Ucisz wewnętrzny głos

Wpis ten zacząłem pisać w swojej głowie w ostatnią niedziele na 28 kmmaratonu warszawskiego. Kurcze, wiedziałem, że tak będzie. Kiedyś pojawiła się idea, żeby przebiec maraton. Po pół roku przygotowań pokonałem magiczny dystans 42 km i 195m w Krakowie. Cała droga do tego maratonu sprawiła jednak, że pokochałem bieganie i teraz rozumiem, że jeżeli podejdziemy do czegoś z pasją to wykonywanie tego daje nam ogromną satysfakcje i dużo radości. Wtedy już sama droga jest niesamowitą przyjemnością a nie sam cel w sobie.

Niestety, nie wszystko wychodzi

Dzisiejszy wpis nie spodoba się wielu osobom i pewnie zbudzi sporo kontrowersji, ale zawsze miałem ochotę go napisać. Kopie sobie nim pewnego rodzaju grób i zapewne część osób dojdzie do wniosku, że zaprzeczam sam sobie (choć tak nie jest). Niestety, trzeba się z pewnymi rzeczami zmierzyć i myślę, że każdy z nas powinien się zastanowić jaki jest tego wszystkiego sens.

Kreatywność nie istnieje?

Kreatywność to taki temat, który swojego czasu miał swoje „5 minut”. Była masa szkoleń i kursów pozwalających wzbudzić w sobie właśnie ten stan, a w Internecie nadal możecie znaleźć ogromną ilość artykułów poruszających ów zagadnienie. Od dłuższego czasu moja praca opiera się na kreatywności i twórczym myśleniu dlatego pomyślałem, że podzielę się z wami moimi sposobami i kilkoma przemyśleniami.

Pełna koncentracja na realizacji zadania

Być może pamiętasz takie sytuacje, że wykonując jakąś czynność tak mocno się w to zaangażowałeś, za zapomniałeś o otaczającym cię świecie, odpływającym czasie i wszystkim tym, co dzieło się obok. Po wykonaniu swojego zadania powracałeś do świata żywych i zauważyłeś, że zrobiłeś wszystko bardzo szybko i nawet nie poczułeś minut/ godzin, które minęły. Kiedyś wciągałem się tak tylko w rzeczy, które lubiłem robić, w ostatnim czasie  jednak zauważyłem, że stan takiego „flow” można osiągnąć wykonując także inne zadania, które niekoniecznie należą do naszych ulubionych.

Czego nie nauczysz się siedząc w domu?

Nadszedł czas na trzecią, ostatnią część wpisu dotyczącego wyjazdu do Maroka. Po ciekawych przygodach w Afryce, po wielu interesujących momentach i chwilach zapragnęliśmy wrócić do Europy. Osoby, które nie czytały poprzednich części zapraszam do lektury. Pierwsza część dostępna jest tutaj, drugą natomiast możesz zobaczyć pod tym adresem.

Ramadan- Czego możemy się z niego nauczyć?

W poprzednim wpisie rozpocząłem temat mojego wyjazdu do Maroka. Opisałem autostop, moje przemyślenia na temat tego kraju, jego mieszkańców itp. Dziś pora na drugą, z trzech części. Zajmiemy się sprawami finansowymi- ile taki wyjazd kosztuje a także poruszę obiecany temat ramadanu.  Jeżeli jesteś zainteresowany to zapraszam do lektury i zagłębiania się w klimaty Maroka.

Jak to autostopem do Maroka się wybrałem!

Zgodnie z obietnicą w poprzednim wpisie decyduje się napisać krótką relacje z podróży do Maroka. Nie jest to prosta sprawa. Bardzo ciężko piszę się wspomnienia z wyjazdu po powrocie do domu. W autobusach, samochodach człowiek ma na to ogromną ochotę, a gdy tylko wróci do swojego domu to jakoś to wszystko opada.

Gdzie wybieram się w kolejną podróż?

Wyjazd planowałem od dłuższego czasu, ale do końca stał on pod znakiem zapytania ponieważ nagromadziło się wiele spraw, które musiałem pozamykać i rozwiązać. Dziś już wiem, że ze wszystkim się wyrobiłem, jeszcze tylko musze popłacić rachunki, opłaty i mogę ruszać. We wtorek wyjeżdżam na małe wakacje. Gdzie się wybieram?

Nic nie zmieniaj! Jest dobrze!

Budzisz się rano. Słyszysz przerażający dźwięk budzika, sięgasz po niego i szybkim ruchem wyłączasz. 5 minut dłuższego spania bardzo Ci pomoże- ustawiasz „drzemkę” i odwracasz się na drugi bok. W efekcie wstajesz dwie godziny później i zamiast planowanego „wczesnego wstawania” wszystko jest po staremu. Zakładałeś też, że dziś rano pobiegasz, przynajmniej 20 minut, ale czujesz się taki niewyspany. Decydujesz się przełożyć to na wieczór.