Same Dobre Rzeczy #16

Październik dobiegł końca, więc czas na kolejne podsumowanie miesiąca. A działo się rekordowo dużo.

Nie pamiętam, kiedy miałem tak dobry miesiąc. I w pracy pociągnąłem sporo tematów, i w życiu prywatnym byłem lecącą rakietą. Mam taką swoją teorię, że życie jest sinusoidą, w której są lepsze i gorsze okresy i należy nauczyć się to akceptować. Zdecydowanie ostatnio złapałem dobrą falę i czuję, że właśnie zaczął się rewelacyjny okres.

Co więc takiego dobrego działo się w październiku?

Numer 5: Koncert szantowy

Już na początku miesiąca wybraliśmy się ze znajomymi na koncert szantowy do Starego Portu. Grał rewelacyjny zespół „Pod Wiatr” z mojego rodzinnego Ostrowca. Zrobili niesamowitą robotę. Bardzo lubię szanty, kojarzą mi się z czymś pozytywnym – podróżą i przygodą. Słuchając ich, stwierdzam, że gdybym musiał wybrać okres w przeszłości, w którym miałbym żyć, to byłby to czas wielkich odkryć geograficznych.

Numer 4: Wypad na Babią Górę

24 godziny – tyle potrzeba, żeby przeżyć rewelacyjną przygodę. Grupą znajomych wybraliśmy się na szybki wypad na Babią Górę. Wyjazd po południu z Krakowa, wieczorne dojście do schroniska i poranne wyprawa na szczyt. Powrót do Krakowa jeszcze tego samego dnia. Tak niewiele trzeba, żeby ze zwykłej soboty zrobić sobotę niezwykłą.

Numer 3: Kolacja w ciemności

W październiku wybraliśmy się też z dziewczyną na kolację w ciemności. W sali, w której kompletnie nic nie widzisz, otrzymujesz obiad, nie wiedząc, co jest na talerzu. Ciekawe doświadczenie, choć powiem szczerze, że oczekiwania miałem większe. Jest to szaleństwo dla zmysłów i można wyciągnąć ciekawe wnioski, np. nie dało się jeść widelcem i nożem – musieliśmy pomagać sobie rękami. Ponoć to normalne i dlatego organizatorzy podają każdemu na talerzu mokre ściereczki. Kolejne przemyślenia – je się oczami. Potrawy, które otrzymaliśmy wyglądały rewelacyjnie (pokazali nam je po całym seansie) i uważam, że lepiej smakowałyby mi, gdybym je widział. Dodatkowo, jedząc w ciemności mocno się najadłem, choć porcje nie były duże. Polecam kiedyś spróbować : )

Numer 2: Koncert-domówka

To było coś fenomenalnego. Na domówce u znajomego zagrał zespół muzyczny. A nawet dwa! Żeby pokazać genialność całej akcji, muszę opowiedzieć Wam dłuższą historię. Kilka miesięcy temu Kacper poznał zespół Restock ze Szwajcarii. Oczywiście, jak to zwykle bywa, pododawali się do znajomych na Facebooku. Po jakimś czasie napisali do niego, że wracają z trasy koncertowej po Ukrainie, grają jeszcze w Rzeszowie i mieli mieć koncert w Krakowie, ale ktoś olał sprawę i został on odwołany. Jest środa, chłopaki chcą grać, ale nie mają gdzie. Potrzebne: miejsce i publika. Ciężko było o halę koncertową, więc ostatecznie zespoły Restock i The Dues zagrali na domówce! Były krzyki i piski, było pogo, był croud surfing. Zdecydowanie najbardziej nietypowy koncert na jakim byłem.

Numer 1: Stare volvo

I oto król miesiąca: stare volvo. Samochód, który jeszcze w maju stał zepchnięty w krzaki, czekając na swój koniec. Stare auto mojego dziadka, które w zasadzie już się nie nadawało do użytku.

Tymczasem zrobiłem nim już pierwsze kilometry! Na razie powoli, poznajemy się i budujemy nić porozumienia. Mam więc swoje pierwsze auto i wreszcie możliwość robienia szybkich, weekendowych wyjazdów po okolicy.

To, że to auto jeździ, to zasługa mojego taty, który grzebał przy nim od kilku miesięcy, woził od specjalisty do specjalisty, kombinował, próbował i – udało się. Klikać więc lajki dla mojego taty, że mu się chciało i dokonał niemożliwego : )

Plany na listopad

Z przyjemnością piszę o moich planach na listopad, bo… w zasadzie ich nie mam. Kończę ostatnie rzeczy, zamykam różne tematy, robię zakupy i za kilka dni (10 listopada) ruszam do Malezji i Indonezji. Miesiąc podróżowania po egzotycznych krajach…

Podpisano,

Michał Maj – Król Życia : )

PS. Oczywiście zachęcam do obserwowania mnie na Facebooku i na Instagramie, zwłaszcza, że za lekko ponad tydzień będzie się dużo działo.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Próbuj nowych rzeczy