Chillout na Bali

Na Bali jechaliśmy z nastawieniem na chillout. Po aktywnych ostatnich dniach postawiliśmy sobie za cel dotrzeć do Ubud, znaleźć jakiś spokojny kącik i chwilę odpocząć. I faktycznie odpoczęliśmy – ale razem z rodziną pluskw, które też urlopowały w naszym pokoju.

Ze wschodniej Jawy na Bali dostaliśmy się promem. I pierwsze zdziwienie: spotkaliśmy tam naszych znajomych z Wulkanu Bromo – męczącego Włocha i Argentynkę. Gadka szmatka, wymiany planów na kolejne dni. Typowa rozmowa białych, którzy podróżują po Azji.

To był już ten etap podróży, w którym wiedzieliśmy, że w Indonezji nie ma co się spieszyć. Nasi znajomi, męczący Włoch i Argentynka, od razu po wyjściu z promu poszli z naganiaczem do busa, „który za chwilę wyjeżdża”, a my spokojnym krokiem udaliśmy się na obiad. Jakąś godzinę później z pełnymi brzuchami poszliśmy na dworzec. W małym busiku spotkaliśmy naszą znajomą ekipę, która smażyła się w środku. Chillout i spokój zwyciężył. W podróży warto wyłączyć nasz europejski pośpiech i wieczne ASAP-y.

walki-kogutow-bali

Jak to nas pluskwy pogryzły

Miejsce było genialne: mały domek z tarasem i widokiem na ogród. Obok świątynia i mały ołtarzyk. Po kilku dniach jeżdżenia indonezyjskimi autobusami i chodzenia po wulkanach w środku nocy właśnie tego potrzebowaliśmy – spokojnego kąta, gdzie zostaniemy dłużej niż 2 dni i chwilę odpoczniemy. Wzięliśmy go.

Rano gospodarz przynosił nam śniadanie, które jedliśmy, patrząc na dziki ogród, i biegające po nim dwa króliki. Do śniadania aromatyczna balijska kawa. W ciągu dnia co chwilę ktoś przychodził do świątyńki, aby podsypać kwiatki lub zapalić kadzidełko. Wieczorami przesiadywałem na sofie, słuchałem dźwięków ogrodu i planowałem wpisy na blogu. Z resztą, zobaczcie sami video. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o pluskwach : )

Było genialnie, jednak ostatniego dnia zaczęliśmy się podejrzanie drapać. Początkowo tylko ja, więc zganiałem to na zbyt dużą ilość słońca, jednak chwilę później dołączyła do mnie Brysia. Na całym ciele krostki i swędzenie na maksa. Na początku doszukiwaliśmy się jakiejś alergii, ale powoli zrozumieliśmy, że w naszym pokoju są pluskwy.

Pierwszy raz się z tym spotkałem. Były karaluchy, jaszczurki to klasyk azjatycki, ale pluskwy dopadły nas po raz pierwszy. Najgorsze jest to, że nie da się za bardzo tego wybadać i zauważyć. Siedzi to w materacu i delikatnie podgryza… Okropna sprawa.

Metoda na policjanta

W Polsce mamy oszustów, którzy wyłudzają pieniądze na wnuczka, a w Indonezji jest metoda na policjanta.

Zmęczeni ciągłym odpoczywaniem postanowiliśmy wynająć skuter i pojeździć po Bali bez konkretnego planu i celu. Jedziemy sobie grzecznie bocznymi drogami, sprawdzamy, jak ryż rośnie, i chłoniemy otoczenie. W pewnym momencie podjeżdża do nas na skuterze jakiś wąsaty pan i pokazuje, żeby się zatrzymać. Zwalniam, zjeżdżam na pobocze. Jegomość z wąsem twierdzi, że jest policjantem. Pod kurtką ma prowizoryczny mundur, który podbija jego autorytet. Pyta, skąd jesteśmy, i prosi o prawo jazdy. Wyjmuję i pokazuję mu. Zaczyna się gra aktorska:

– Ooo, my friend, to polskie prawo jazdy. W Indonezji trzeba mieć międzynarodowe prawo jazdy na skuter. Będzie mandacik w wysokości 250 tysięcy Rupii (80zł).

Oboje z Brysią uśmiechamy się, bo czytaliśmy o tym numerze przed wyjazdem:

– Jasne, nie ma problemu. Proszę o wystawienie mandatu, który opłacimy na komisariacie – mówię pewny siebie.

– Musicie zapłacić na miejscu, teraz.

– Nie mamy pieniędzy. Możemy na komisariacie.

– A 100 tysięcy?

Kiwam przecząco głową i uśmiechem daję do zrozumienia, że nie ze mną te numery, Bruner.

– To chociaż 50 tysięcy – próba ostatniej szansy.

plaza-bali

Nasz przebieraniec macha ręką, wsiada na swój skuter i odjeżdża. Rozpiera mnie duma. Tyle razy dałem się zrobić w bambuko w Azji, a tym razem 1:0 dla mnie. Z każdym wyjazdem zaczynam to traktować jako swoistą grę i jestem pełen podziwu dla niektórych pomysłów na wyłudzenie pieniędzy od białych twarzy.

Moje przemyślenia o Bali

Poniżej kilka moich przemyśleń na temat Bali. Niektóre mogą być lekko krzywdzące, bo jakoś bardzo mocno mnie to miejsce nie ujęło. Podejrzewam, że ma dużo do zaoferowania, trzeba tylko powoli wejść w ten świat i odkryć jego magię, a my postawiliśmy bardziej na odpoczynek, nicnierobienie i bardziej turystyczne miejsca. Dlatego też nie bierzcie moich przemyśleń bardzo dosłownie, bo wszystko to kwestia odpowiednich filtrów w głowie.

  • Wyspa Bali jest dużo bardziej turystyczna niż Jawa. Mocno czuć różnice w cenach, przez co nie podróżuje się już tak swobodnie.
  • Warto się wybrać na Bali, jeżeli lubicie luksus. Za naprawdę niewielkie pieniądze można kupić „wyższy standard”. Za pokój w ładnym hoteliku z basenem i śniadaniem płaciliśmy po 35 zł, więc naprawdę niewielkie pieniądze. Podobnie w restauracjach – są nieco droższe, ale możesz zjeść prawdziwe cuda na talerzu.
  • Bardzo dobra i różnorodna kuchnia. Świetne jedzenie. Choć teraz tak sobie myślę, że ja nie jestem do końca obiektywny, bo mi smakuje praktycznie wszystko i kocham jeść w podróży.
malpy-bali

Tak muszę się poświęcać, żeby zrobić materiał na blog : ) Świątynia małp – ultra turystyczne miejsce, ale uwielbiam te zwierzęta.

  • Brzydkie plaże. Nie wiem czemu, ale każdy w Polsce na hasło „Bali” widzi piękną, piaszczystą plażę. W rzeczywistości trudno tam o dobre miejsce do plażowania – przynajmniej w tych regionach, w których byliśmy.
  • Jazda skuterem to czysta przyjemność. Wypożyczasz go za 12 zł za dobę i jesteś w pełni mobilny. Coś pięknego : )
  • Świetne są te świątynie i ołtarzyki. Jakoś nigdy się nimi nie zachwycałem, ale pierwszego dnia na Bali dałem się oczarować. Brysia jeszcze spała, a ja wybrałem się na zakupy i do pralni. Wróciłem w wyśmienitym humorze, bo wszędzie porozsypywane były kolorowe kwiaty. Bardzo mi się to spodobało.
  • Jeszcze jedna rzecz – sztuka. Jest bardzo dużo różnych galerii sztuki i rzemieślników, co to malują, dłubią, rzeźbią, i trzeba powiedzieć, że wychodzi im to genialnie. W pierwszej chwili pomyślałem sobie nawet, że chciałbym urządzić mieszkanie w balijskim stylu: )

Teraz, gdy napisałem tych kilka punktów, stwierdzam, że jednak ta wyspa wcale nie była taka zła. Być może na moje podejście wpłynęły te pluskwy, które zostawiły nam namacalne pamiątki po Bali na jeszcze 2 tygodnie po powrocie do Polski.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak ogarnąć się finansowo i oszczędzać na podróże?