Zawsze podczas podróży przychodzi taki dzień, kiedy nic nie wychodzi. Pechowy dzień. Nam trafił się taki w Taman Negara.
Zawsze uwielbiam pierwsze dni w Azji. Zwłaszcza gdy przylatuje na miejsce z zimnej, zachmurzonej Polski. Człowiek wychodzi z lotniska i od razu dostaje w pysk ciepłym, tropikalnym powietrzem. Uwielbiam!
Tradycyjnie, już od kilku lat, przed samymi świętami publikuję wpis, w którym podsumowuję cały rok i planuję kolejny. Czas więc przyjrzeć się temu, jaki był 2015 rok i zacząć knuć rzeczy na rok 2016.
W Singapurze włączył nam się lekki leń, więc szukaliśmy w sieci przewodnika, który poprowadzi nas za rękę. Wszystkie informacje były jednak mocno porozrzucane, dlatego postanowiłem, że po powrocie sam przygotuję taki „miniprzewodnik”.
Wśród lądów dzikiej, hałaśliwej i nieuporządkowanej Azji znajduje się mały jej skrawek, który jest inny. Jeżeli jesteście ciekawi, jak wygląda Azja bez tego swojego typowego zgiełku, powinniście koniecznie wybrać się do Singapuru.
Wróciłem do Polski i z ogromną przyjemnością zasiadam do dzielenia się z Wami wspomnieniami i przygodami. To był genialny wyjazd.
W podróży jestem już od kilku dni. Czas na wpis, który przygotowałem jeszcze przed wyjazdem, podczas pakowania. Pokrótce o tym, co ze sobą zabrałem.
Ostatni tydzień na załatwienie wszystkich spraw. To były bardzo intensywne dni, bo zawsze przed podróżą dotyka mnie „gorączka przedwyjazdowa”.
W październiku tak się działem, że zanim zauważyłem, że nie ma tapety, była już połowa miesiąca. Dostałem od Was sporo komentarzy z pytaniem o nią, co bardzo mnie ucieszyło. Nie sądziłem, że faktycznie tyle osób ustawia moje propozycje na swoim pulpicie.