Z uśmiechem na twarzy i bolącym kolanem siadam do komputera, by zdać Wam relację z Biegu Rzeźnika – ponoć jednego z najtrudniejszych biegów w Polsce, który udało mi się ukończyć w ostatni weekend. Świetna przygoda, ale i duże wyzwanie…
Długo czekałem na to spotkanie. Wreszcie nadszedł dzień, w którym wszedłem do budynku stowarzyszenia i wąskimi schodami wdrapałem się na pierwsze piętro. Byłem chwilę przed czasem, więc czekając w małej kuchni, miałem okazję poznać kilku pracowników, którzy co jakiś czas się w niej pojawiali.
Nie jestem serialowym maniakiem. Obejrzałem kilka, ale wiele klasyków, z różnych powodów, ominąłem. Chciałbym coś obejrzeć i wciągnąć się. Pomożesz?
W ostatnim czasie w kilku miastach w Polsce odbył się festiwal kolorów – święto polegające na obsypywaniu się barwnymi proszkami, a później z domywaniem tego przez kilka godzin.
Od jakiegoś czasu zacząłem nieco inaczej patrzeć na podróże – samo jeżdżenie po świecie to trochę za mało. Szukam różnych pomysłów, innych przeżyć.
Jedną z najprzydatniejszych umiejętności w podróży jest sztuka łatwego, szybkiego zasypiania. Jestem tym szczęśliwcem, który potrafi zasnąć praktycznie w każdych warunkach.
Końcówka miesiąca, więc pomyślałem, że zrobimy taki luźniejszy wpis, bo trochę mi tego brakowało.
I kolejny maraton za mną. To już mój szósty bieg na 42 km i 195m. Uwielbiam dzień startu, dla mnie to prawdziwe biegowe święto.
Niewiele jest autorów, na których książki czekam z niecierpliwością. Od czasów Harrego Pottera jest ich coraz mniej.