Jeden nawyk, który zmienił moje życie

Jest wiele nawyków, które bardzo poprawiły jakość mojego życia. Bieganie – bo pozwoliło wyrobić krzepę i charakter. Wczesne wstawanie – bo choć nie mam nad głową szefa, to wstawanie codziennie o normalnych porach pozwala mi być efektywnym. Dziś jednak chciałbym opowiedzieć Wam o innym nawyku, który mocno wpłynął na moje życie – o oszczędzaniu.

Wpis ten powstał przy współpracy z marką NN Investment Partners. Wspólnie opowiemy dziś o oszczędzaniu. Pokażę Wam, jak wyglądała moja droga do wyrabiania tego nawyku. Oprócz tradycyjnego wpisu przygotowałem także mapę mojej „podróży przez świat oszczędzania” – znajdziecie ją poniżej

Dzięki oszczędzaniu udało mi się spełnić kilka marzeń i podróżować po paru krajach – to właśnie dzięki małej przedsiębiorczości odwiedziłem wymarzone Indie czy pojechałem na 3 miesiące do Meksyku. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Wam o mojej wyboistej drodze do miejsca, w którym jestem teraz, bo zanim nauczyłem się odkładać pieniądze, sporo przeszedłem i musiałem wyciągnąć wiele wniosków.

Lekcja z dzieciństwa

Pierwszą lekcję oszczędzania dostałem jeszcze za dzieciaka. Pewnego lata rodzice wysłali mnie na obóz pływacki nad morze. Właśnie skończyłem 2 klasę podstawówki i to był mój pierwszy jakikolwiek wyjazd daleko od domu, bez bliskich. Oczywiście rodzice dali mi pewną kwotę i pouczyli, żebym wydawał mądrze, bo pieniądze te mają mi wystarczyć na cały pobyt.

Co zrobił młody Maj? Wydał wszystko, co dostał, w pierwsze kilka dni! Dużą część pieniędzy zostawiłem w salonie gier. (Automaty! Kto je jeszcze pamięta?). To, co zostało, przeznaczyłem na słodycze, lody i inne zachcianki. Doprowadziłem do tego, że gdy czekał mnie jeszcze tydzień pobytu, byłem bez grosza. Za ostatnią złotówkę kupiłem sobie… loda na patyku : )

Dzwoniąc z budki telefonicznej (nie mieliśmy wtedy jeszcze komórek), żaliłem się rodzicom na mój los. Mogli mi wtedy nadać przekazem pocztowym pieniądze, ale nie zrobili tego. Doszli do wniosku, że będzie to dla mnie cenna lekcja – i w sumie mieli rację. W późniejszych latach byłem jeszcze na kilku obozach/koloniach i nigdy nie doprowadziłem do tak dramatycznej sytuacji.

Mongolia - pustynia Gobi

Lekcja na studiach

Podczas mojej podróży przez świat oszczędzania w końcu dotarłem do Wielkiej puszczy doświadczeń studenckich. Wyrwałem się z rodzinnego domu i na mojej drodze pojawiło się wiele pokus.

Na pierwszym roku dostawałem od rodziców 1000 zł – po opłaceniu mieszkania, rachunków itp. na życie zostawało mi jakieś 400 zł. Nie wiem, jak to robiłem, ale za te 400 zł potrafiłem się wykarmić, kupić bilet miesięczny na autobus, zjeść od czasu do czasu coś na mieście, a przy tym porządnie „pohulać” i korzystać z uciech życia studenckiego.

Szło mi bardzo dobrze, ale w końcu stwierdziłem, że długo tak nie pociągnę. Pewnego razu zdarzyło się, że miałem jedynie około 80 groszy – w dodatku na koncie w banku, nie w portfelu. Takiej kwoty oczywiście nie dało się wypłacić w bankomacie, więc wpadłem na genialny pomysł: poszedłem do marketu i kupiłem sobie bułkę kajzerkę. Tam na szczęście można było płacić kartą bez żadnego limitu. Wtedy dotarło do mnie, że pieniądze, które dostaję od rodziców, nie do końca starczają na moje potrzeby. Postanowiłem, że czas pójść do pracy i zacząć zarabiać.

Imałem się różnych prac. Pierwsze zarobione pieniądze dawały mi dużo satysfakcji. Zacząłem też zarabiać na tym, co mnie ciekawiło – na fotografii czy grafice komputerowej. Jednego roku udało mi się złapać zlecenia fotograficzne na 3 studniówki. Obskoczyłem je w miesiąc, a dzięki zarobionym pieniądzom spełniłem swoje marzenie i pojechałem do Indii.

Lekcja w dorosłym życiu

Trzecią lekcję wyciągnąłem, gdy założyłem swoją działalność. Dość szybko udało mi się złapać pierwsze zlecenia i firma zaczęła przynosić pierwsze zyski. Oczywiście nie były to góry dolarów, ale zarabiane kwoty pozwoliły mi żyć „trochę lepiej” – nadal jednak żyłem beztrosko.

W końcu zaczęły pojawiać się pierwsze sygnały alarmowe: zdarzały się, że brakowało mi pieniędzy na koniec miesiąca. Z różnych powodów – i też nie zawsze bezpośrednio z mojej winy: a to projekt się przedłużał, a to klient spóźniał się z płatnością, a to jakiś gorszy okres… Takie momenty były zawsze bardzo stresujące. Dodam, że w jednym z pierwszych kwartałów prowadzenia firmy wydałem pieniądze, którymi miałem opłacić podatki. To była kolejna przydatna lekcja.

Oczywiście – jak większość młodych osób – uważałem, że nie mam z czego oszczędzać i że zacznę odkładać pieniądze, gdy będę zarabiał więcej. I mimo że zarabiałem już całkiem dobrze, to ciągle mi brakowało. Obserwując otoczenie, widzę, że powoli to się zmienia. Coraz więcej młodych osób dostrzega konieczność oszczędzania – 66% młodych osób deklaruje, że odkłada choćby małe kwoty, raz na jakiś czas. Ale co z resztą?

W końcu postanowiłem, że nie chcę dłużej tak funkcjonować. Nie mogłem żyć w ciągłym stresie i pod koniec każdego miesiąca liczyć ostatnich pieniędzy. Zacząłem więcej czytać o oszczędzaniu i trafiłem do Wioski dobrych ludzi, którzy poprzez blogi, podcasty czy książki nauczyli mnie więcej o finansach. Wszedłem na drogę dobrych nawyków, które wprowadziłem w życie. Co zrobiłem?

  • Przyjrzałem się wszystkim moim wydatkom. Odkryłem kilka słabych punktów mojego budżetu, a wiedząc, gdzie uciekają moje pieniądze, udało mi się zaoszczędzić około kilkaset złotych miesięcznie. Płaciłem bardzo wysoki abonament na telefon i zmieniłem taryfę na dużo mniejszą. Zrezygnowałem też z abonamentu na usługi prawne, bo nie były mi już potrzebne. Zamknąłem konta, z których nie korzystałem, a na których ciągle naliczano mi jakieś opłaty. Znalazłem tańszą opcję na abonament do Photoshopa itp. Zastanowiłem się też, z czego mogę zrezygnować, aby zaoszczędzić. Odkryłem np. że na bilety autobusowe wydaję kilkadziesiąt złotych miesięcznie – przerzuciłem się więc na rower. Staram się robić taki „audyt” regularnie i, co ciekawe, za każdym razem dostrzegam jakieś nowe możliwości.
  • Zacząłem też szukać sposobów na to, żeby zarabiać więcej. Zlecenia graficzne postanowiłem wyceniać trochę drożej, brałem ich odrobinę więcej i starałem się pracować nad nimi bardziej produktywnie. Przestałem wkręcać sobie, że to jest moja pasja, więc pieniądze się tak bardzo nie liczą. Liczą się bardzo. Pasja jest ważna, ale istotne są też twarde obliczenia.

Po kilku miesiącach udało mi się odłożyć pierwsze pieniądze i stworzyć małą „poduszkę finansową”. To było wspaniałe uczucie. Nawyk oszczędzania przyniósł efekty.

Mongolia

Jak wygląda to dziś?

Dziś zastanawiam się, jak mogłem kiedyś żyć w takim finansowym nieładzie. Jasne, ciągle trafiają się wyboiste ścieżki, lepsze i gorsze miesiące, ale jednak pilnuję finansów, bo wiem, że to ważny filar życia. Jak pielęgnuję swój nawyk oszczędzania?

  • Staram się spisywać wydatki. Zbieram paragony i patrzę, na co wydaję pieniądze.
  • Bardzo dokładnie liczę pieniądze w firmie. Wiem ile „na czysto” przyniósł mi dany projekt, jakie poniosłem koszty, ile zapłaciłem współpracownikom, a ile mam podatku do zapłacenia. Zaprzyjaźniłem się z Excelem i polecam zrobić to wszystkim, którzy prowadzą swoje mikofirmy. Zrozumiałem, że prowadzenie biznesu to nie tylko romantyczne łączenie pracy z pasją, rozdawanie wizytówek i spotkania branżowe – to przede wszystkim liczby, które trzeba ogarniać.
  • Muszę mieć jakąś „poduszkę finansową”. Nie wyobrażam sobie życia bez oszczędności na koncie.
  • Zacząłem czerpać radość z aktywności, które nic nie kosztują (lub są bardzo tanie). Co mam na myśli? Czytanie książki w parku, jeżdżenie rowerem, spacer, bieganie… Raz na jakiś czas kino, ale zamiast drogich sieciówek – tańsze i kameralne kina studyjne. Albo pokazy filmowe na świeżym powietrzu.
  • Dobrze działa na mnie jasno określony cel. Jestem człowiekiem mocno nastawionym na sukces i gdy mam konkretny cel, wszystko idzie mi po prostu łatwiej. Ostatnim wielkim celem było odłożenie pieniędzy na pobyt w Meksyku. 3 miesiące w drodze to duży projekt, z którym łączą się spore wydatki. Odkładaliśmy z Brysią przez cały rok, ale cel został osiągnięty i nagroda była wspaniała.
  • Zanim kupię coś nowego, zastanawiam się kilka razy. Ostatnio złapałem się na impulsywnym zakupie książki. Już miałem ciekawą pozycję w koszyku, gdy zdałem sobie sprawę, że w kolejce czekają na mnie 3 inne lektury do przeczytania. Być może kupię tę książkę, ale postanowiłem, że na razie się wstrzymam i przeczytam najpierw to, co mam. Ogólnie rzecz biorąc, zauważyłem, że wcale nie mam dużych potrzeb materialnych, wystarczy mi mało rzeczy – więcej natomiast wydaję na przeżycia i doświadczenia.
  • No właśnie – przeżycia i doświadczenia. Są dla mnie bardzo cenne, dlatego nie żałuję sobie np. na podróże. Szukam jednak sposobów na to, żeby były one też źródłem jakiegoś dochodu. Udaje się to dzięki blogowi, wydanej książce czy po prostu dzięki temu, że łączę podróże z pracą zdalną.

Mongolia

Oszczędzanie – Jak widzę swoją przyszłość?

Czasem zdarza mi się rozmawiać z kimś, kto do końca nie czuje tego, co robię. Słyszę wtedy: „Będziesz miał dziecko, to skończą się te podróże”. Drugi znienawidzony przeze mnie tekst brzmi: „Podróżuj teraz, bo na starość to się skończy”. Jak ja tego nie lubię. Jakie to jest puste myślenie.

Być może za parę lat nie będę jeździł po świecie z taką intensywnością, ale nie wyobrażam sobie przestać to robić. Dziecko? Przecież to właśnie powód do kolejnych wyjazdów! Jakoś trzeba takiemu małemu człowiekowi pokazać świat, zaciekawić go życiem i nauczyć tolerancji. Jak to zrobić, jeśli nie właśnie przez podróże, które są na to świetnym sposobem?

Starość? Nie wyobrażam sobie za te kilkanaście lat mieć „smutnego życia”. Często w drodze spotykam starsze osoby, które też podróżują. Zwykle bije od nich niesamowicie dobra energia i widać, że takie wyjazdy wpływają pozytywnie na ich zdrowie. Są dla mnie dowodem na to, że chcieć to móc.

Bardzo chciałbym w przyszłości móc dalej rozwijać swoje pasje, odkrywać nowe miejsca, smaki. Jest jeszcze tyle do zobaczenia, a mnie to najzwyczajniej w świecie ciekawi. Wierzę, że sposobem na interesujące życie w przyszłości mogą być oszczędności. I wiem, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądało moje życie za rok czy dwa, a co dopiero za pięć, dziesięć czy pięćdziesiąt, ale nie chciałbym się zmieniać i rezygnować z tego, co kocham. Bo emerytura to nie tylko stan ducha, lecz także stan portfela ; )

Na pewno czeka mnie jeszcze niejedna lekcja od życia, ale mimo wszystko chcę dbać o swój nawyk oszczędzania. Jeżeli tak jak ja masz około 30 lat, to uważam, że to idealny czas, żeby pomyśleć o swojej przyszłości i zacząć odkładać pieniądze. Można to robić z partnerem dzisiejszego wpisu, NN Investment Partners. Wiem, brzmi to dość dziwnie, bo mówimy o czymś, co będzie za kilkadziesiąt lat, ale czas leci bardzo szybko. Przecież dopiero szedłem na studia! Mam wręcz poczucie, że im ja jestem starszy, tym czas bardziej przyspiesza.

Zawsze na końcu takiego artykułu powinno być jakieś hasło, które podsumuje cały tekst. Jeszcze kilka lat temu doprowadzałem do chorych sytuacji, w których zostawało mi na koncie 80 groszy. Musiałem wiele się nauczyć, żeby przestać powtarzać, że nie mam z czego oszczędzać. Z perspektywy czasu widzę, że oszczędzanie przyniosło mi namacalne efekty w moim życiu. Wniosło dużo zdrowego spokoju i pozwoliło czerpać więcej radości z tego, co robię. Najtrudniej było zacząć i zobaczyć sens w odkładaniu nawet małych kwot. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wulkan Acatenango – jedna z najlepszych przygód w Gwatemali!