Co spakowałem na wyjazd do Malezji i Indonezji?

W podróży jestem już od kilku dni. Czas na wpis, który przygotowałem jeszcze przed wyjazdem, podczas pakowania. Pokrótce o tym, co ze sobą zabrałem.

Jestem typem człowieka, który lubi się pakować. Wyczuwam wtedy zapach nadchodzącej przygody. Przestałem też przejmować się tym, że czegoś zapomnę, bo wiem, że gdziekolwiek pojadę, to i tak zawsze można znaleźć jakiś sklep i dokupić podstawowe rzeczy.

Największym wyzwaniem pakowania się na wyjazd do Malezji o tej porze roku jest temperatura. U nas zimno, tam ciepło. Dodatkowo, w drodze powrotnej mamy 2 dni w Madrycie, gdzie w grudniu też raczej powieje chłodem. Oprócz ciuchów na „lato” musimy więc zabrać coś ciepłego. Ograniczenie bagażu: 15 kilogramów na osobę.

Pakuję się metodą robienia listy. Tydzień przed wyjazdem na biurku kładę kartkę, na której zapisuję wszystkie rzeczy do zabrania. Pisałem o tym już kiedyś.

image

Co zabrałem na wyjazd?

  • Elektronika

To był największy problem podczas pakowania. Rzeczy najbardziej wartościowe, do tego najdelikatniejsze i problematyczne. Z elektroniki zabieram swój sprzęt foto / video:

– Canon 500 D + obiektyw 17-85 mm. Ilość obiektywów ograniczam do minimum, ten jeden wystarcza do podstawowej fotografii, choć marzyłem, żeby zabrać jeszcze jeden – 50 mm… Powstrzymałem się.

– Tablet Ipad Mini 2 – nowość w mojej podróży. Potrzebowałem jakiegoś narzędzia do ogarniania drobnych spraw na blogu i w firmie. Nie pracuję w czasie wyjazdu, ale od czasu do czasu muszę wejść do sieci i sprawdzić, jak idą niektóre tematy.

– Kindle – bo w podróży dużo czytam. Wbrew pozorom jest na to sporo czasu, bo człowiek nie jest w stanie ciągle ganiać, zwiedzać i obżerać się miejscowym jedzeniem. Dobrze czasem siąść pod palmą i poczytać książkę.

– Kamera GoPRO – spakowane do tego samego pokrowca co aparat, nie zajmuje dużo miejsca. Z dodatkowych gadżetów zabrałem uchwyt na głowę. W Indonezji chciałbym ponurkować, więc liczę na zrobienie ładnych filmów lub zdjęć. Swoją drogą, niechcący zostawiłem ją w dżungli Taman Negara. Po powrocie do wioski zauważyłem, że jej nie a i pognałem po nią spowrotem. Znalazła się : )

– Masa kabli, ładowarek. Kiedy człowiek wymyśli bezprzewodowe ładowanie wszystkich urządzeń? Albo czemu nie można wszystkiego ładować jednym kablem? To naprawdę ogromny problem ludzkości. W tym momencie każde moje urządzenie ma swój kabel do ładowania. Trzymam je w osobnej reklamówce, dzięki czemu nie walają się po całym plecaku.

  • Ciuchy 

Tutaj sprawa mniej skomplikowana. Kilka t-shirtów, podstawowy zestaw „7 par skarpet + 7 bokserek”, krótkie spodnie,  bojówki + bluza + „jesienna” kurtka.  Dobrą opcją w Azji południowo-wschodniej są też pralnie. Dziś zanieśliśmy ciuchy do prania, zapłaciliśmy 16zł, i na jutro będą czyste i pachnące.

  • Inne rzeczy

Na koniec kilka patentów + dodatkowych, ważnych rzeczy:

– Mniejszy plecak. Podstawa wyjazdu. Duży plecak zawsze zostawiam w dziupli, w której śpimy. Na wypady po mieście potrzebny jest mniejszy, do którego wrzucę aparat i inne duperele. Na ten wyjazd otrzymałem plecak od Merrella. Chodzimy z nim wszędzie i sprawuje się świetnie. Plecak zbiera historie, fotografuje się z nami w różnych miejscach, a po powrocie przekażę go kolejnemu triperowi : ) Podobny możecie wygrać w konkursie, o czym piszę poniżej.

image

– Przewodniki. Od zawsze korzystam z przewodników Lonely Planet. Nie są one najtańsze, ale bardzo wygodne i praktyczne. Tak naprawdę inwestycja w przewodnik zwróci nam się, bo dzięki niemu możemy wiele zaoszczędzić. Oczywiście nie ograniczam się przewodnikiem, szukam też swoich rozwiązań, ale przyjeżdżając do wielkiego miasta, w którym jestem pierwszy raz, dobrze mieć pod ręką ściągawkę do ogarnięcia podstawowych rzeczy.

– Notesik i długopis. Kolejna niezbędna rzecz. W notesie spisujemy ważne adresy, dane, liczby. Dodatkowo, liczymy też nasze wydatki z każdego dnia. Jeżdżąc po Azji łatwo się zagalopować z finansami, więc świadomość, ile wydaliśmy, a ile jeszcze mamy, bardzo pomaga, żeby fantazja nas nie poniosła.

 – Kalkulator.  Nowość w moim ekwipunku. Ktoś zapyta – po co? Otóż jestem turbosłaby z matematyki. Liczenie w pamięci sprawia mi trudność, a w Indonezji jest chory przelicznik walut (1$ to jakieś 13,663.10 IDR). Już widzę, jak na zatłoczonym indonezyjskim dworcu przeliczam takie sumy w głowie. Nie ma opcji. Kalkulatorek dużo nie zajmuje, a życie ułatwi.

Prześcieradło. W Azji na spanie pod śpiworem jest za gorąco. Z drugiej strony, człowiek zawsze ma ochotę się czymś okryć, bo wtedy jakoś tak bezpieczniej i lepiej się śpi. Prześcieradło nadaje się idealnie i nie zajmuje dużo miejsca w plecaku.

 – Karty do bankomatów. Tutaj szukam Świętego Graala, który pomoże mi w wygodny sposób zarządzać finansami podczas wjazdu. I chyba go znalazłem, ale opowiem Wam o tym po powrocie, jak będę w 100% pewny, że moje rozwiązanie się sprawdzi.

Tak to się spakowałem na wyjazd i na razie nie narzekam. Zawsze swój plecak traktuję jak swój dom. Układam wszystko według zaplanowanej kolejności, staram się dbać o porządek o wnim, a najważniejsze rzeczy zawsze mieć pod ręką.

Dzisiejszy wpis jest wynikiem mojej współpracy z marką Merrell. Merrell organizuje właśnie akcję #Plecakpelenopowiesci, w której też uczestniczę. Jeżeli marzy Ci się podobny plecak od Merrella, to wpadnij na ich Fanpage i wygraj podobny plecak

A dzisiejsze foteczki z pola herbaty w Cameron Higlands ; )

 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wyjazdowy rozkład jazdy