Firmę prowadzę od kilku dobrych lat. Jest to moje dziecko, które przynosi mi dużo radości, ale również problemów i rozterek. Tak to bywa z dziećmi. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami doświadczeniami związanymi z prowadzeniem działalności. Myślę, że tekst ten może być przydatny dla osób, które dopiero planują wybrać się do urzędu miasta, żeby zarejestrować firmę i rozpocząć przygodę swojego życia.
Blog ten prowadzę od ponad 9 lat. To mój sposób na motywowanie się do prowadzenia ciekawego życia. Od dawien dawna robię podsumowania roku – lubię sprawdzać, co dobrego wydarzyło się w moim życiu. Tradycyjnie więc zapraszam na podsumowanie minionego roku.
W Peru spędziłem tylko 2 tygodnie. Jak doświadczyć wiele, mając tak niewiele czasu? Od początku chciałem, żeby było intensywnie. Obiecałem sobie, że nie będę odpuszczał żadnych ciekawych przeżyć. Założyłem, że będę na tak!
W listopadzie wydarzyło się coś, czego sam się nie spodziewałem. Myślałem, że w tym roku już nie będę podróżował, a życie rzuciło mi pod nogi kolejną przygodę — wyjazd do Peru!
Za napisanie tego tekstu zabierałem się od sierpnia, bo wtedy odkryłem aparat analogowy. W sumie może to nie jest do końca dobre słowo, bo analogiem bawiłem się już kilka lat temu, ale później mi się znudził i rzuciłem go w kąt. Teraz powrócił w chwale.
Za oknem leży już biały puch. Powietrze w Krakowie diametralnie się popsuło, a wyjście bez czapki jest niemalże niemożliwe. Oznacza to jedno - zakończył się listopad i przyszedł grudzień. Czas więc na podsumowanie miesiąca.
Tak jak Wam wspominałem w poprzednim wpisie, po krótkiej przerwie postanowiłem wrócić do serii wpisów na temat pracy zdalnej w drodze. Podróżowanie po Meksyku połączone z wypełnianiem codziennych obowiązków zawodowych było świetnym doświadczeniem, z którego sporo wyciągnąłem i na pewno jeszcze będę chciał powtórzyć taki styl życia.
Po małej przerwie wracam do cyklu wpisów na temat pracy zdalnej w podróży. Dzisiaj podzielę się z Wami efektami mojej pracy w Meksyku.
Gdy wreszcie udało nam się wyjechać z zakorkowanego Krakowa, odetchnąłem z ulgą. Minęliśmy Olkusz i skierowaliśmy się w stronę Zawiercia. W pewnym momencie znaleźliśmy się w pięknym lesie – po obu stronach drogi drzewa mieniły się przeróżnymi jesiennymi barwami. Promienie słońca przebijały się pomiędzy gałęziami. Wszystko to wyglądało nieziemsko. Zatrzymałem się, zawróciłem i przejechałem ten fragment trasy raz jeszcze. Taką paletę barw w przyrodzie można zobaczyć tylko przez kilka dni w roku.