrócił z kilkudniowego wypadu. Polecam taki styl życia tym, którzy z powodu pracy czy innych obowiązków, nie mogą pozwolić sobie na długie wypady za granicę :)


Co w czerwcu?

Czerwiec szykuje się u mnie bardzo ciekawy.

  • Zaplanowany mam jeden wypad na północ Polski i będę miał okazje zwiedzić kolejny, piękny region – Pojezierze Iławskie. Spędzę tam kilka dni i bardzo się z tego cieszę.
  • Chcę też poświęcić więcej czasu pracy. Chcę żyć aktywnie i robić fajne rzeczy, ale też trochę więcej energii poświęcić firmie, bo w maju trochę „poluzowałem śrubkę”. Muszę więc wyrównać te proporcje, tak żeby było idealnie.
  • No i bieganie. Liczę na to, że moje biegowe przebudzenie to nie chwilowa zabawa. Formy nadal nie ma, ale liczę, że w w tym miesiącu będę biegał jeszcze więcej i wróci mi dawna kondycja.

To będzie dobry miesiąc ;)

https://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/michal-maj.png

Dzięki za przeczytanie wpisu. Będę wdzięczny, jeżeli udostępnisz do innym w social media lub napiszesz poniżej w komentarzach, co o tym myślisz. Twoje zaagnażowanie naprawdę dużo dla mnie znaczy.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wychowałem się na wsi i nie wiem, jak to przeżyłem