Rozwój osobisty
Jakiś czas temu pisałem Wam o porządkowaniu swoich finansów. Wprowadziłem wtedy kilka nawyków i mechanizmów, które pomogły mi zaprowadzić pewien porządek w portfelu. Dziś czas na kolejne ogarnianie – tym razem najbliższego otoczenia.
Długo czekałem na to spotkanie. Wreszcie nadszedł dzień, w którym wszedłem do budynku stowarzyszenia i wąskimi schodami wdrapałem się na pierwsze piętro. Byłem chwilę przed czasem, więc czekając w małej kuchni, miałem okazję poznać kilku pracowników, którzy co jakiś czas się w niej pojawiali.
Od pewnego czasu trwa mój wielki bój z finansami. Staram się wszystko uporządkować, zautomatyzować i wyregulować, żeby w portfelu zapanował porządek, a w głowie spokój.
Stałem przy barierce i patrzyłem w dół na Bangkok. 22 piętro. Dookoła widziałem miasto, które tętniło życiem. Bangkok na pełnych obrotach.
Studia to niesamowity okres. Czas świetnej zabawy, często pierwszych obowiązków i samodzielności. Większość osób wykorzystuje ten czas, żeby sobie przebimbać pięć lat, a później narzekać na rynek pracy, politykę i cały świat.
Dawno, dawno temu napisałem wpis na temat nawyków. Z tymi nawykami jest tak, że gdzieś tam czasem się poluzuje śrubkę i po pewnym czasie zanikają. Tak było też u mnie – w grudniu mocno odpuściłem z wieloma sprawami i rozregulowałem się całkowicie.
Żyjemy w czasach leszczy i jesteśmy na równi pochyłej, bo od wygód i komfortu w dupach nam się już poprzewracało. Kiedyś, żeby napić się wody, trzeba było wziąć wiadro i dymać do ogrodu, żeby wyciągnąć ją ze studni. Dziś kupujemy je na zgrzewki. Kiedyś, żeby mieć co jeść, trzeba było zasuwać w polu po kilkanaście godzin dziennie. Dziś idziemy do Biedronki i kupujemy żarcia na tydzień - bez żadnej refleksji i zastanowienia.
Niby jest fajnie. Człowiek dużo robi, osiąga jakieś tam zamierzone cele i większe lub mniejsze sukcesy. Budzi się rano z uśmiechem na twarzy i cieszy z każdego dnia, ale czasem trzeba zatrzymać się, spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć: Maju - zamiatasz jeden problem pod dywan.
Jeszcze kilka lat temu byłem strasznym upierdliwcem i marudą, któremu wszystko przeszkadzało. Nie radziłem sobie w wielu sytuacjach, dostosowywałem się do innych i mówiłem, że jest mi źle.