„Podróże pod gwiazdami”, czyli jak zrobiliśmy imprezę w Bieszczadach

W drugi weekend sierpnia zorganizowaliśmy małą imprezę w Bieszczadach. W sumie to początkowo faktycznie miała być mała, ale przyjechało duuużo ludzi. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania!

Idea była taka, żeby zebrać w jednym miejscu ludzi kochających podróże. Zarówno tych, którzy jeżdżą polować na aligatory na drugi koniec świata, jedzą gruz i niczego się nie boją, jak i tych, których podróże ograniczają się do mniejszych wyjazdów, nawet po najbliższej okolicy. Najważniejsze, żeby byli to ludzie o otwartych umysłach i sercach. Tak zrodził się projekt „Podróże pod gwiazdami – Bieszczadzkie spotkania podróżników”.

Jak powstała idea?

Pomysł pojawił się na początku lutego. Pojechaliśmy z chłopakami nagrywać filmy w Bieszczady i odwiedziliśmy Grzegorzówkę. Jakoś w środku nocy wyszliśmy na zewnątrz. Było zimno i wietrznie, po prostu nieprzyjemnie – jak w momencie przyjścia Buki do Doliny Muminków. Zaczęliśmy rozmawiać o podróżach i Alicja zapytała mnie, czy latem nie zrobiłbym u nich slajdowiska.

Sam już rzadko opowiadam o podróżach. Jestem za stary, historie są spisane na blogu, każdy je zna. Znudziła mi się formuła i ogólnie w ostatnim czasie… nie miałem weny do prowadzenia slajdowisk. Tak po prostu. Wpadliśmy więc na pomysł, by zaprosić kilku podróżników, którzy opowiedzą o swoich przygodach. Rozwiesimy prześcieradło na drewnianej chatce. Ludzie będą siedzieć na trawie, wokół będą chodzić psy, w tle będą grały świerszcze, a nad tym wszystkim będzie górować bieszczadzkie niebo.

No i kurcze, chyba muszę powiedzieć, że było fajnie! Bardzo lubię robić takie wydarzenia. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że mam w sobie umiejętność budowania społeczności. Organizacja takich wydarzeń wychodzi mi bardzo naturalnie i bez spiny – tak właśnie tworzyłem w dawnych czasach grupę parkour czy zloty skuterów/motocykli. Tak też ogarnialiśmy 42 Do Szczęścia czy Smok bloga (spotkania krakowskiej blogosfery). Tak robię również tego bloga, tworząc swego rodzaju społeczność, która jest scalana wspólnymi pasjami i wartościami. No naprawdę czuję, że to moja cenna umiejętność, z której przez długi czas nie zdawałem sobie sprawy :)

Oczywiście to nie jest tak, że „Podróże pod gwiazdami” zrobiłem sam. Ba, nawet mogę powiedzieć, że nie zrobiłem… nic. Grzesiek z Alą ogarnęli całą miejscówkę w Bieszczadach. Miron załatwił projektor i nagłośnienie. Tomek na miejscu wszystko podłączył i sprawiał, że muzyka grała. Wojtek zaprojektował logo i koszulki. Madzia owe koszulki wydrukowała. Banaś zorganizowała śniadanie w sobotni poranek i bransoletki dla uczestników. Kubala przywiozła 3 kilo bakłażanów. Irine z tych bakłażanów ugotowała wielki, gruziński obiad. Prelegenci zrobili show na scenie, opowiadając niesamowite historie. Ktoś pomógł obierać ziemniaki. Ktoś umył naczynia. Ktoś pozbierał śmieci. I to było piękne :) Byłem naprawdę wzruszony, że tylu ludzi dało coś od siebie i finalnie powstało coś świetnego.

Podróże pod gwiazdami

Logo – Wojtek Woźniak :)

Podróże pod gwiazdami

Fot. Magda Stettner

bieszczady

Fot. Magda Stettner

Podróże pod gwiazdami

Fot. Magda Stettner

Podróże pod gwiazdami Podróże pod gwiazdami Podróże pod gwiazdami w Bieszczadach Co zapamiętam?

Ten blog to zapis moich dobrych wspomnień. Prowadzę go już 10 lat i lubię czasem wracać do starych wpisów, żeby przypomnieć sobie, czym w danej chwili żyłem i co miałem w głowie. Co utkwi mi w pamięci z „Podróży pod gwiazdami”? Co chciałbym zapamiętać na długo?

  • Akcja „ratowanie Opla”. Pasuje mi tu fragment piosenki zespołu Leniwiec: „Choć brakuje stron w atlasie, nawigacja nie ma sieci. Jednak niebo się przeciera, gdzieś w oddali muza leci”. Już na dzień dobry rozpoczęliśmy od ciekawej przygody. Kacu w czwartkowy wieczór zawierzył GPS-owi i pojechał złą drogą. Krótko mówiąc: wjechał w niezłe gówno. Tak duże, że Opla (notabene pożyczonego od rodziców) trzeba było zostawić w polu, a rano wyciągać go terenówką.
  • Prelekcje. W piątek Irine pokazała gruziński taniec, a później Kacper opowiadał o swojej podróży jachtopstopem na Kanary. W sobotę słuchaliśmy historii Kuby z jego podróży autostopem do Dubaju, później relację Madzi Stettner, która pokazała Wietnam ze swojej perspektywy, a na koniec mieliśmy opowieści Dawida z wyprawy na Pik Lenina. Każda z prezentacji była inna i wszystkie bardzo ciekawe. No prelegenci to nam się udali :)
  • Gruziński obiad zrobiony przez Irine. Kurczę, to było naprawdę trudne zadanie – ugotować gar żarcia dla tylu ludzi. Wyszło przepysznie.
  • Ognisko, zwłaszcza to z piątku na niedzielę. Zrobił się mały Woodstock i faktycznie nad ranem już trochę przeginaliśmy. Ale czy da się śpiewać po cichu takie szlagiery jak „Przeeeeżyyj to saaaaaam”?
  • Widok namiotów w niedzielny poranek. Fajnie było popatrzeć na te kilkadziesiąt namiotów. Tylu ludzi przyjechało w Bieszczady! Gdy rano poszedłem się umyć,  powrót zajął mi około półtorej godziny. Tu ktoś mnie zagadał i rozmowa się trochę przeciągnęła, tu ktoś poczęstował mnie kanapką, tam znowu ktoś znajomy przybił piąteczkę. No magia!
  • Wycieczka z Grześkiem po okolicy. Tzn. ja na niej nie byłem, bo musiałem odespać noc, ale piękny to był widok, gdy leżałem w hamaku, i widziałem dużą grupę, która idzie zwiedzać Bieszczady. Tacy żądni przygód! :D
  • Śniadanko by Banaś w sobotę. I kanapki w piątkowy poranek. – Maju, czy ty w ogóle jadłeś już śniadanie? – No jeszcze nie. – To już ci robimy kanapki! <3 Rozczuliło mnie to!
  • Kawka po wietnamsku w niedzielny poranek. Magda dostaje tytuł pierwszej baristki Bieszczad. Otworzyła małą kawiarnię i zrobiła w sumie kilkadziesiąt kaw. Dla każdego chętnego :)

Na zakończenie

Czy coś nie wyszło? Ano pewnie, że tak! Na pewno będzie parę rzeczy do poprawienia w przyszłości, jeżeli zdecydujemy się powtórzyć imprezę. No i deszcz. W sobotę trochę popadało, ale na dobrą sprawę jakoś bardzo nam to nie przeszkadzało. W trakcie prelekcji schowaliśmy się pod dachem, a w nocy już było pogodnie.

To prawda, że przebywanie z ciekawymi ludźmi nakręca do działania. Bardzo dobrze mi zrobił ten bieszczadzki weekend. Dziękuję!

Bieszczady

Fot. Magda Stettner

Grzegorzówka

Fot. Magda Stettner

Grzegorzówka Bieszczady Fot. Magda Stettner

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dizajn, sztuka i nauka w Świętokrzyskiem? Zwiedzam swoje województwo, wybierając nietypowy motyw przewodni